Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 czerwca 2013

Wakacje przysłonięte chmurami pt. 11


BARBADOS ALBO NIE

Organizm dawał mi do zrozumienia, że w cieniu jest tak około 35 stopni. Leżę właśnie pod kokosową palmą ryzykując rozstrzaszkanie czaszki na milion pojedynczych kawałków. Między zębami mam wiórka kokosowe i resztki orzechów z hotelowej recepcji. Zostałem zaproszony do wzięcia udziału w seminarium na miejscowym uniwersytecie nt. realizmu magicznego w katalogach chłodnictwa. Nie udało mi sie dotrzeć na czas. Nie żebym zrobił to perfidnie i z góry zaplanował. Czasami jednak coś w życiu nie wychodzi. Miejsce, w którym teraz jestem nie jest podobne do niczego, co kiedykolwiek widziałem. Przypomina raczej ogromny wywar z nieosiągalną dla ludzkiego oka gamą kolorów, czyniąc z człowieka niewolnika. 

Zbliża się kobieta o mlecznej karnacji. Na jej widok reaguję podnieceniem. Dawno mi już tak nie stanął. Związuje mi ręce i nogi. Odprawia modły: 

NEPO PU YM STHGOUHT
LLET EM FI UOY EES
EMOS GNINAEM

Podpala mnie. Za kilka godzin Niedotykalni będą zbierać moje złote zęby. 

***

Dobra ta herbata...

niedziela, 5 sierpnia 2012

Wakacje przesłonięte chmurami pt.10


BIAŁE ANIOŁY

Wyjechał z pracy pół godziny później niż zwykle. Miasto było mocno zakorkowane, ale to mu nie przeszkadzało. Nigdzie się nie spieszył, bo do pustych ścian nikomu nie chce się wracać. Po drodze kupił jeszcze ulubioną gazetę i parę rzeczy do jedzenia. Pomarańczowe światło latarni znajdującej się przy jego mieszkaniu zmieniało kolor tego XIX-wiecznego budynku, dodając mu kilkanaście lat. W skrzynce na listy ktoś zostawił dwie wiadomości w ekologicznych, biodegradowalnych kopertach.

Pierdolone rachunki, pomyślał, i wszedł do środka.

Poczuł zapach stęchlizny. Otworzył okno w kuchni, włączył radio, i poszedł się wysrać. Spiker radiowy mówił coś o jakimś koncercie, który odbędzie się dziś wieczorem. Nawijał tak przez kilkanaście minut, aż w końcu włączył Natural Woman.

Świetna piosenka, i chlup, wielki brązowy balas wpadł do wody. Wziął kąpiel, i przygotował sobie quimporto, tak na pobudzenie. Przeczytał kilka stron gazety, ale nie znalazł w niej nic, co stanowiłoby dla niego inspirację. Rozbolała go głowa, więc zażył środek przeciwbólowy i położył się do łóżka, jako pierwszy w tutejszej okolicy. 

Otworzył oczy i spojrzał na zegar, a jego wskazówki w tej właśnie chwili zatrzymały się na tarczy w okolicach godziny trzeciej. W ciemności wszystko wyglądało inaczej. Poczekał chwilę aż oczy przywykną do takiego środowiska, usiadł na łóżku i skupił umysł na rozróżnianiu poszczególnych przedmiotów w pokoju. Szło mu niezgorzej, poznał stojący w rogu gramofon, wiszącą nad nim reprodukcję Krzyku Muncha, z prawej strony zauważył kształt lampy dekoracyjnej z masy żywicznej z naturalnym motywem roślinnym, kupionej na wyprzedaży, z czasów, gdy trzymał za rękę Nancy.

