Felicia Atkinson, nagrywająca muzykę także jako Je Suis Le Petit Chevalier, przyjedzie do Polski w ramach europejskiej mini trasy, która obejmuje niemieckie zadupia i polskie metropolie, czyli Wrocław (17.09) i Warszawę (18 i 19.09). Etykieta dobrego smaku wymaga od nas przetransportowania się do wyżej wymienionych miejsc, zwłaszcza po świetnym ostatnim wydawnictwie - A Guide To The Sun - wydanym w Sic Sic Tapes, w labelu lubującym się w eksperymentalnych kasetach i spędzaniu wolnego czasu z najlepszym przyjacielem człowieka - z kotem.
Wybierając się na
tegoroczny Off Festival ciągle słyszę podpowiedzi z prawej i z
lewej strony, na co powinienem iść, a co omijać szerokim łukiem.
Ja jednak wiem, że moją gwiazdą tegorocznej edycji katowickiej
imprezy będzie The House of Love.
Which Creation band were the most
hedonistic?
Oasis. By a mile. Primal Scream and
House of Love were pretty bad. But you really don't know what Oasis
were like …
Alan McGee, założyciel
Creation Rec., Guardian
The
House of Love to jeden z najważniejszych brytyjskich zespołów
przełomu lat 80. i 90., w pewnym czasie wymieniany jako zespół mogący rywalizować ze "stadionowymi" sukcesami U2. I choć to porównanie
wydaje się śmieszne, to w czasie, gdy ukazywały się pierwsze
single i debiut zespołu, większość recenzentów
była zgodna: The House of Love są i będą wielcy!
Za
początek zespołu uważa się rok 1986, kiedy to Guy Chadwick, Brytyjczyk urodzony w Hanowerze, z twarzy przypominający Gordona Ramseya, w
obskurnej kawalerce przy Allingham Street 8, w Islington, gra nową
piosenkę dla swojej dziewczyny, Suzi Gibbons (ta piosenka to
Christine, jak się później okaże, jeden z największych
przebojów grupy). Poprzedni zespół Chadwicka, glam-rockowy
Kingdoms, nie odniósł większego sukcesu. Przełomem okazał się
koncert w Electric Balroom w Londynie, kiedy na scenie grali The
Jesus And Mary Chain, podopieczni McGee. Po tym żywiołowym spektaklu, którego widzem był Chadwick, zapadła decyzja: musi stworzyć zupełnie nowy zespół, mający podobną dawkę energii, co oglądana przez niego grupa. Umieścił krótkie ogłoszenie
w Melody Maker, werbując w ten sposób Terry'ego Bickersa, Chrisa
Groothuizena i Andreę Heukamp. Do składu dołączył jeszcze kolega Guy'a, Pete Evans grający na perkusji. Nazwa zespołu pochodzi od wydanej w
1954 roku książki A Spy In the House of Love,
francuskiej pisarki Anaïs Nin. O ile z nazwą zespołu nie
wiążą się żadne dodatkowe historie, to już sposób w jaki podpisali
kontrakt z legendarną wytwórnią Creation, został podkoloryzowany
przez żyjące własnym życiem historie i legendy. Chadwick miał ponoć nękać telefonicznie McGee i wysyłać wiele taśm, nie dając za
wygraną. McGee nie był zachwycony ich muzyką, ale żona Yvonne
przekonała go, że Shine On to nie przypadek, nie mogli go nagrać drugorzędni muzycy. To, co ostatecznie
przypieczętowało kontrakt z wytwórnią to żywiołowe koncerty,
które były głównym atutem The House of Love. McGee nie miał
wyjścia i podpisał z nimi umowę, która za niecały rok da mu
kilkanaście tysięcy sprzedanych płyt.
Nagrany w tydzień, debiut przysporzył grupie kolejnych fanów, płyta była numerem
jeden w wielu europejskich krajach, zaczęto nawet mówić o narodzinach nowego duetu, który ma szansę zastąpić uwielbianą przez Brytyjczyków dwójkę Marr-Morissey; Chadwick studził te opinie: (...) I don't want to be Morissey. I don't want to be a figurehead. If that's people expect, they're gonna be very disappointed. Wokalista grupy nie zamierzał także wcielać się w rolę "nowego" Bono czy Jima Kerra. Z kolei Bickersa postrzegano jako jednego z najlepszych
gitarzystów swojego pokolenia. W końcoworocznym podsumowaniu roku 1988, Melody Maker umieściło ich dwa single w pierwszej
dziesiątce (Christine - 7, Destroy the Heart – 5). Their debut album has just passed the 60,000 sales mark in Britain. NME wzięło ich na okładkę, a John Peel ogłosił ich utwór, Destroy the Heart, singlem roku. I wtedy zaczęły
się problemy.
