Pokazywanie postów oznaczonych etykietą toro y moi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą toro y moi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 grudnia 2019

Podsumowanie roku 2019. Miejsce 61.


61. Toro Y Moi - Laws of the Universe

Housik.
Piast Gliwice.
Napierdalający deszcz.
Ostatnie spotkanie.
23. wejście na Mount Everest.
Wyjątkowo zimny maj.

niedziela, 30 grudnia 2018

Podsumowanie roku 2018. Miejsce 25.


TORO Y MOI - FREELANCE

To może być najlepszy album Chaza Bundwicka. Freelance świetne! Drugi singiel również! January has just legally changed it's name to "Chazuary". THIS BANGS! Sounds like his Les Sins stuff, awesome! the first time i heard this i wasn’t sure if i liked it but the more i listen to it the more i like it .

niedziela, 31 grudnia 2017

Podsumowanie roku 2017. Piosenki. Miejsce 13.


13. TORO Y MOI -  LABYRYNTH


Może i kolana nie miękną przy nowej płycie Chaza, ale też wcześniej tego nie czyniły. Śledziłem pilnie losy tego miłego okularnika, zachwyty nad jego geniuszem, stylistycznym rozmachem, pójściem pod prąd - solidny gościu, nie wybitny. Przynajmniej na razie. Ja uwielbiam Toro y Moi roztańczone, takie jak na EP-ce Freaking OutBoo Boo powraca tam, gdzie wszystko się rozpoczęło - do złotej ery chillwave'u, wychwytując tu i ówdzie inspiracje (Gigi Masin, ambient pop), lepiąc album, obok Causers of This, najrówniejszy, a na pewno najdojrzalszy.

poniedziałek, 7 marca 2011

Sundown Syndrome presents: Winter Mix 2010



"Stoi przed potężną, ręcznie kutą, masywną bramą, naznaczoną przez czas, warunki atmosferyczne i korozję, a gdzieniegdzie nawet porośniętą mchem. Przygląda się jej, jakby szukał klamki albo dzwonka, ale tylko z zaskoczoną "miną" patrzy na niego kłódka z naszyjnikiem z grubego łańcucha. Wysokie mury z szarpanymi głębokimi ranami, i z zakrzepniętą zaprawą murarską... Pocisk odłamkowy? Granat? Kły czasu? Może wada konstrukcyjna. Zaufanie, jakim ten mur jest obdarzony przez bramę jest olbrzymie. Bez niego byłaby tylko kupą złomu, a razem tworzą coś monumentalnego. Puzzle, dziwaczne puzzle, wszystko musi być z czymś, jednostkowo jest niczym. Specyficzne miejsca mają nietuzinkowe historie, bogate w zapachy powietrze, przesiąknięte wydarzeniami, które rozgrywały się tutaj kiedyś, wczoraj... Dobrze wie, że nie chce tam wejść, nie chce przejść przez tę bramę i zmieniać swojego dotychczasowego życia. Jednak nienawidzi tego, że nie wie kim jest. Ktoś powie, "Przecież jesteś synem stolarza, mieszkasz tu i tu i jesteś dobry w tej rodzinnej profesji." To nie jest moja rodzina, chcę wiedzieć, znać prawdę za wszelką cenę. I to go popycha do tego poświęcenia, do rzucenia wszystkiego, spalenia wszystkich mostów i zranienia kilku ludzi. Niepewny pierwszy krok, zmienił następne w pewny marsz, choć chwiejna dusza pełna strachu... Wchodzi."


Jaki będzie ten miks? Myślę, że podobny do tego, co można spotkać za tą bramą, czyli nieprzewidywalny.
Wejdźcie, zobaczcie co dla Was przygotowaliśmy.