Przesunął wzrokiem bardziej w prawo, na fotel, w dzień zielony, teraz wyróżniający się jedynie kształtem. Wydał mu się jakiś dziwny, zmieniony, jakby przez te kilka godzin leczniczego snu, powiększył się o jeden rozmiar. Górna część poruszyła się i zrozumiał, że nie jest w pokoju sam. Miał dziwne uczucie, że postać tam siedząca z uwagą mu się przypatruje. Zawsze bał się rozmazanych postaci, zlewających się z ciemnością, ale tym razem wiotkie ciało samo podniosło się i skierowało w stronę intrygującego obiektu. Strach schował się u swojej koleżanki, nocy. Podszedł bliżej. Postać siedziała na fotelu, ze skrzyżowanymi nogami, bosa i z zamkniętymi oczami. Zdecydował się pójść o krok dalej, na tyle daleko, by bez problemu dotknąć tę nocną marę. Wyciągnięta dłoń zetknęła się z gładką powierzchnią. Wtedy otworzyła oczy. 

Kojarzył jej twarz. Platynowe włosy przypominały hollywoodzkie gwiazdy lat 20. i 30. XX wieku, ubrana była w prostą, jasnozieloną jedwabną sukienkę.

Witaj, powiedziała, nie masz mi za złe, że wkradłam się do twojego mieszkania, prawda?

Milczał, jego dłoń ciągle spoczywała, jak w końcu spostrzegł, na jej nodze, gładkiej i delikatnej niczym fular. Widział ją teraz dokładnie; uśmiechała się, a uśmiech ten skrywał tajemnicę, której nie rozumiał. Wstała, podeszła do niego i pocałowała go w usta. Rozpoznał ten zapach. To Liaison.

Chcę, byś mnie kochał, powiedziała, a raczej wyszeptała.
To sen, nie chce mnie obudzić, pomyślał.
Może pomyliłem światy. Plotyn mówił, że kolejne reinkarnacje przypominają mężczyznę, który sypia w różnych łóżkach.
Czy to na pewno jestem ja, powiedział.
Oczywiście, że ty.
Jej usta były pomalowane czerwoną szminką, tak czerwoną, że miał ochotę je zjeść. Objęła go i pocałowała. Chciał coś powiedzieć, ale zapomniał, albo też doszedł do wniosku, że każda rozmowa jest niebezpieczna. Zsunęła z siebie sukienkę, pod spodem nie miała niczego, rozpięła mu spodnie i ściągnęła bieliznę. I poznali, że są nadzy. 

Całował jej naturalne, jędrne piersi, a ona jęczała tak słodko, posunęła jego głowę w dół, ku włochatej cipie, a on ją lizał, wkładał penisa, i zauważył pająka na ścianie; właśnie, pająk, co on tu u licha robi, na co się gapi, czy nie widział nigdy pieprzących się ludzi, podobnych do niego, przedłużających swój gatunek, czerpiących z tego radość i smutek; seks jako substytut gazet, książek, muzyki i filmów, jedzenia i picia, mycia się i srania, oddychania.

Skrzydła. Keep away from fire. 

Piękne dziecko, powiedział, gdy całował jej usta, o smaku soczystego arbuza.

Nie zamykała oczu, ciągle na niego patrzyła tymi dużymi, smutnymi oczyma, i kiedy tak ją posuwał, to robiło mu się żal. Samego siebie. Zaczął płakać, ona widząc to przytuliła go do swych piersi, głaskała go po głowie i szeptała czułe słówka. Miał wrażenie, że zaraz rozpadnie się na kawałki.

Trzymaj mnie mocno, rzekł. 

Kilka chwil, kiedy naprawdę byłam szczęśliwa. Zaledwie kilka godzin, z całego życia. Podziwiali mnie i pożądali, otaczali i wielbili, ale na końcu zawsze zostawiali samą. Fajna zabawka, którą można wyrzucić. Dziwka na wieczór. Tylko tyle dla nich znaczyłam. Dlaczego człowiek nie dostaje drugiej szansy ? W dużej mierze to nie moja wina, że tak potoczyło się moje życie, to inni je spieprzyli. Ja dostawałam zawsze gorzki koniec lizaka. Napijmy się, zmarnowany talent jest bardziej erotyczny. Mój największy sukces. Stałam się nieśmiertelna zanim umarłam, ale ty wiesz gdzie mnie szukać. Złe kości leżą poza murem kościoła

Słońce stało wysoko nad horyzontem, kiedy otworzył oczy. Ślady spermy na pościeli i szminka na ustach, oby to nie był sen, powiedział. Podszedł do okna, spojrzał w górę. Żaden samolot nie przecinał nieba. Zapalił papierosa, nachodziły go dziwne myśli, że postąpił tak samo jak tamci, niczym się od nich nie różniąc. Tylko instynkt i hedonizm, tym się kierujemy.

