Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kitchens of distinction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kitchens of distinction. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 maja 2012

Kitchens of Distinction: 20 ulubionych piosenek


Nie łatwo jest wybrać dwudziestkę, która ma reprezentować to zestawienie, przekreślając inne, równie interesujące. Dlatego też tytuł nie brzmi "20 najlepszych", ale "20 ulubionych", bo przecież nikt z nas nie jest na tyle obiektywny, by twierdzić, że właśnie te utwory zasługują na szczególną uwagę. Kitchens of Distinction to nie tylko cztery studyjne albumy. Jest jeszcze cała masa b-side'ów, które znalazły się na poszczególnych singlach albo na kompilacji Capsule. Mam nadzieję, że ta lista będzie zaczynem do dalszej podróży z tym genialnym zespołem i nie skończy się na jednym czy dwóch odsłuchach, gdyż muzyka brytyjskiego tria, tak było w moim przypadku, to kilkaset godzin muzycznej magii. 

20. Kitchens of Distinction - Margaret Injection

Artyści mieszkający w USA z łezką w oku wspominają rządy George’a W. Busha. Kontrowersyjni, nieudolni i niepopularni politycy na najwyższych szczeblach władzy to zapowiedź płodnego czasu dla muzyków. Bez wątpienia okres 1979-90 był dla artystów wywodzących się z Wysp Brytyjskich takim właśnie czasem „żniw”. Jednak by plony można było zebrać najpierw trzeba zasiać. Margaret Thatcher o to zadbała. Wysokie bezrobocie, podatek „poll-tax”, wojna o Falklandy czy skuteczna walka ze związkami zawodowymi. Thatcher była łatwym obiektem do demonizowania. O ile ocenę polityczno-ekonomiczno-społeczną zostawiamy historykom, tak my pochylmy się nad tym, co muzyka miała do powiedzenia w tych kwestiach - a była ona wyjątkowo zgodna.

Wielkie zasługi w protest-songach ma Elvis Costello. Najpierw napisał tekst do utworu Shipbuilding (inną wersję proponował Robert Wyatt), będący sprzeciwem wobec wojny Wielkiej Brytanii z Argentyną; kilka lat później opublikował Tramp the Dirt Down z zapadającym w pamięć tekstem: „I’ll stand on your grave and tramp the dirt down” potwierdzającym, że to nie miłość do Lady T sprokurowała tę piosenkę. Przeciwko wojnie o Falklandy byli także punkowcy z Crass, którzy pytali: „How Does it Feel to be Mother of Thousand dead”. W wojnie tej, po stronie brytyjskiej, zginęło 255 żołnierzy. I chociaż liczba ta nie przekroczyła tysiąca, to strata jednego człowieka nie jest warta odzyskania małego skrawku ziemi. 

Śmierci życzyli jej: The Expolited (utwór Maggie: They want to see you dead), Morrisey, w cudownej balladzie z debiutanckiego albumu Viva Hate!, miał ten sam sen co miliony innych osób – Margaret, podobnie jak Maria Antonina, zostaje ścięta na gilotynie (The kind of people hale a wonderful dream/Margaret on the Guillotine) – i marzy, by stał się on rzeczywistością. Natomiast Pete Wylie śpiewa o tym, jak będzie wyglądał dzień, w którym Margaret Thatcher umrze (The Day that Margaret Thatcher Dies).

Pozostaje jeszcze Kitchens of Distinction. Podmiot liryczny nie lubi stosować przemocy, ale nie ma wyjścia (I'm not in the habit of hurting a person/Never relished violence/But Margaret it's time for your injection). Refren to litania wypowiadana przez śpiewającego, który żałuje, że nie skrzywdził jeszcze mocniej. Nagrodą za „wspaniałe rządy” jest ból (I wish I missed you more not never a wound to heal/I wish I’d hurt you more pain is your just reward/I wish I'd killed you more pain is your just reward). 


19. Kitchens of Distinction - The 3rd Time We Opened The Capsule

Wszystko zaczęło się od snu Juliana. Zanurkowano w jego głowie i zaczerpnięto tytuł. Piosenka optymistyczna, o ponownym narodzeniu; NME zreflektowało się i zaliczyło ją do listy 100 Best Indie Singles Ever (1992). Jeden z największych przebojów KOD, ulubieniec koncertowej publiczności i pierwszy poważny sukces, który został zauważony przez słuchaczy i krytyków muzycznych.