Download: Sundown Syndrome Winter Mix 2010

Tracklist:

wtorek, 8 lutego 2011

Wiosenne szachrajstwo


Jeszcze tydzień temu witaliśmy ranek z przekleństwami na ustach, gdy nasze śpiące oczy spoglądały za okno i co zastawały? To samo, co dzień wcześniej, tydzień i miesiąc temu. Zima pełną gębą. Aż tu nagle, niespodziewanie, zupełnie jak w przygodach Jakuba Wędrowycza, witamy dzień uśmiechem, gdy widzimy z jakim powodzeniem Słońce walczy z Panem Lodem. Poziom rtęci zachęca do założenia letniego stroju, ale nie dajmy się zwieść - taka temperatura Pana Celsjusza jest tylko w promieniach słonecznych. I co z tego,  że całe ciało pragnie tego ciepła. Współczuję tym, którzy mają teraz ferie zimowe pośrodku wiosny i chcieliby skorzystać z dobrodziejstw kurortów sportów zimowych. Lepiej się spieszcie, ta Pani ma serce gorące jak lawa i jest bezwzględna dla śniegu, zwłaszcza na stokach. Jedna rada dla zimowników: nie zwlekajcie, koniec jest bliski. Dla letników: cieszcie się, już się zaczęło.

Ten post jest okolicznościowy, może być o niczym albo o wszystkim. Zobaczymy.

Wiecie, ostatnio dużo czytuję. Opowiem Wam o takim zacnym artykule jaki przeczytałem w równie szanowanej prasie hobbystycznej. Jak ziemia szeroka i długa, jak ludzkość różnorodna, jak iloraz inteligencji różny, tak inne są zainteresowania jednostek. Tak np. ja - kolekcjonuję komiksy Philippe'a Chappuis pt. "Titeuf"; mam na razie dwa (wow!). Titeuf to mały chłopiec, który poznaje świat w naprawdę szalony sposób. Jeden komiks dostałem :) A drugi to sam sobie kupiłem, lecz pożyczyłem go komuś i nie pamiętam komu..

Skorzystam z okazji! Jeśli potencjalny posiadaczu mojego komiksu czytasz tego posta, to mi go oddaj!!!!!!!!!!!!!

Wracając do meritum sprawy, treść artykułu, która mnie tak bardzo zaintrygowała w tej niezwykłej prasie hobbystycznej jest naprawdę trafioną dziesiątką przez kulę armatnią. Otóż większość ludzi hodowało, bądź chciało hodować rybki akwariowe. Ja nie miałem inaczej, ale mi pozdychały. Nieważne... Więc posłuchajcie, patrzycie na takie piękne akwarium i co? Wspaniałe, o jakie ładne rybki, zameczek i koniec... A takie akwariowe państwo to nie inaczej jak satelita ZSRR, niby żyje sobie swoim życiem, a tak naprawdę jest tylko pionkiem zależnym od gracza. Tutaj gupiki sobie żyją swoim życiem, ale wielki brat patrzy, karmi, pielęgnuje, przyjmuje porody... Totalna ingerencja w życie prywatne "obywateli". 

Akwarystyka to ciężkie hobby, wymaga wielu godzin pracy i uwagi, nie tylko nad samą estetyką rybiego otoczenia, ale również nad zdrowiem gupików. Ale i tak zawsze każdy będzie się zachwycał rybkami, zameczkami i takie tam.. A najbardziej niedocenionym zajęciem jest utrzymanie flory w tym zbiorniku. Może się wydawać, że wystarczy wsadzić w piasek i koniec. Buba. Dzień nieuwagi i zamiast akwarium mamy kompostownik. Tak, tak zaglonienie to inaczej mutanty rozmnażające się błyskawicznie i czyhające tylko na odrobinę zaniedbania. Gdyby nie leśnictwo akwariowe, byłaby tylko pustynia zalana wodą. Docenimy te parki, zagajniki, lasy dębowe i sosnowe, paprocie; bez nich to tylko pusty wodnisty teren. Według znawców tematu prasy hobbystycznej, którą miałem przyjemność przeczytać, jest to nieprzynoszący korzyści biznes, ale jak to pasjonaci mają - wolą dopłacić do przyjemności, która sprawia im nie lada frajdę.

Podsumowując, oglądając kiedykolwiek jakieś akwarium, zainteresujcie się również florą, wynagrodzi to trud właścicielom włożonym w estetyczny wygląd ich "satelity".

Tak na marginesie, Król I Burger to nie jest odpowiednie miejsce na obiad..

Wartało by dodać tutaj jakieś pieśni, Grechuty? Zabili mi żółwia? SDM? Nieee ee...

Dodamy coś innego.. Na wiosenny przebłysk w sam raz.








Pozdrawiam, Bazile.