Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jefre cantu ledesma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jefre cantu ledesma. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Podsumowanie roku 2019. Miejsce 29.


29. Jefre Cantu Ledesma - Joy

Nocne przejażdżki samochodem po mieście. 
Zawsze na przekór.
Rozmowa w katedrze.
Kolaps.
Alan Shepard gra w golfa na Księżycu.

niedziela, 31 grudnia 2017

Podsumowanie roku 2017. Piosenki. Miejsce 24.



24. JEFRE CANTU-LEDESMA - A SONG OF SUMMER


Fala shoegaze'u przypłynęła w tym roku z kliku kierunków. Odezwali się ci starsi, pokazali nowi, aktywni byli ci, którzy szukają czegoś nowego w tym nurcie. Jefre Cantu-Ledesma, mój stary, dobry znajomy, goszczący na łamach tego bloga wielokrotnie, wypuścił bardzo przystępną, jak na jego warunki, płytę. Eteryczny wokal skąpany w ścianie dźwięku - skąd my to znamy. Mimo to A Song of Summer niepodzielnie mną hipnotyzuje. 

niedziela, 17 stycznia 2016

Podsumowanie roku 2015. Albumy.


TAME IMPALA - Currents

To tu, to tam - Parker jest wszędzie. Tame Impala jest wszędzie. Niebywałe, jak ten zespół w ciągu 5-6 lat potrafił się rozwinąć i dojrzeć do bycia obecnie najjaśniejszą gwiazdą, wywodzącą się z Australii. Nie wątpię, że spełni się marzenie Parkera, by kiedyś produkować płytę Kylie Minogue, bo mistrzostwo w popie należy dziś do ekipy Tame Impala. Currents słucham z niesłabnącym natężeniem od momentu wydania i, na szczęście, nie chce mi się znudzić ta płyta. Mam też dziką przyjemność, iż wszystkie płyty Tame Impala zostały przez nas docenione (w 2010 i 2012 roku), a sam zespół znam od 2008 roku, gdy nawet nie było jeszcze tego bloga.

Ulubione momenty: zdecydowana całość


BEACH HOUSE - Depression Cherry

Chyba będę musiał się cofnąć do 2012 roku, bo nie pamiętam zupełnie nic z Bloom, podobno najlepszej płyty tego duetu. Mówiąc serio, Depression Cherry jest dla mnie ulubionym albumem Beach House, którego słuchanie zupełnie mnie nie nudzi - wręcz przeciwnie, ciągle odbieram tę muzykę jako coś świeżego. Numer 2 jeżeli chodzi o intensywność i długość odtwarzania w minionym roku.

Ulubione momenty: całość


HELEN - The Original Faces

Liz Harris dodała sekcję rytmiczną do onirycznej atmosfery, którą wytwarzała pod pseudonimem Grouper i wyszło jej to in plus

Ulubione momenty: Ryder, Motorcycle, 


DESTROYER - Poison Season

Więcej teatralności u Bejara, ale jego głos wciąż jest nie do podrobienia. W zasadzie nie ma żadnych soft rockowych nici, które łączyłyby Poison Season z poprzednim albumem (nie licząc znanego z przeszłości Archer on the Beach). Lecz kto zna Destroyera od samego początku ten wcale nie powinien udawać zaskoczenia, doskonale zdając sobie sprawę, że Kanadyjczyk ciągle zmienia kierunki i style. Tylko lo-fi dawno już wyparowało...

Ulubione momenty: Dream Lover, Girl in a Sling, Archer on the Beach


X.Y.R. - Mental Journey to B.C. 

Władimir Karpow za pomocą starych, sowieckich analogów wyczarowuje cudowny świat. I co najważniejsze, jest to kolejne jego wydawnictwo, które trzyma solidny poziom. 

Ulubione momenty: całość 


ARCHY MARSHALL  - A New Place 2 Drown

Dla mnie to nie jest w ogóle płyta hip-hop. Chcę jeszcze raz podkreślić umiejętność tworzenia przepięknych kompozycji, z gęstą od smogu atmosferą, która tak bardzo podobała mi się na 6 Feet Beneath the Moon. Świetnie, że Archy wydał to pod swoim nazwiskiem, oddzielając dwa różne projekty - mam nadzieję, że nowy King Krule ukaże się niedługo. Jeszcze lepiej, że premiera miała miejsce w grudniu :). Rycerz Posępnego Głosu pozostaje dla mnie jednym z najjaśniejszych twórców z UK.

Ulubione momenty: Eye's Drift, The Sea Liner MK 1


JULIA HOLTER - Have You In My Wilderness

Tyle słów pochwały padało pod tym albumem, iż mam tylko nadzieję, że Julia puści je mimo uszu i kolejne albumy wciąż będą mnie zachwycały niespotykanym wręcz talentem do tkania przepięknych, wielowątkowych kompozycji. 

