sobota, 30 czerwca 2012

May pachnie wakacjami


Dent May - Do Things
Paw Tracks
2012

Dent May z urzędu jest słoneczny. Wiosnę ma zapisaną w nazwisku. Ale tego niepozornego okularnika ciągnie bardziej do lata. Do wycieczek starym volksvagenem wokół rodzinnej miejscowości, gdzie z paczką przyjaciół podrywa dziewczyny (kobiety lubią chłopców w okularach), i na widok których jego cukrowe serce rozpływa się tak, jak ukryte w kieszeni kolorowe Smarties. U Maya, tego niedoszłego filmowca, wciąż pojawiają się obrazy dzieciństwa (zmieszane z trwogą o przyszłość - Rent Money) i przyjaciół (Best Friends). Dent obraził się (na zawsze?) na ukulele i zamienił je na syntezatory. Pomysłów na wakacyjno-letnie piosenki nie zabrakło, lecz zabrakło ich urozmaicenia. 

Do Things to domowej roboty, słoneczny pop, którego największą zaletą są łatwo wpadające w ucho melodie z równie lekkimi harmoniami wokalnymi i falsetem Maya. Wyluzowany koleżka, plujący na szkołę, nawiązuje do swoich idoli: Beach Boys'ów, których nazywa najlepszym zespołem na świecie, a album wydaje u swoich idoli numer 2: Animal Collective. Do Things to album iście wakacyjny, nie ma tu skomplikowanych rozwiązań; są syntezatory, drum machines i janglująca gitara. Szkoda, że na płytę nie trafiło Eastover Wives - najlepsza kompozycja Maya, wydana "jedynie " jako strona b-singla That Feeling

Wmyślam się w myśli, że Do Things to średnia płyta, mimo całej tej wakacyjnej otoczki, nieskrępowanej radości i zabawy jaka pojawia się podczas odsłuchu, a trzymając się zasady, że średnią płytę trzeba traktować zupełnie serio (nawet w wakacje), nie mogę zakończyć inaczej niż: fajnie się słucha, ale bez rewelacji. 

Ocena: 6/10

Warto posłuchać: Rent Money, Best Friends, Don't Wait Too Long,

środa, 27 czerwca 2012

Japońska precyzja


Hakobune - Recalling Your Ghostly Thoughts
Full of Nothing Records
2012

Nierzadko zdarza się, że w naszej głowie występuje nadmiar. Nadmiar myśli. Zamiast sapać jak miech kowalski nad tym problemem, dobrze byłoby zrobić selekcję tych wewnętrznych obrazów. Tak jak zrobił to Takahiro Yorifuji. W lutym tego roku odrzucił wszystkie myśli niepotrzebne, w tym miesiącu wyrzuca poza siebie upiorne obrazy. Recalling Your Ghostly Thoughts to kontynuacja Recalling My Insubstantial Thoughts, oczywiście w sensie konceptualnym. Chociaż muzycznie też niewiele się zmienia, co nie jest zarzutem. Oprócz tak wyraźnych różnic jak długość utworów, ich liczba i nazewnictwo, Habokune wciąż bawi się w tworzenie gitarowych map, zabierając na swoją arkę (habokune znaczy arka) to, co uważa za najistotniejsze. 

Założyciel Tobira Records toczy powoli, pogrążone w pogłosach i przesterach, dźwięki gitary, tworząc bardzo sugestywny obraz tego, co chce przekazać. Sakubaku wzbogacony o field recording to świetny przykład na to, co Habokune ma do "sprzedania". Elektroniczny minimalizm, którego dźwięki, niczym fale ciepłego morza, precyzyjnie, powoli i stopniowo zbliżają się do słuchacza, rozrzedzając atmosferę. To, co zawsze wyróżnia wydawnictwa Japończyka to piękne okładki - jako że jego dyskografia jest pokaźna, to mamy w czym wybierać. Recalling Your Ghostly Thoughts to blisko 50 minut relaksacyjnego ambientu, który momentalnie wchłania się w umysł, i równie szybko go opuszcza. 