18. Kitchens of Distinction - Skin

Instrumentalna impresja Swalesa udostępniona dla szerokiego grona odbiorców na singlu Breathing Fear w maju 1992 roku. Trio miało parę instrumentalnych wycieczek, ale Skin to z całą pewnością przykład najbardziej odpowiedni, by jeszcze raz podkreślić jak wspaniałym muzykiem jest Julian Swales. Bardzo prawdopodobne, że jeszcze w tym roku usłyszymy jego grę na nowym wydawnictwie Stephen Hero. 


17. Kitchens of Distincion - Mad as Snow

W wywiadach Patrick wspomina, że to utwór, do którego najciężej było mu napisać tekst, ale trzeba podkreślić, że udało mu się stworzyć piękną lirykę. Mad as Snow świetnie pokazuje, że KOD to nie zespół typu zwrotka-refren, a długie (prawie) instrumentalne outro pozwala nakarmić wzrok padającymi za oknem płatkami śniegu.


16. Kitchens of Distinction - Within The Daze Of Passion

Fitzgerlad po raz kolejny pokazuje swój geniusz jako tekściarz. Zamiast wynurzeń mitomana o pierdołach typu: deszcz obija się o okna, szumią liście pod stopami, a ja Cię pocałowałem w usto, mamy pełne pasji i głębi teksty o miłosnym uniesieniu. 


15. Kitchens of Distinction - Now It's Time to Say Goodbye

Nieświadomie KOD napisało na swoją ostatnią płytę pewnego rodzaju pożegnanie. Kolejna opowieść o nieudanym związku i wyborze drogi jaką jest samotność (I'm looking forward to living alone). Po dwukrotnym odrzuceniu przez wytwórnię ich czwartego albumu Cowboys & Aliens, producent Pete Bartlett został zastąpiony przez francuza, Pascala Gabriela, który na nowo zmiksował ten utwór. Na wokalu Fitzgeralda wspomagała tajemnicza Katie Meehan (śpiewała również w 4 Men na poprzednim albumie), a Swales prezentuje solówkę, od której ciężko jest oderwać ucho.

Na singlu Now It’s Time To Say Goodbye dostajemy jeszcze trzy inne piosenki. Mamy White Horses, czyli wielki hit wylansowany przez serial telewizyjny o białym koniu i jego przygodach, napisany przez duet Carr-Nisbet, spokojne Jesus Nevada i poszatkowane What We Really Wanted To Do zmierzające  donikąd.


Now it's time to say goodbye
I won't stay around to be hurt by careless words


14. Kitchens of Distinction - Hammer

Then you know that love is hell. Zdanie zamykające utwór i definiujące debiutancką płytę. Obok Breathing Fear jest to kolejny przykład liryki koncentrującej się na wątku homoseksualnym; zarazem jest to najbardziej mroczny utwór na debiutanckim albumie - jeśli nie w całej karierze grupy.



13. Kitchens of Distinction - Railwayed

Na krakowskim dworcu głównym czekam na najbliższy pociąg jadący ze stolicy. Źle napisałem. Czekam na kogoś kto tym pociągiem przyjedzie. Zardzewiałe drzwi otwierają się i wychodzą trzej mężczyźni. Tak zaczyna się moja przygoda z nimi. Railwayed było pierwszym utworem KOD, który usłyszałem. 


12. Kitchens of Distinction - Elephantine

W teledysku do Elephantine Julian Swales czyta kolorową książeczkę. Trudno sobie wyobrazić, że bajka o małym słoniu o imieniu Babar, autorstwa Jeana de Brunhoff, która napisana została w latach 30. ubiegłego wieku, swoją polską premierę miała 9 maja br. Nigdy nie zrozumiem tego kraju. Opowieść o słoniu, który traci matkę i ucieka do miasta, doczekała się przeniesienia na małym ekran, i tylko dzięki szklanemu ekranowi dotarła do Polski (przed premierą wydawniczą), a Babar miał głos nieodżałowanego Krzysztofa Kołbasiuka. Podmiot liryczny nie czuje się dobrze w mieście, gdzie ciągle musi stawiać czoło przeciwnościom, samotności; nie ma przy sobie nikogo kogo mógłby kochać, Starsza Pani się nie pojawiła. Pozostaje opuścić to miejsce.


I'm going south
To feed the animals
I'm going south
Become elephantine

Utwór kończą gorzkie, ale jakże prawdziwe słowa: Every great nation ends up deserving war. Elephantine znane jest także jako Elephantiny, czyli w wersji jedynie na fortepian i wokal (do usłyszenia na singlu Drive the Fast lub składance Capsule). Cytując aktora, o żonę którego jestem zazdrosny: Prawda jest taka, że człowiek nigdy nie jest wyleczony ze swego dzieciństwa.


11. Kitchens of Distinction - Quick as Rainbows

Quick as Rainbows łączy w sobie zwiewną melodię i tekst, który tyczy się niemożności znalezienia miłości. Kolejny raz KOD udało się oba te elementy doprowadzić niemal do perfekcji.