Stories of alcohol and drugs that make Oasis look tame were being printed each week. Terry Bickers was burning money backstage whilst Guy was smashing up his favourite guitar. The hedonism was getting the better of the band whilst the recording of the second album dragged on. New producers were hired and fired.
Jedna zła decyzja,
mianowicie porzucenie wytwórni Creation dla oferującej większą
kwotę pieniędzy Fontany Rec., należącej do Universal Music,
spowodowało szereg kolejnych upadków. Jak to zwykle bywa, wielka
wytwórnia żądała przebojów, nagrywanie następcy The House of
Love niemiłosiernie się przeciągało (18 miesięcy), pojawiły się narkotyki i
alkohol, w oparach uzależnienia i hedonizmu, dwóch megalomanów rozpędziło The House of Love w niebezpieczny rejon. Nie wytrzymał tego Bickers, który wpadł w głęboką
depresję, chciał podobno popełnić samobójstwo, i w końcu,
w niecodziennych okolicznościach, opuścił zespół.
There's a story to do with Bickers, taken from the sour end of his time with The House Of Love about him sitting in the back of the tour bus burning five pound notes and screaming "Breadhead!" at singer Guy Chadwick. Shortly afterwards he was thrown out. Members of the entourage thought he'd finally lost it.
Dom Miłości zaczął się rozpadać jak domek z kart.
The House of Love
nagrało bez Bickersa jeszcze dwa albumy, po czym zamilkło na ponad
dekadę. Bickers zaraz po odejściu założył obiecujący zespół
Levitation, ale przygoda z nim skończyła się równie szybko, co
zaczęła. Podczas jednego z koncertów, Bickers po prostu zszedł
ze sceny i już do zespołu nie wrócił. Później współpracował z
wieloma muzykami m.in. Petem Fijałkowskim z Adorable czy z Julianem Swalesem, kolejnym gitarowym "bogiem", z Kitchens of Distinction. Chadwick po zawieszeniu
działalności przez The House of Love w 1993r., wziął sobie wolne i trzy lata później rozpoczął karierę solową, dokumentując ją albumem Lazy Soft and Slow z 1998 roku. Lecz to
nie było to...
Bickers i Chadwick, po latach ciszy, spotkali się na początku poprzedniej dekady za przyczyną ich dawnego menedżera, Micka Griffithsa, i doszli do kilku konstatacji. Zażegnali dawne spory, zrozumieli własne błędy i podjęli decyzję, że reaktywują The House of Love w oryginalnym składzie, oczywiście, na tyle, na ile będzie to możliwe, pytając o zdanie pozostałych członków dawnej ekipy. W 2005 roku zespół wyruszył w trasę koncertową promującą ich nowy album - Days Run Away. Ciągle nagrywają nowe piosenki, ale to koncerty są ich żywiołem! W Katowicach nie zabraknie oczywiście przebojów - klasyków, dlatego poniżej lista dziesięciu utworów, które chciałbym usłyszeć w Dolinie Trzech Stawów.
TRACK LIST, THE HOUSE OF LOVE, 4TH AUGUST, POLAND
1. CHRISTINE
2. MAN TO CHILD
3. SALOME
4. LOVE IN A CAR
5. SHINE ON
6. HANNAH
7. FEEL
8. DESTROY THE HEART
9. HIGH IN YOUR FACE
10. GIRL WITH THE LONELIEST EYES
THE HOUSE OF LOVE - 4 SIERPNIA, SCENA TRÓJKI, 22-23, OFF FESTIVAL 2012
P.S. Gdyby w, odległej lub nie, przyszłości Rojkowi udało się ściągnąć na OFF-a Kitchens of Distinction, to postawiłbym mu pomnik. Wiem, że KOD już nie istnieją, ale może reaktywacja na jeden jedyny koncert? W Polsce? Wiem, że Artur jest ich wielkim fanem, a Adidas ogłaszał w swoich telewizyjnych reklamach, że impossible is nothing, więc...
Weekend nadchodzi wielkimi krokami, niosąc ze sobą Księżyc i zabawę w płynie. To odpowiedni czas by wybrać się samemu, z mamą lub z przyjaciółmi na koncert jakiegoś "fajnego" zespołu.
CZECHOSLOVAKIA
Duet zaprasza na koncertową majówkę, w ramach mini trasy koncertowej promującej ich debiut - Made In. Czeski humor, zabawa w chowanego i dobra muzyka - gwarantowane!