P.S. Takahiro Yorifuji wydaje wspólnie z Bartkiem Dziadoszem (Pleq) album Adrift, dla niewielkiej, japońskiej oficyny Nomadic Kids Republic. Premiera materiału już 16 sierpnia, a do tego czasu możecie posłuchać preview albumu. 


czwartek, 21 czerwca 2012

W odsieczy Księżycowi


Vestals - Forever Falling Toward the Sky
Root Strata
2012

Westalki - rzymskie kapłanki bogini Westy. Służba westalek trwała trzydzieści lat. Głównym zadaniem westalek było utrzymywanie wiecznego ognia na ołtarzu bogini. Westalki podlegały ostrej dyscyplinie, graniczącej z ascezą. W przypadku niedopilnowania świętego ognia (co miało wróżyć nieszczęście dla państwa) dyżurującą westalkę karano chłostą. Za utratę dziewictwa zamurowywano żywcem. 

***

Kobieta i gitara. Połączenie, które nie powinno nikogo dziwić. Mężczyźni lubią panie grające na tym instrumencie; styl jest nieistotny - szaleństwo na gryfie a la Marnie Stern, chwytliwe riffy wychodzące spod palców Annie Clark czy jazzowe konfiguracje Joni Mitchell - sam widok jest poruszający. Dlatego dziwi fakt, że amerykański magazyn Rolling Stones w swoim zestawieniu 100 najlepszych gitarzystów wszech czasów umieścił jedynie dwie kobiety. No, cóż... świat rocka ciągle jeszcze pachnie męskim potem i zapachem przepoconych gaci, atrybutami "prawdziwych" facetów, macho... 

***

I wonder jak by się potoczyła kariera Rachel Goswell, gdyby, zamiast pchać się alt - countrowe rozpasanie Mojave 3, odeszła z zespołu zaraz po unicestwieniu Slowdive, nagrywając solowe albumy, których podstawą byłoby muzyczne upodobanie do powtarzania w kółko gitarowych partii, mocnych, dźwiękowych skrętów w dream pop, shoegaze czy ambient; gdyby tak skłoniła się ku dziedzictwu Pygmaliona... Pewnie to na jej osobę powoływała by się dziś cała rzesza muzyków skupiona wokół trzech wyżej wymienionych genre.

***

Niezidentyfikowany przeze mnie przedmiot trzyma w palcach czyjaś dłoń na okładce pierwszej solowej płyty, amerykańskiej artystki Lisy McGee. Przedmiot ów kształtem przypominający Księżyc, zbliżający się do pierwszej kwadry, pokryty jest smugami różowych i fioletowych odcieni. To doskonała analogia do zawartości muzycznej Forever Falling Toward the Sky, gdzie proste piosenki wygrywane na gitarze przykryte są gęstą chmurą pogłosów. Lisa McGee aktywnie uczestniczy w życiu muzycznym Los Angeles - wokale u Jefre Cantu Ledesmy, gitara i wokal w Higumie, duecie z Evanem Caminitim; to przykłady najbardziej znane. Vestals, projekt powołany do życia w 2011 roku, to pierwsza próba stworzenia czegoś, tylko i wyłącznie, dla siebie. 

***

Efekt pracy Lisy McGee musi spodobać się fanom Grouper, bo dźwięki zarejestrowane na Forever Falling Toward the Sky mocno przypominają te, które słyszeliśmy na wydawnictwach Liz Harris, z tą różnicą, że ładniejsza połowa Higumy mocniej podkręca wzmacniacz, nie odchyla się w stronę zimnego ambientu, a kompozycje konsekwentnie prowadzi w stronę shoegaze'u i dream popu. Gitarowe, zapętlone motywy, są tu uzupełniane przez delikatny, zdublowany wokal, często przyozdobiony pogłosami. Z kolei takie Into Night można by podrzucić pod folk; pod to, co tworzy Sea Oleena, Mirroring czy Metal Mountains. Muzyka Vestals niesie ze sobą relaksacyjno-nostalgiczny przekaz, tak przecież potrzebny w codziennym funkcjonowaniu, i choćby tylko po to, warto sięgnąć po Forever Falling Toward the Sky - konsumując go w domowym zaciszu. 