10. Kitchens of Distinction - Blue Pedal

Ta piosenka to właściwie popis jednej osoby. Łatwo się domyślić o kogo chodzi. Julian Swales wyczynia tu takie cuda na poczciwym Alesisie Quadraverb o jakim nie śniło się gitarowym zwyrodnialcom (Swales gra także na harmonijce). Blue Pedal rozbrzmiewało na falach BBC u samego Johna Peela, a fale te miały barwę indygo.


9. Kitchens of Distinction - Courage, Mother

Utwór najbardziej kojarzący mi się z The Smiths, a podobieństwo to wytwarza marr’owski sposób gry na gitarze Juliana Swalesa. Oczywiście, całość to idealny przykład post-punkowego grania, od którego pękało Love is Hell.


8. Kitchens of Distinction - When In Heaven

Cudowna arabeska o tym, jak Marilyn Monroe umila sobie czas w niebie. Radosny utwór okraszony równie nie-poważnym teledyskiem, gdzie Fitzgerald i spółka, w strojach aniołów, pukają do bram nieba i zalecają się do seksbomby. Słynna aktorka to nie tylko wizualny obiekt westchnień naszych dziadków, ojców i nałogowych wielbicieli masturbacji. Monroe stała się inspiracją dla pisarzy i muzyków. Wystarczy wspomnieć utwór Eltona Johna Candle In the Wind napisany na cześć amerykańskiej aktorki czy też kilka opowiadań francuskiego prowokatora, Rolanda Topora.

            (...) Ostatnią noc spędziłem na lotnisku Rossy – z Marilyn. Piliśmy kawę, czekając na odlot jej samolotu. Przy drugim końcu baru siedziała rewelacyjna dziewczyna. Fantastyczna brunetka o ustach sto razy bardziej zmysłowych niż usta Marilyn, o oczach w kształcie migdałów, pięknym owalu twarzy, dłoniach, piersiach... Krótko mówiąc, nie mogłem od niej oderwać oczu. No i Marilyn zrobiła mi scenę.  (Roland Topor, Dziennik Paniczny)

Fitzgerald kreśli swą wizję Marilyn przebywającej w niebie, szczęśliwej, chodzącej do sklepów po idealne ubrania, pasujące idealnie na jej idealną figurę. Nie ma tu Arthura Millera czy Johna F. Kennedy'ego, mężczyzn, którzy nie kochali a krzywdzili. Pojawia się także partnerka Monroe z filmu Jak poślubić milionera, Lauren Bacall, do której przyłączamy się w podróży do niebiańskich drzwi, by wymóc na Bogu (jesteś straszny!) jakąkolwiek rekompensatę za to gówniane życie tu na Ziemi.


7. Kitchens of Distinction - Under the Sky, Inside the Sea

Dźwięki gitary rozbijają się o nadmorskie falezy. Wspaniałe zakończenie znakomitego albumu. Piosenka dająca wytchnienie, a trąbka Roddy’ego Lorimara wprowadza niemal sielską atmosferę. Każdy ma swoje piękne drobnostki i do takich zaliczam ten utwór.


6. Kitchens of Distinction - On Tooting Broadway Station

Stacja londyńskiego metra, Tooting, została założona we wrześniu 1926 roku, a zaraz przy wejściu do niej znajduje się pomnik Edwarda VII, syna królowej Wiktorii, brytyjskiego monarchy oraz cesarza Indii (od 22 stycznia 1901 roku) i popularyzatora tweedu. Z Tooting pochodzi piłkarz Darren Bent (ten sam, który strzelił Liverpoolowi słynną „balonową” bramkę), z stamtąd wywodzi się także KOD. To właśnie tam rozgrywa się akcja piosenki On Tooting Broadway Station. Historia bólu i cierpienia po zakończeniu związku, pisana chęcią „spalenia” wszystkich pamiątek, wraz ze wspomnieniami, na stosie. Błogosławiony ogień niechaj płonie.


5. Kitchens of Distinction - Shiver

Ciężko mi jest się zdecydować, która wersja tego utworu jest lepsza. Ta z Love is Hell czy może zarejestrowana na stronie B singla Quick as Rainbows wersja „na żywo” z Berlina. Jeżeli jednak pozostawimy tę kwestię daleko z boku, możemy być pewni, że radość ze słuchania przysłoni wszystkie inne sprawy. Niezwykła atmosfera jaka panuje w tym utworze przy wykorzystaniu minimalnych środków, wywołuje najprawdziwsze ciarki na plecach.