Prawda jest pisana na kolanach.


piątek, 8 lipca 2011

Wakacje przysłonięte chmurami pt.4


SZTORM


12 kolorowych kredek. Skąd one się tu wzięły? Kolejna zagadka mająca jednak drugorzędne znaczenie wobec problemu jaki mam z Tobą. Nie odzywasz się do mnie, nie patrzysz na mnie, nie czytasz na dobranoc ani nie gotujesz. Kiedyś wszystko było inne.

piątek, 1 lipca 2011

Wakacje przysłonięte chmurami (pt.3) Wstęp.





Butelki i słomiane kapelusze.


Najlepszym pomysłem na spędzenie wakacji jest jego brak. Z takiego założenia 26 czerwca, tuż po zakończeniu roku szkolnego, wyszli chłopaki z Frydek*. Postanowili tegoroczne wakacje podarować losowi i płynąć z biegiem nurtu czasu i wydarzeń jakie ono przyniesie. Chłopaki z Frydek to czterech przyjaciół znających się od najmłodszych lat, lubujących się w piwie, wielbiących sport i cechujących się ponadprzeciętną wyobraźnią i zdolnościami oratorskimi. Staszek, Edek, Janek i Zdzich. Te gorące wakacje zaczynają doskonale z planem, spędzając godziny nad wodą, od czasu do czasu rzecząc coś rozpoczynając niemałą dyskusję, która ciągnie się do samego wieczora. Letni ciepły wiatr, tuż przed zmrokiem jest najprzyjemniejszy. Gładzi rozgrzaną za dnia skórę, przyjemnym ciepłem, który miesza się z chłodem nocy zdając się przejmować władzę nad tą porą dnia. Przy gwarze świerszczy, spotykają się chłopaki z Frydek by dokończyć rozmowę przerwana wcześniej, przez odczuwany głód. W zwyczajowym miejscu, nobliwie nazwanym "dziurą" rozpoczynają dysputę kapslem wystrzelonym w górę przez Staszka,który jako jedyny takową sztuczką może się popisać przy otwieraniu piwa. Zanuciło szkło uderzane o siebie, a Zdzich rzucił swoje - No to pyk!-.

To wszystko właściwie zmierza ku jednemu, ku rodzącej się powoli w głowach każdego z chłopaków myśli, iż jednak tak wakacji nie można spędzić..

Wreszcie Zdzich wysunął propozycję nie do odrzucenia. Na forum grupy chłopaków z Frydka, zaproponował wyjazd nad morze z jego dobrym kolegą z liceum, pojazdem mechanicznym sygnującym się symbolem T4. Wywołało to nie małe zamieszanie, gdyż Frydek z morzem dzieli cała Polska. Po krótkim przedstawieniu walorów nadmorskiej miejscowości jaką są Rowy, przybliżeniu persony innych towarzyszy przygody od strony kolegi z liceum oraz wizji takowej wyprawy. O dziwo, Zdzich spotkał się aprobatą tylko Edka.. Staszek tłumaczył się brakiem czasu, Janek miał inne już plany związane z marszem na Częstochowę.. Chłopakom z Fredka groziła rozłąka.. Straszne. Do dziewiczej podróży zostało 6 dni w przeciągu, których paczka chłopaków zjednoczyła się i jako zwarta grupa obrała azymut na morskie Rowy. Dni, które były zmienne jak chorągiewka na wietrze, wietrze obfitującym w zmiany personalne, zmiany pogodowe, chwile zwątpienia i nie lada podniecenia. Opowiedzieć o nich wszystkich można w jednym zdaniu. Codzienne wieczorne narady w ogrodzie Zdzicha, przepełnione naradami nt. dojazdu, prowiantu, wyposażenia, pieniędzy i w końcu chwila zwątpienia.. Ostatni dzień przed dniem wyjazdu był stresujący, zakrawało się na niewypał granatu przygody, lecz Edward stwierdził w rozmowie telefonicznej ze Zdzichem tak: - Zacieram sobie ścian Zdzichu i tak sobie myślę.. Musimy jechać, musimy za wszelką cenę. Pojedziemy pociągiem!- Zdzich zaaprobował, Staszek zaaprobował, Janek zaaprobował. I tak wieczorem w ogrodzie Zdzicha odbyła się ostatnia narada, której owocem była decyzja iż nazajutrz, tj. w piątek pociągiem tanich linii kolejowych wyruszamy nad Morze Bałtyckie. Janek jako pewna firma za zadanie miał odszukać połączenia kolejowe z Rowami, Staszek zapewnienie transportu na peron, a Edek zagwarantowanie prowiantu na podróż. Zdzich za udostępnianie ogrodu do codziennych narad i pomysłu, został zwolniony z wszelakich obowiązków. Wyraźnie sprawiało mu to satysfakcję. I tak, o godz. 22 08 ze stacji kolejowej sąsiedniego miasta, chłopaki z Fredek w słomianych kapeluszach (które nigdy nie zostaną założone w Rowach) wyruszają na spotkanie przygodzie! Nie opierzeni podróżnicy, z dwoma przesiadkami na karku wsiadają w pociąg, który teoretycznie ma ich zawieźć do Rowów.