Ulubione momenty: Betsy on the Roof, Feel You, Have You In My Wilderness


Oneohtrix Point Never - Garden of Delete

Lopatin doprowadza to, co zaczął na Replice do mistrzostwa. Płyta na wiele długich wieczorów.

Ulubione momenty: całość 


SEAN NICOLAS SAVAGE - Other Death

Ten sympatyczny Kanadyjczyk ma wielu zagorzałych fanów w Polsce, co dało się zauważyć na jego koncertach albo usłyszeć w radiowym eterze po północy, gdy Trójki dało się jeszcze słuchać. Najbardziej taneczny z jego albumów, z pięknymi melodiami, z kolegami na pokładzie (TOPS, Nite Jewel). 

Ulubione momenty: Propaganda, Don't B Sad


2814 - 新しい日の誕生

Nie wnikam w strukturę, antropologię i historię vaporwave'u, bo zwyczajnie mi się nie chce. Mogę tylko powiedzieć, że ten "współczesny gatunek" ma swoje momenty.  新しい日の誕生 jest jednym z najlepszych. Genialna atmosfera tego krążka przywołuje gros innych artystów, ale to zadanie dla Was, by ich wyłapać. 

Ulubione momenty: całość 


HIATUS KAIYOTE - Choose Your Weapon 

Bardzo długi album. Dla jednych może być zwyczajnie nie do przebrnięcia, dla drugich z kolei - zaliczam się do nich - mieszanka neo soulu, funku i jazzu podana przez Australijczyków i tak będzie za krótka, bo na kolejną porcję poczekamy pewnie ze trzy lata.

Ulubione momenty: Shaolin Monk Motherfunk, The Lung


DUNGEN - Allas Sak

Szwedzi wygrali konkurs na najpiękniejszą okładkę. Coraz więcej u nich kameralizmu, pierwiastków z Canterbury niż szalejącej perkusji i psychodelii. Jeden z moich ulubionych zespołów, zawsze kojarzących mi się ze słoneczną, ciepłą jesienią :) 

Ulubione momenty: Sova, Frank Kaktus, Akt dit


JESSICA PRATT - On Your Own Love Again

Jej wokal nie wszystkim się spodoba, ale kto potrafi słuchać, doceni piękne melodie, utkane za pomocą gitary, wyróżniające On Your Own Love Again z tysiąca podobnych wydawnictw. 

Ulubione momenty: Greycedes, Game That I Play


CHINA CRISIS - Autumn In The Neighbourhood

Zapomniani przez wielu, wracają po niemal dwudziestu latach przerwy, by po raz kolejny udowodnić, że duet Daly-Lundon wciąż potrafi pisać piękne piosenki. Najlepsza ich płyta od czasów Flaunt the Imperfection, skrząca się cudownymi melodiami, podtrzymująca moją ślepą wiarę, iż lata 80. były pod względem muzycznym cudowne. Sophisti-Pop jeszcze nie umarł. 

Ulubione momenty: Smile (What Kind of Love Is This), Bernard, Autumn In The Neighbourhood


DEERHUNTER - Fading Frontier

Jaśniejsza storna Coxa. Lockett otrzymał trochę więcej przestrzeni, dzięki czemu mamy Breaker oraz wspaniałe Ad Astra. Ciągle jednak brakuje mi tego Deerhuntera z okresu Cryptograms, gdzie pojawiało się więcej ambientu i psychodelii. 

Ulubione momenty: Ad Astra, Living My Life, Breaker


PANDA BEAR - Panda Bear Meets the Grim Reaper

Część osób znudziła się chyba muzyką wywodzącą się z obozu Animal Collective. Muszę jednak przyznać, że Noah Lennox, z wyboru Lizbończyk, ciągle potrafi zauroczyć mnie swoim wokalem i piosenkami (duży plus za Debussy'ego). Czekam na Painting With

Ulubione momenty: Come To Your Senses, Boys Latin


JEFRE CANTU LEDESMA - A Year with 13 Moons

Ulubione momenty: całość 

wtorek, 31 lipca 2012

Coctail Party - Czerwiec/Lipiec

from fffound
Efekt cocktail party - zjawisko to umożliwia skupienie się na jednym sygnale wyodrębnionym w środowisku akustycznym, przy zachowaniu możliwości odbioru pozostałych dźwięków pochodzących z wielu źródeł o różnej lokalizacji.

Rzeczy nieznane, lotne i uzależniające. Tym razem krótko, bo po prostu nie chcę mi się pisać, sorry.

Jefre Cantu - Ledesma - Faceless Kiss

Założyciel Root Strata kontynuuje swoją podróż wśród gitarowo-syntezatorowych połączeń i eksperymentów. Faceless Kiss to przypadek szczególnie przyjazny, bardzo melodyjny, shoegaze'owy, wydany przez Emerald Cocoon, micro-label z LA. 