4. Kitchens of Distinction - Drive the Fast

Jeżeli miałbym wskazać jeden utwór definiujący cały dorobek KOD, byłby to właśnie Drive the Fast. Idealne połączenie przebojowości z głębią przekazu. Ten utwór to w zasadzie szybka jazda przez to, co najlepsze w brytyjskiej muzyce na początku lat 90. Większość osób zapewne pamięta teledysk, który został wyemitowany w Snub.tv. Wersja singlowa (poniżej) dawała radę, choć usunięto najlepsze, ostatnie dwie minuty.  Poza tym Drive the Fast to jedyny utwór KOD, któremu udało się dostać na UK Singles Charts, meldując się na 93. miejscu. Możecie wierzyć w eskapistyczne przesłanie Fitzgeralda, bo zazwyczaj mówi prawdę. 


3. Kitchens of Distinction - What Happens Now?

Panowie zawsze mieli znakomite początki płyt. Nie inaczej było z albumem The Death Of Cool, tytułem nawiązującym do dzieła Milesa Davisa (Birth of the Cool – przyp.aut). Bo jak powiedział Fitzgerald: Miles died and he was the last cool person. What happens now?, czyli trudne pytanie nad sensem wzajemnej relacji, o cienkiej linii dzielącej dzieciństwo z dorosłością, rozmyślanie nad tym co było kiedyś i dziś:

Draw me something, draw a line
Connecting what we did to what happens now

Z pozoru proste pytanie, na które jednak nie łatwo jest znaleźć prawidłową odpowiedź. Swales i jego gitara
przenoszą słuchacza w zupełnie inny poziom (warto poczekać na koniec piosenki).


2. Kitchens of Distinction - Aspray

Aspray to moja ulubiona piosenka ze Strange Free World. Wystarczy posłuchać jakie cuda dzieją się w tle, gdzie nałożone na siebie efekty gitarowe oblewają zmysły słuchacza jak wzburzone fale oceanu, które na końcu całkowicie zalewają głośniki. 


1. Kitchens of Distinction - Smiling

Smiling było najczęściej emitowanym utworem KOD w MTV. Dziwne? Ani trochę. Pomogło zapewne wypuszczenie tego utworu jako singiel. Tak się zastanawiałem dlaczego akurat ten utwór? No cóż, muzyczna kwintesencja brytyjskiej grupy, która ostatecznie utwierdziła mnie w przekonaniu, że The Death of Cool to arcydzieło. Smiling to dobry argument za tym, by pozostać przy życiu. It's the best thing, the only thing I know

niedziela, 13 maja 2012

I Want You and I Need You. Kitchens of Distinction



PRAWDA JEST NUDNA

Miliony artystów walczą o naszą uwagę. W gąszczu pełnym nazw, dźwięków, plotek i prawdziwych informacji, nie ma możliwości by wszystkie interesujące nas rzeczy wychwycić. Wielu z dobijających się zostanie odesłanych z niczym, w stronę zapomnienia. W historii muzyki rozrywkowej istniały takie grupy, którym, jak mało komu, należał się sukces za to, co stworzyły. Do takich można zaliczyć brytyjski zespół Kitchens of Distinction. Brak sukcesu? Niesprawiedliwość. Bo jak inaczej niż dziejową niesprawiedliwością należy nazwać fakt, iż tak świetna grupa nie doczekała się zasłużonego sukcesu. Dobre recenzje w prasie nie pomogły. Przez dziesięć lat swojej aktywności muzycznej trio nie podbiło list przebojów, telewizja rzadko  wysyłała im zaproszenia, traktowani byli z przymrużeniem oka, a usłyszenie dziś jakiejkolwiek ich piosenki w dowolnej radiostacji zakrawa o prawdziwy cud.
Prawda jest nudna. Legendy, które krążą po świecie, dotyczące historii powstania zespołu, idealnie wpisują się w zasadę, którą wyznawali członkowie Kitchens of Distinction. Przypadkowe spotkanie w tureckiej saunie, na koncercie w Holandii czy podczas satanistycznych seansów – warto jest ubarwiać rzeczywistość, bo ta wcale nie jest kolorowa. O ile Dan i Julian poznali się w okresie studiów (1980), to spotkanie z Fitzgeraldem prawdopodobnie nastąpiło w typowym i zwyczajnym sklepie spożywczym, w sekcji z piwem i orzeszkami. Panowie później spotkali się na party, gdzieś pod koniec 1984 roku, i dziewięć miesięcy później ostatecznie przypieczętowali założenie wspólnego zespołu.