***

wtorek, 19 czerwca 2012

Ogród wykuty w kamieniu


Julia Holter - Ekstasis
Rvng Int.
2012

Trochę ponad sześć miesięcy; tyle właśnie czekaliśmy na nowy album Julii Holter. O ile Tragedy miało momenty (np. Falling Age), to jego następca, Ekstasis, jest dziełem niemal kompletnym. To wciąż muzyka, która technicznie wpisuje się w ramy bedroom popu, ale piosenki Holter mają solidne podstawy, są kompozycyjnie rozbudowane, często zbaczają, wydawałoby się, z góry obranej ścieżki, wciągając słuchacza w muzyczny labirynt, dający niezliczoną możliwość dróg i ich wariantów. Taki labirynt może mieć punkt centralny, który w wypadku Ekstasis znajduje się na miejscu numer 3. In the same room, lirycznie zainspirowany filmem Alaina Resnais, to opowieść o kobiecie i mężczyźnie, którzy spotykają się w jednym z licznych pokoi, a jedno z nich nie pamięta skąd się znają (We’ve been in this room together, don’t you remember you were here?); od czasu do czasu spoglądają przez okno na ogród. Inspiracja francuskim filmem jest wyraźna w samym tytule otwierającego album Marienbad. Greccy uczeni zostali zepchnięci na dalszy plan. 

Przede wszystkim Holter posiada niezwykłą umiejętność pisania zgrabnych, wielowarstwowych kompozycji. Marienbad składa się w zasadzie z dwóch części, z dwóch tematów, które idealnie się uzupełniają. Kiedy pierwszy nie zdążył nas całkowicie zaspokoić (pitu,pitu), pojawia się, w okolicach czwartej minuty, kolejny, równie piękny. Amerykańska artystka z precyzją odmierza nam słodycz, którą się dzieli, nie przesadzając z nadmiarem. Sam ogród jest przypomnieniem raju, tu na Ziemi. Wędrujemy pośród kwiecistych kompozycji, pośród chwytliwych i zgrabnych linii wokalnych. Podziwiamy kilka utworów, które nazywamy najpiękniejszymi w tym roku: In the Same Room, Für FelixOur Sorrows z rozpływającym się zakończeniem (dodać trochę wokali i mamy kościelne A capella), czy Goddess Eyes II - rozbudowanie tematu z Tragedy, gdzie antyk (słowa Eurypidesa z tragedii Hippolytus "I can see you but my eyes are not allowed to cry") spotyka się z wykwintną manierystczną formą użycia syntezatorów i komputera, przekształcającego wokal Julii. 

Boy in the moon najbardziej przypomina kompozycje z ubiegłorocznej Tragedy; mimo to wprowadza pewną równowagę, wzbogacając Ekstasis o dźwięki niemal z pogranicza ambientu. Natomiast This is Ekstasis rusza w stronę improwizacji a la Julian Lynch i psuje trochę delikatną atmosferę poprzednich piosenek. 

Holter biega z mikrofonem po Los Angeles rejestrując każdy interesujący ją szczegół. Uwielbia nagrania terenowe, wyraz czego dała w publikacji miksu na stronie magazynu Fact. Inspiruje się średniowiecznymi, iluminowanym rękopisami sporządzanymi przez kopistów. I nagrywa muzykę, której zapach unosi się w powietrzu i rozkwita z każdym kolejnym przesłuchaniem.

Julia Holter wystąpi podczas polskiej edycji fetiwalu Unsound, w Krakowie. Czekamy z niecierpliwością na koncert jak i na kolejny album, Gigi.

Ocena: 8/10

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Decimus - Kemunculan


Decimus - Kemunculan
Sangoplasmo Records
2012

Pat Murano nie traci czasu. Ilość wydawnictw i projektów, w których brał i bierze czynny udział jest doprawdy imponująca. Wystarczy wspomnieć, że ten nowojorczyk jest członkiem zasłużonego No-Neck Blues Band, grupy pełnej freaków, tworzących muzykę, którą ciężko jednoznacznie sklasyfikować. Murano wychodząc poza ramy tego ambitnego projektu, wraz z jednym z członków (Jason Meagher) powołał w połowie lat 90. grupę K Salvatore, przed rokiem stworzył projekt Key of Shame i, będący bohaterem tego wpisu, Decimus. Nie można także zapomnieć o black-metalowym zespole Malkuth. 

Pat Murano powołał do życia Decimusa, by muzycznie eksplorować dwanaście zodiakalnych gwiazdozbiorów. W tym celu utworzył label Kelippah Records, gdzie wydawnictwa sygnowane nazwą Decimus powoli zbliżają się do upragnionej liczby. Kemunculan to jednak nieco inna bajka, nie mająca nic wspólnego z astronomicznymi skłonnościami Amerykanina; odmienna również w sferze muzycznej, odrzucająca krautrockowe ścieżki numerowanych wydawnictw na rzecz dark ambientowych odmętów, którego podstawę stanowią dźwiękowe manipulacje.