Housekeeping - Daytona

Znalezione przypadkiem podczas przeszukiwań Bandcamp. Z ciekawości wpisałem sobie "sophisti", by znaleźć coś interesującego. Rezultat tych poszukiwań był raczej mizerny, bo wyświetlono niewiele ponad dziesięciu wykonawców. Wart posłuchania był tylko jeden: Housekeeping. To nowojorskie trio całkiem znośnie łączy w swojej muzyce elementy sophisti i dream popu. Obczajcie ich Possible Music, czyli potencjalne dźwięki, które mogą stworzyć przyszły koncertowy i studyjny szkielet tej grupy. 



DVVLLXNS - Litvny [EP]

DVVLLXNS to occult electronic project znanego z Barn Owl Jona Porrassa, będący wyrazem wdzięczności dla Isabelli Rossellini, która wcieliła się w postać Dorothy Vallens, w filmie Blue Velvet Davida Lyncha. 



Sea Pinks - Autumn Song

Na Dead Seas nie ma utworu, który przekroczyłby długość trzech minut. Album połyka się jednym tchem, a gitarowe melodie Neila Peela doskonale pasują do otaczającej nas aury. Fajne, niezobowiązujące indie granie.


Brothers in Law - Gray Days [EP]

Jakiś czas temu na blogu recenzowałem album Signs of a perfect disaster Sea Dweller z Włoch, który zresztą wystąpi w Polsce na festiwalu Spacefest w grudniu. Z Włoch pochodzi także trio Brothers in Law, mniej shoegaze'owe, ale też z ciekawymi piosenkami. 


Albino Groupie - Echo of the Eye

Jak tylko dostanę w swe ręce tę kasetę, to obiecuję dłuższy tekst. Na razie musi Wam wystarczyć zaledwie dwuminutowy sample. 




Former Bullies - Golden Chains

Oni są z Manchesteru. Grają indie rock. Grają go naprawdę dobrze.

http://formerbullies.tumblr.com/


Deep Magic - Ocean Breaths 1

Psychotropowe dźwięki z Los Angeles, czyli Deep Magic, czyli Alex Gray, czyli założyciel labelu Deep Tapes i członek Sun Araw i Dreamcolour.

http://deeptapes.com/


I NA KONIEC 

Stephane Collaro - Cocoboy

piątek, 3 grudnia 2010

COCTAIL PARTY - LISTOPAD


Efekt coctail party - zjawisko to umożliwia skupienie się na jednym sygnale wyodrębnionym w środowisku akustycznym, przy zachowaniu możliwości odbioru pozostałych dźwięków pochodzących z wielu źródeł o różnej lokalizacji.

- Hej Bazile!
- Cześć.
- Bawiłeś się w śniegu? Lepiłeś bałwana?
- Nie bawiłem się, weź przestań jak można się bawić na takim mrozie. Ale bałwana tak, może nie lepiłem ale mam z nim styczność.
- Myślałem, że zmądrzałeś coś.. Ale jednak nie, w sumie nie jest to dla mnie jakimś wielkim zawodem, miałem to na uwadze. Co planujecie w związku z blogiem na najbliższy czas?
- ohohohoh! Będzie się działo, posłuchaj. Mamy tyle kandydatur na nowego członka naszego zespołu, że zmuszeni jesteśmy robić naprawdę ostrą selekcję w której decydują drobne szczegóły, jak nie szczególiki takie jak np. zdolność wymyślania imion dla zwierząt. Serio, konkurencja jest jak w TzG.. A tak, poza tym to za jakiś czas wyskoczy Mix jesienny, a pod koniec miesiąca to dopiero będzie szaleństwo. Powiem tylko tyle, że zaraz po barszczu z uszkami na wigilii pędźcie na bloga!
- Brzmi świetnie. Wręcz przypieczone idealnie chrupko..
- Nie małpuj mnie!
- Spadaj.. Zapytam o coś jeszcze, bo w sumie nie chce mi się gadać, a 3 pytania muszą być. Czy jesteście zdrowi na umyśle?
- Tak, tak, oczywiście. Nasze zdrowie psychiczne jak i fizyczne jest jak najbardziej znakomite, żadnych natręctw, nerwic, ani nic podobnego. Zdrowi jak konie pociągowe, albo wieloryby. Trochę szczupli, ale silni. A co?
- A bo się Wam tak lapta..
- Fuck you men! Idź stąd. Jestem gwiazdą, wywalam Cię! Nie będziesz mnie o nic pytał już nigdy. Rozumiesz?
A tak, na marginesie to ankietę zrobiliśmy aby w niej uczestniczyć i głosować.. Nie tylko, żeby oglądać.. Weźcie zagłosujcie, ludzie..