TRZEJ MUZYCZNI ROMANTYCY

Patrick Fitzgerald, basista i wokalista, autor tekstów, porzucił świat medycyny dla muzyki. Urodzony w Szwajcarii (7.04.1964), w młodości zasłuchany w Eltonie Johnie, wczesnym Genesis i Unknown Pleasures, ukończył studia doktorskie, jednak do predysponowanego zawodu (General Practitioner) powrócił dopiero po zakończeniu działalności Kitchens of Distinction. Ulubiony poeta? Frank O’Hara. Zdeklarowany homoseksualista - zresztą całkiem niedawno zawarł małżeństwo ze swoim długoletnim partnerem. Tuż po wydaniu albumu Cowboys & Aliens Fitzgerald powołał do istnienia formację Fruit, która zostawiła po sobie jeden album Hark!At Her, z gościnnym udziałem Miki Berenyi z Lush. Od ponad dekady nagrywa jako Stephen Hero. Jego wokal, pełen emocji, często porównywano do Richarda Butlera (Psychedelic Furs) i Michaela Stipe’a (REM), a niektórzy recenzenci wychwytywali wspólne wokalne mianowniki z Bono i Neilem Tennantem (Pet Shop Boys).
To, co od samego początku rzuca się w oczy (a nie lepiej w uszy?!), to świetne teksty, obok charakterystycznej gitary Swalesa, stanowiące największą siłę KOD. Fitzgerald pisał zarówno o miłości homo- jak i heteroseksualnej, co, w uzupełnieniu z muzyką, potrafi zaspokoić wszystkich. Przecież miłość to uniwersalne uczucie. Bycie gejem nigdy mi nie przeszkadzało – deklaruje w wywiadzie dla magazynu Advocate. Nie czuję żadnego obowiązku śpiewania o mojej płci i seksualności. Moim obowiązkiem w zespole jest dopasowanie słów do muzyki stworzonej przez Juliana. Fitzgerald nigdy nie krył się ze swoją orientacją, pozostawał szczery wobec siebie, kolegów z zespołu i innych ludzi. Świat rocka pozostawał jednak sceptyczny – nie tylko w tym przypadku – w stosunku do grupy, której frontmanem był homoseksualista. W tym świecie ciągle panuje kult macho; Fitzgerald zupełnie do niego nie pasował i nie zamierzał iść na kompromis. "To był problem głównie dla ludzi takich jak NME," wspomina. "To, co robiliśmy było niefajne i kłóciło się z ich ideą rock and rolla ”. Podczas gdy większość zespołów mówiła o homoseksualizmie w sposób zakamuflowany, KOD było do bólu szczere.
Lewicowiec, krytykujący rządy Margaret Thatcher, biorący udział w demonstracjach przeciwko zamykaniu kopalń przez rząd konserwatystów, zdeklarowany gej, utorował drogę dla jemu podobnych, walczących o prawo do normalnego życia. I chociaż w latach 70. Bowie czy Lou Reed śpiewali o wątpliwościach dotyczących płci i seksualności, po części wynikającej z coraz większego wpływu kultury gejowskiej na muzykę, to właśnie on mocnym głosem przemówił w tej kwestii, nie obawiając się konsekwencji. O kim mowa? O Jimmym Somervillu. Wokalista i tekściarz Bronski Beat, a później The Communards pisał zaangażowane politycznie teksty, ubrane w gustowne metafory m.in. wielki przebój Smalltown Boy. Somerville nie bał się głośno mówić o tym kim i jaki jest - to dzięki niemu tacy artyści jak Kele Okereke, Rufus Wainwright czy Antony Hegarty mogą otwarcie śpiewać o homoseksualizmie, nie łamiąc społecznego tabu jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Do jego fanów zaliczał się także Fitzgerald.
Julian Swales, gitarzysta i główny kompozytor muzyki KOD, człowiek transformator jak napisał o nim Rick Maloaf w magazynie Guitar w kwietniu 1993 roku, wielki fan Neila Younga i żarliwy przeciwnik „długaśnych” solówek. Urodzony w Monmouthshire (UK) albo w Gwent (Walia) – te dwie lokalizacje krążą po świecie jako domniemane miejsca przyjścia na świat Juliana - z charakterystycznym kolczykiem w lewym uchu, Swales zaśpiewał na pierwszym oficjalnym wydawnictwie sygnowanym marką Kitchens of Distinction. Singiel The Last Gasp Death Shuffle (1987), nagrany w piwnicy w Kennigton, wydany własnym sumptem, wzbudził zainteresowanie wielkich wytwórni po tym jak NME okrzyknęło go Single of the Week. Niedługo potem (1988) grupa podpisuje kontrakt z One Little Indian, z wytwórnią, która wydawała płyty The Sugarcubes czy dobrze znane Swalesowi A.R.Kane. Obecnie Julian Swales koncentruje się na tworzeniu muzyki do teatru i telewizji. Wiele osób zastanawiało się jakim cudem trójka ludzi potrafi generować taką ścianę dźwięku. To zasługa Swalesa, który zarzekał się, że no one play keyboards, a dźwięki gitary to: sound of my heart (w czasie radiowej sesji u Marka Radcliffe’a w BBC 1 - 5 grudnia 1994r.). Jego gra inspirowała wielu muzyków m.in. Jonny’ego Greenwooda z Radiohead.
Ostatni z trójki, równie sympatyczny i romantyczny, Dan Goodwin, urodził się 22.07.1964r. w hiszpańskiej Salamance. Zakochany w perkusji od najmłodszych lat (o czym świadczy okładka amerykańskiego wydania singla Cowboys & Aliens), nad nią właśnie sprawował kontrolę w zespole. Udzielał się także wokalnie – na płycie Hark At Her projektu Fruit w utworze definiującym, What is fruit?