Tytułowy Kemunculan i Vaco, to dwie mroczne i abstrakcyjne kompozycje, gdzie złowrogą atmosferę kreują dysonansowe dźwięki syntezatorów. Ciekawsze wrażenie sprawia Kemunculan, a zaliczenie go do czołówki tegorocznych piosenek "ciemnych i gęstych" jest krokiem zdecydowanie oczekiwanym. Vaco, niestetytakiej siły już nie posiada. W przypadku takich wydawnictw, zabierając się do odsłuchu, warto zadbać o atmosferę wokół; proponowane zabiegi: zgaszenie światła, czyste sumienie i przestronne wyjście ewakuacyjne.

P.S. Z mojego doświadczenia wiem, że Kemunculan znakomicie nadawałby się do Suspirii Dario Argento jako alternatywa dla włoskiego Goblina.

Ocena: -7/10

Kemunculan do kupienia w Sangoplasmo Records. Na stronie wytwórni można także przesłuchać sample Lazy Hearts, K Salvatore, zapowiadające kolejne wydawnictwo Pata Murano we wrocławskim labelu.

http://soundcloud.com/pat773

środa, 6 czerwca 2012

Param - pam - pam



PARAMPAMPAM TRIO - EP
2012

Halo. Halo. Tu stacja Sundown Syndrome. Odbiór.

Meldujemy powstanie nowej załogi. Spoglądając przez projektor w olsztyńskim planetarium dostrzegamy trzech osobników, którzy, jeszcze w 2009 roku, powołali do życia formację Parampampam Trio. W jej skład wchodzą: Andrzej Koczan, Dariusz Dzwolak i Paweł Nałysnik. Na muzycznej mapie Olsztyna zdążyli znaleźć sobie miejsce w gwiazdozbiorze Improvisação. Zespół zagrał wiele koncertów, z których wyróżnić można m.in. występ w ramach akcji „Tu się movie” w olsztyńskim kinie Awangarda, gdzie zilustrował muzyką niemy film Charliego Chaplina „The Kid” (po naszemu Brzdąc), czy występ na olsztyńskim festiwalu improwizacji „Dzianie się”.

W międzyczasie zarejestrowali w całości zaimprowizowany koncert (a jakżeby inaczej!) w olsztyńskim pubie Zaułek, którego można odsłuchać na oficjalnym i jedynym bandcampie grupy. Ponadto członkowie zespołu realizują się w swoich jednoosobowych projektach, czy w konfiguracjach dwuosobowych z których powstały m.in. ilustracje muzyczne do wystaw, happeningów, przedstawień, czy remiksy utworów innych artystów. Andrzej Koczan tworzy jako Koczan, a przez wiele lat działał w zasłużonej dla sceny alternatywnej Ściance, Dariusz Dzwolak pod szyldem DDR tworzy szeroko rozumianą muzykę elektroniczną, a Paweł Nałysnik nagrywa psychodeliczno-melancholijne utwory jako Mazurskie Zioła. Parampampam Trio wydaje się być idealnym miejscem łączącym wspólne inspiracje, nie tak znowu odległe od siebie. A tak na marginesie, Dzwolak i Koczan grają razem w zespole Trzeszcz - też lubującym się w psychodelii. 

EP-ka, którą trio zarejestrowało w marcu tego roku, nasiąknięta jest dźwiękami wywodzącymi się z rockowej psychodelii lat 60., post-rocka i zbudowana, przede wszystkim, w oparciu o improwizację - napędzającą cały ten kram. Przeszłość tkwi w przyszłości. Każdy z utworów napędza transowa perkusja wzbogacona o gitarowe eksperymenty: pulsujący bas w Dzikich tańcach czy dźwiękowe, elektryczne odjazdy przy użyciu efektów w Na czworakach na piętakach na szóstakach. Z kolei Ta suka to wyczyszczona? zaskakuje (?) elektroniczną końcówką (ten znak interpunkcyjny ma charakter antonimiczny, gdyż osoby zapoznane z koncertami olsztyńsko-kętrzyńskiego tria, widziały nieraz więcej niż trzy podstawowe instrumenty). Na jesień zaplanowana jest premiera płyty długogrającej. Kolejne rzeźbienie w dźwięku.

Sprawdzić trzeba! Jak mawia mój kolega: Jest jazda! 

Bez odbioru.




EP-ka do słuchania i pobrania (zapłać ile chcesz) w internecie na stronie: http://parampampamtrio.bandcamp.com/

Myspace: http://www.myspace.com/parampampamtrio