I tutaj wszystko się zaczyna, wagonowe przygody, konflikt z konduktorami, muzykowanie między przedziałami, sztorm jaki przywitał 4 przyjaciół nad naszym, Polskim morzem oraz historie jakie się im przytrafiły.

Starsi może sobie coś przypomną, a młodsi może zaczerpną inspiracji. Ale jedno wiadomo, będzie to ciekawa opowiastka.


Jak się potem okaże, jest to utwór pod znakiem, którego 7 dniowy urlop chłopaków z Fredek minął.




* Frydki - mała miejscowość na południu Polski.

piątek, 30 lipca 2010

Wakacje przesłonięte chmurami pt.2


Pamiętam ten dzień jak żaden inny. Byłem wtedy z kolegą na plaży. Mieliśmy ze sobą radio Wilga na baterie i kasetę z przebojami The Beach Boys. Nacisnąłem play i się zaczęło. Istne szaleństwo. Wszyscy, którzy w tym czasie znajdowali się na tym niewielkim, pokrytym piaskiem kawałku nieba, zaczęli tańczyć. Wszystkie boże dzieci zaczęły tańczyć. I ona też. Platynowa blondynka o spojrzeniu gorętszym od Słońca. To dla niej całe to przedsięwzięcie. Może mnie zauważy... Chociaż jedno spojrzenie, kruche jak delikatny podmuch wiatru, zadowoli mnie i pozwoli przetrwać kolejne dni. No i stało się....

Tego postu miało nie być. Powinna tu być kolejna recenzja płyty, filmu, książki or whatever. Ale do zmiany zmusiła nas pogoda. Dość już mamy deszczu, chłodu, grubych i ciężkich ubrań oraz braku uśmiechu u mijających nas ludzi. Chcemy to zmienić. Pragniemy zabrać was do krainy wiecznego słońca, uśmiechu, skąpo ubranych kobiet i mężczyzn, morskiej bryzy, letnich przygód i miłości. Chwytamy się za ręce i jedziemy!

30 letnich i słonecznych utworów (według naszego subiektywnego wyboru).

Harry Nilsson - Everybody's talkin'


Teen Daze - Shine on, Your crazy white cap


The Ruby Suns - Oh, Mojave


B.J.Thomas - Raindrops keep falling on my head


Boat Club - Nowhere


The Beach Boys - Surfer girl


Washed out - Feel it all around


The Morning Benders - Excuses


Fools Gold - Surprise hotel



El Perro Del Mar - I gotta get smart



The Avalanches - Since I left you



Paul McCartney - Vanilla sky


Pure Ecstasy - Voices


The Young Rascals - Groovin'