 SHOEGAZE TO NIE MY

Muzykę KOD łączy się z post-punkiem, shoegazem i dream popem. Najbliżej im jednak do tego ostatniego. Ogromny wpływ na brzmienie wywarł na nich zespół A.R. Kane, z którym to zresztą Goodwin i Swales współpracowali w czasach pre-Kitchens. W okresie właściwym zagrali ze sobą kilkanaście koncertów i można zaryzykować stwierdzenie, że KOD wycisnęło z brzmienia A.R.Kane tyle, ile tylko się dało. Ich soundu doświadczyć można w utworze Anvil Dub, który został wydany na EP-ce Elephantine, ale to właściwie jedyne, aż tak widoczne, podobieństwo. Mając mocne podstawy Kitchens of Distinction udało wytworzyć się własne brzmienie, nie do pomylenia z nikim innym. Oba te zespoły zespala jeszcze jedna cecha – zostały niemal całkowicie zapomniane. Wielu dziennikarzy łączyło ich z The Chameleons, ale Fitzgerald zaprzecza jakoby ta grupa była źródłem inspiracji; podobnie ma się rzecz z shoegazem: Hmm – Nie sądzę, byśmy kiedykolwiek należeli do tego świata. Nie mam nic przeciwko niemu - mieliśmy "wirujące" gitary, ale sądzę, że byliśmy bardziej zainteresowani samymi piosenkami niż tylko ich brzmieniem. KOD bliżej było do Treasure niż do Script of the Bridge czy Loveless. Trzeba jednak dodać, że zarówno KOD, A.R. Kane i My Bloody Valentine wpisują się w okres dźwiękowych eksperymentów, które nawiedziły brytyjską muzykę na przełomie lat 80. i 90. Drugą i trzecią płytę wyprodukował sam Hugh Jones, ojciec sukcesów Echo and the Bunnymen. Proces powstawania utworów był z góry określony: najpierw muzyka, potem teksty. Trio nie brało przykładu z Aleksieja Stachanowa. Nad jednym utworem nierzadko pracowano przez kilka miesięcy, a efekt finalny całkowicie różnił się od materiału, który był na początku – a wszystko ze słowami Alasdaira Graya na ustach: Work as if you live in the early days of a better nation.
        Kontakty z telewizją należały do rzadkości. Legendarny program 120 Minutes, prowadzony przez szalonego gospodarza, Dave’a Kendalla, zaprosił ich do siebie 20 stycznia 1990 roku. Rozmowę urozmaiciło wykonanie na żywo Elephantine i 1001st Fault w wersji akustycznej. Kolejne, sporadyczne wizyty na antenie amerykańskiej stacji miały charakter wyłącznie teledyskowy. Snub TV wyemitowało ich wielki przebój Drive the Fast, w odcinku, gdzie Catherine Wheel wykonywało na żywo She’s my friend. Podczas Reading Festiwal w 1991 roku, największą gwiazdą była Nirvana. Tylko nieliczni pamiętają, że dwa dni później, na tej samej scenie, wystąpiła grupa z Tooting (oraz Swervedriver). Rok później dali porywający koncert na Glastonbury Festiwal, i to właśnie tam, do udziału w radiowej sesji, zaprosił ich legendarny brytyjski dziennikarz, John Peel. Sesja odbyła się 23 sierpnia 1992r., na dwa miesiące przed wydaniem ich trzeciej płyty.

