
Tytuł: Let me in (Pozwól mi wejść)
Reżyseria: Matt Reeves.
Gatunek: Good Horror.
Premiera: 22 października 2010 (Polska), 13 września 2010 (Świat)
Matt Reeves, reżyser między innymi filmu "Projekt Monster", postanowił powziąć sobie wyzwanie niemałe, gdyż rimejkowanie filmów niesie za sobą ryzyko większe niż zobaczenie późną nocą kogoś czającego się w koronach drzew. Rzadko się okazuje, że remake jest lepszy od oryginału, albo chociaż dorównuje mu opinią wśród publiczności. Moim zdaniem, skromnym oczywiście, taki film nie może się podobać wszystkim - to by się gryzło z jego pierwotną funkcją. On ma wzbudzać kontrowersje, ma nie podobać się fanom poprzednika, ma być zupełnie inny w otoczce, nieznacznie podobny w puencie, a w swej postaci ogólnie różnowaty. Reeves zrobił coś takiego. Podejrzewam, iż przyśniło mu się to pewnej nocy w towarzystwie swej poduszki i rano stwierdził z uśmiechem, "..to dobry pomysł Matt.". Postanowił zabawić się w kucharza, założył szlafrok 40-latka i z radochą godną dwulatka, wsypywał wszystko, co wpadnie w jego drobne dłonie do miski.. Oryginał Let me in, kawałek swojej wyobraźni, młodych aktorów, młode aktorki, opinie, recenzje, szczyptę duszy, dwa jajka, mąka, cukier i kakao. Pomyślał, że poeksperymentuje jak za młodych lat z marihuaną i doda coś od siebie, w ogóle nie trzymając się przepisu na udany remake; tak więc poszedł w ruch lód, pomarszczone jabłko, nienawiść i kropla krwi. Wymieszał to wszystko mikserem uzyskując jednostajną aczkolwiek nieokreśloną kolorystycznie ciecz stałą, odstawił to do lodówki na 54 godziny, by po tym czasie nastawić piekarnik na 290 stopni i wsadzić remake do niego na 3 dni. Rachunek za prąd był kosmiczny. Po 3 dniach, w wielkim oczekiwaniu, jego oczom ukazała się piękna, czarna i błyszcząca taśma Let Me In..