Jens Lekman - Sipping on the sweet nectar


Cut Copy - Time stands still


Ariel Pink's Haunted Graffiti - Bright lit blue skies


Marek Tranda - Moja dumka


Best Coast - When I'm with you



Wild Nothing - Summer holiday


DJ Kaos - Love the night away (Tiedye remix)


Beirut - Postcards from Italy


Korallreven - Loved up


Kurt Vile - Beach on the moon


The Cars - Drive


Girls - Headache


Candy Claws - Sunbeam show


Frank Sinatra - Summer wind


Caribou - Sun



Joe Hisahishi - One summer day (Spirited away OST)

niedziela, 27 czerwca 2010

Wakacje przysłonięte chmurami..

Dzień dobry,

Czy czujecie to? Czy widzicie to? Czy słyszycie? Dotknąć się tego nie da (teoretycznie), ale jeśli komuś się to uda, to niech opowie o tym. A o co się rozchodzi? O nieszczęsne pochmurno-pochmurniaste, deszczowo-wodniaste, burzowo-grzmotowe, i cholera jasna, bez krzty słonecznych promieni - Wakacje.. Wiem,wiem można powiedzieć, żem ja za stary, że nie powinienem się już tym przejmować, ale jak można tak obojętnie do tego podchodzić, gdy społeczeństwo złe, naburmuszone i niezdrowe (brak wit. D prowadzi do wielu schorzeń, w tym permanentnego smutku). No co, pierwszy dzień lata przywitał nas czymś bardzo rzadko spotykanym przez ostatnie miesiące. Ziemia pragnie wody, susza grozi państwu, racje wody zostały ograniczone o połowę, grozi nam anarchia, chaos i wojna domowa. Głód, plony spalone, rolnicy wściekli, niemowlęta płaczą, krowy się drą, małpy jak zwykle.. Tak właśnie, 21 czerwiec był deszczowy, zimny i malaryczny. Czy tak mają wyglądać lipiec i sierpień? Czy zamiast nad wodę będziemy chodzić na wały? Czy zamiast błogo leżeć na hamaku będziemy odpędzać się miotaczem ognia od komarów i wszelakiego rodzaju natręctwa owadowego? Miejmy nadzieję, że nie.. Swędzi mnie kolano, skurczybyki już się do mnie dobrali. Zemszczę się stokrotnie, będę bezlitosny, będę sadystyczny, będę jak bulterier, jak Songo (przyp.red "Dragon Ball"), prawy lewy (krzyk) i fala uderzeniowa w postaci środka odstraszającego. A jeśli to będzie mało przekonujące i komary będą chciały podjąć walkę, wyciągnę ciężką artylerię: najnowszy model, 101% skuteczności, testowany w Amazonii, gdzie komary są wielkie jak wróble.. masakra wiem. Więc, strzeżcie się mali wysysacze, mam łapkę!
Proszę wybaczyć taką zwłokę z inauguracyjnym postem letnim, ale będąc rozdartym pomiędzy pracę i nieracjonalną ilością egzaminów, jest trochę ciężko wszystko pogodzić.
Pomyśleliśmy z kolegą, że z tej właśnie okazji, letniego przesilenia, zaserwujemy kilka piosenek kojarzących się nam z wakacjami. Ze swej strony chciałbym Was zahipnotyzować i przenieść w miejsce, gdzie każdy czuje się dobrze i błogo. Przedstawiam zespół prosto z Ameryki Północnej, gdzie początki ich kariery, obracały się wokół narodowej muzyki amerykanów - country.. Czuję pewien niesmak, ale ważne, że się nawrócili. Teraz grają rocka z elementami psychodelii i elektroniki(szczególnie na ostatniej płycie Evil Urges) Wydali jak dotychczas 5 albumów. Pieśń jaką Wam pokażę, pochodzi z krążka wydanego w 2003 roku It still moves.


Proszę, My Morning Jacket - One Big Holiday.
Uwielbiam.Uwielbiam. Daje mi jakąś pozytywną energię i wiarę, że może to lato nie będzie aż tak złe.

Pozdrawiam, Nataniel.

PS. następną wakacyjną pieśnią będzie Fool's Gold.