TOILETS OF DESTRUCTION

            Zadymiona sala pełna dzikich ludzi z niecierpliwością oczekuje na występ nowej muzycznej gwiazdy. Ze sztucznie rozpylonej mgły wyłaniają się trzy ludzkie sylwetki. Ubrane w krzykliwe stroje, w damskich perukach na głowach, rozpoczynają dwuznaczną grę z publicznością. Toilets of Destruction, czyli alter ego KOD, nie posiada własnego repertuaru, ale to wcale im nie przeszkadza by wywołać u osób zgromadzonych wokół sceny ekstatyczne odruchy. Grają covery największych: Abba, Ride, David Bowie czy Bauhaus. Usłyszeć można także kitchen’owską wersję piosenki White Horses, śpiewaną przez Swalesa, wielkiego hitu z telewizyjnej serii o tym samym tytule, która zostanie najpierw udostępniona na darmowej kasecie dołączonej do gazety, a nieco później pojawi się jako b-side na singlu Now It’s Time to Say Goodbye (w USA na singlu Cowboys & Aliens).

POLL TAX RIOTS

Postanowiliśmy pójść razem z Lisą na demonstrację przeciwko polityce jaką prowadzi ta wiedźma. Kolejny wzrost cen, wysokie stopy procentowe, setki tysięcy starszych, samotnych osób, z niewielką emeryturą, które muszą płacić popierdolony poll tax i jej stwierdzenie, że damy nie zawracają. Jeszcze zobaczymy. Lisa chce się jeszcze kochać, więc spełniam to życzenie, następnie biorę prysznic i ubieram swoją ulubioną koszulkę z napisem Elephantine. Wskazówki zegara wskazywały 11:38, gdy wyszliśmy z domu. Około południa zameldowaliśmy się w Kennigton Park. Zaszokowała nas liczba zgromadzonych osób. Półtorej godziny później wyruszamy wszyscy razem na Trafalgar Square niosąc złość w ustach i nienawiść w rękach.

            Mamy rok 1990. 31 marca wypada w sobotę. Tego dnia panowała piękna, słoneczna pogoda. Na ulicach Londynu setki tysięcy osób, w atmosferze karnawału, zamierzało przejść ulicami stołecznego miasta, by zaprotestować przeciwko wprowadzeniu przez gabinet Margaret Thatcher Community Charge, czyli podatku pogłównego. Podatek ten zwany także Poll tax był stałą opłatą, którą musieli uiszczać wszyscy dorośli ludzie na rzecz lokalnych władz. Wprowadzony został w 1989r. w Szkocji oraz w 1990r. w Anglii i Walii. Krytykowany przez lewicę, która wykorzystywała go do zaciekłej walki przeciwko swoim największym politycznym przeciwnikom, jak i przez samych konserwatystów.
            Ponad 200 tysięcy osób manifestowało na Trafalgar Square. Pokojowa początkowa manifestacja przerodziła się w regularną bitwę z policją. 5000 osób zostało rannych, ponad 300 aresztowano, a pół roku później, po 11 latach rządzenia, Margaret Thatcher podaje się do dymisji. Kontrowersyjny podatek zostaje zastąpiony przez rząd Johna Mayora. Kitchens of Distinction było pod wrażeniem: "Byliśmy zaskoczeni, gdy zobaczyliśmy zdjęcia z ostatniej demonstracji w Londynie. Ci wszyscy ludzie, z irokezami, rzucający cegłami, a wielu spośród nich miało na sobie koszulkę Elephantine!”.

I’LL KILL YOU, MARGARET!

            Szefowa brytyjskiego rządu miała na pieńku z KOD od samego początku. Nie tylko zresztą z nimi. Jeszcze w czasach, gdy piastowała urząd ministra edukacji i nauki w gabinecie Edwarda Heatha, znana była jako „Mrs Thatcher, Milk Snatcher”, czyli Pani Thatcher, Złodziejka mleka. Takie określenie przylgnęło do niej w wyniku decyzji, która odbierała bezpłatne mleko dla uczniów w wieku od 7 do 11 lat.
            Nie jest jasne czy to posunięcie Żelaznej Damy wpłynęło na członków KOD, ale z całą pewnością jedna ustawa taki wpływ miała. W szczególności na wokalistę zespołu. Fitzgerald, homoseksualista, nie dość, że musiał codziennie mierzyć się z nietolerancją otoczenia, to pod jego nogi rzucono kolejną kłodę. Section 28, czyli zakaz promocji homoseksualizmu i propagowania go w szkołach, został wprowadzony w 1988 roku (dopiero David Cameron przeprosił za kontrowersyjną ustawę). Jego pojawienie się wiązać można z wieloma czynnikami (pojawiają się nawet takie, że to w pewnym sensie obrona przed AIDS, którego siedlisk upatrywano w środowisku homoseksualnym), ale skutek zawsze był ten sam - dyskryminacja. Fitzgerald odpowiedział Lady Thatcher najlepiej jak potrafił. W utworze Margaret Injection snuje on własną fantazję, marząc zapewne by się spełniła, o zabiciu szefowej brytyjskiego rządu. To był jego osobisty sprzeciw wobec polityki thatcheryzmu. Codzienną walkę z nietolerancją otoczenia chyba najlepiej oddają słowa z piosenki Breathing Fear, mówiącej o społecznym ostracyzmie wobec „innych”: You’re breathing this fear maybe once a year. We suffocate every day”.

KILKA KOŃCÓW ŚWIATA

            Kitchens of Distinction? Mogło być gorzej! Alabama Thunderpussy, Bassholes, Jodie Foster’s Army, The Nomad Nipples, Congratulations on Your Decision to Become a Pilot czy Pretty Girls Make Graves – to tylko niektóre z nazw, które budzą szeroki uśmiech politowania. Na ich tle, trio z Tooting wcale nie wypada tak źle.
W majowym numerze Melody Maker z 1989 roku (6.05.1989), David Stubbs recenzując singiel The 3rd time We Opened the Capsule napisał: [oni] są dużo ważniejsi, niż ktokolwiek z nas zdaje sobie z tego sprawę, ale powinni zrezygnować z nazwy. Nazwa zespołu została zaczerpnięta z reklamy firmy o tej samej nazwie, którą zauważył Swales podczas jazdy na rowerze. Firma ta specjalizowała się w wystroju domu i kuchni (przyłączenie armatury itp.). W wywiadach po zakończeniu działalności KOD Fitzgerald opowiadał, że jedyne czego żałuje, to właśnie nazwy zespołu (Every stinking day). Zespół pod koniec kariery nieco ją uprościł (Kitchens O.D.), ale decyzja o zakończeniu całego tego kramu mocno osadziła się w ich głowach.
KOD podpisało kontrakt z OLI w 1988 roku (w USA ich płyty wydawało A&M Records). Od samego początku wzajemna współpraca na linii zespół - wytwórnia nie należała do najłatwiejszych. Jak to bywa w takich przypadkach, wielka wytwórnia oczekiwała po KOD, że ten będzie przynosił firmie krociowe zyski. KOD nie zamierzało lub też nie potrafiło spełnić tych wymagań, tworząc albumy nie-singlowe a kompletne. Cytując tekst jednego z ich utworów, Anvil Dub, OLI wyznawało zasadę music makes money. Wytwórnia żądała radiowych hitów, a KOD nie zaspokajało tych potrzeb: Oni uważali, że wszystkie nasze albumy to komercyjne klapy. OLI wolała inwestować pieniądze w The Sugarcubes i Bjork. Po słabych ocenach i niewielkim zainteresowaniu albumem Cowboys & Aliens, wytwórnia postanowiła pozbyć się nieprzynoszących dochodów artystów.  Zespołowi udało się znaleźć nowy label – Fierce Panda – lecz i ten, krótko po wydaniu singla Feel My Genie/To Love a Star, pozostawił grupę z Tooting na lodzie.
Swoje zrobiło także zamieszanie świata wokół grunge’u. Słuchacze potrzebowali "prawdziwych" mężczyzn w flanelowych koszulach, a nie zespołu śpiewającego o nieudanych związkach czy dyskryminacji. MTV nie pomagało. Początek lat 90. to największy rozkwit muzycznych telewizji. Niestety, KOD miało marginalny udział w tym przedstawieniu. Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Wychodzi na to, że mając coś ważnego do powiedzenia trzeba także wpisywać się w obowiązującą modę. Londyn stanowił centrum brytyjskiej muzyki, lecz reszta świata skierowała oczy w stronę Seattle. 
Jednakże najistotniejszym powodem było „zmęczenie materiału”. Pamiętam wyraźnie jedną z naszych ostatnich prób, kiedy zagraliśmy piosenkę i potem nastała dziwna cisza, zbyt bolesna by dalej grać. Muzyczna przygoda trzech przyjaciół dobiegła końca w lecie 1996 roku, w londyńskim klubie King Cross, gdzie zagrali pożegnalny koncert. Reaktywacja? Nie przewidywana. Jeżeli coś nie sprawia ci przyjemności, to nie ma sensu tego ciągnąćNienawidzę zespołów, które w pośpiechu dążą do sukcesu. Kitchens Of Distinction to zbyt inteligentna muzyka, by miała przepaść w odmętach zapomnienia. Sukces jeszcze się pojawi. Póki co, chcę Was i potrzebuję Was, Kitchens of Distinction!

ALBUMY

  • LOVE IS HELL (1989)
  • STRANGE FREE WORLD (1990)
  • THE DEATH OF COOL (1992)
  • COWBOYS & ALIENS (1994)