Daty koncertów:
25 maja (piątek) 20:00, Sopot, Kiss Ass, wstęp: 0 zł - Czechoslovakia 26 maja (sobota) 20:00, Koszalin, Centrala Artystyczna, wstęp: 8 zł - Jak Zwał Tak Zwał + Czechoslovakia 27 maja (niedziela) 20:00, Chojnice, Pub Kornel, wstęp: 8 zł - Jak Zwał Tak Zwał + Czechoslovakia
Natomiast jutro, o godzinie 22, w łódzkim klubie Jazzga rozpocznie się impreza mająca charakter pożegnalny i przedostatni, podczas której można będzie pobiesiadować, potańczyć, posłuchać i spłodzić potomka.
Z okazji zamknięcia klub JAZZGA zaprasza na przedostatnią imprezę "KLOC KUPAŁY".
Na huczne obchody zamknięcia najważniejszego klubu w Łodzi, zapraszają znani artyści
z podziemnego świata muzyki, którzy zawładną sceną na klubowym dziedzińcu oraz djskim
pulpitem wewnątrz klubu. Chaos, miłość i jazz, czyli "KLOC KUPAŁY" z udziałem łódzkich
i czeskich artystów.
Wystąpią m.in. I Love 69 Popgeju, DJ 8rolek czy powstały specjalnie na tę okazję, zbudowany z materiałów łatwopalnych, skład CHUJAZZGA. Nie dajcie się zwieść i wpadajcie do Jazzgi!
Start godz. 22.00, bilety 15 pln
Kloc Kupały - obchodzone do lat 50 XX w. w centralnej Polsce święto zwycięstwa i oczyszczenia. Słowo kupała pochodzi od czeskiego podróżnika Karela Kupłaczka ,który dotarłszy na teren dzisiejszej ziemi Łódzkiej stoczył ciężką i nierówną walkę o swoje życie z niedźwiedziem siejącym postrach w okolicznych lasach. Tej nocy mieszkańcy osady nękanej przez niedźwiedzia wdzięczni wybawcy postanowili wydać na cześć bohatera suto zakrapianą biesiadę. Niestety nie zachowały się w formie pisemnej do dnia dzisiejszego szczegóły tej nocy oraz dalsze losy Kupłaczka, a jedynie szczątkowe relacje które przekazywane z pokolenia na pokolenie urosły do niesamowitych legend i do dziś dzielą historyków. Według prof. Krzysztofa Pętli z Uniwersytetu Łódzkiego najbardziej realna wydaje się ta mówiąca o całonocnej pijatyce w karczmie i tajemniczym zniknięciu samego bohatera, po którym pozostał wielki jak kloc niedźwiedź.Ta niezwykła noc to święto zwycięstwa, muzyki, tańca oraz płodności. Jedyna noc w roku w której każdy może być każdym, a zarazem nikim szczególnym i cieszyć się tą chwila bez opamiętania ,aż do osiągnięcia pełnego spełnienia i tym samym oczyszczenia i zwycięstwa. To zapomniane i zlikwidowane przez komunistyczny ustrój święto pragną przypomnieć Łódzcy i Czescy artyści.
W trasę po Polsce rusza niemiecki zespół Tarwater. Koncerty organizuje Gustaff Records. Przybij piątkę! Start w Zielonej Górze, meta w Krakowie.
22.05. - Zielona Góra - Zielona Jadłodajnia 23.05. - Warszawa, CDQ 24.05. - Łódź, Łódź Kaliska 25.05. - Szczecin, Free Blues Club 26.05. - Kraków, RE
wszystkie koncerty o godz. 20.00.
Materiały organizatora:
Berliński duet Tarwater założony przez Bernda Jestrama i Ronalda Lippoka istnieje od 1995 roku. Przez te 16 lat
zespół wydał 10 albumów studyjnych, wspomagał w nagraniach wielu artystów (m.in. Piano Magic, Tikiman,
Tuxedomoon, B. Fleischmann), skomponował muzykę do niezliczonych spektakli teatralnych, filmów a nawet do
opery "Tosca", wystawionej przez berlińską Volksbühne. W Polsce Tarwater zagrał kilka tras koncertowych i ma
zagorzałą grupę fanów. Gusstaff Rec. wydał też na wyłączność dwa albumy duetu ("Not The Wheel" i "Donne Moi
La Main"), a polska wersja płyty "Spider Smile" zawiera o jeden utwór więcej niż wydanie niemieckie...
Ronald Lippok jest także perkusistą jednego z pionierów niemieckiego post-rocka, zespołu To Rococo Rot,
współtworzy też grupę Dakota Days. Bernd Jestram jest natomiast uznanym berlińskim producentem muzycznym
- w jego studiu nagrywało wiele gwiazd współczesnej muzyki niezależnej, od niedawna współtworzy także projekt
Rats Live On No Evil Star (płyta wydana przez Gusstaff Rec.).
Nowy album "Inside The Ships" (2011) zawiera 11 utworów, które odzwierciedlają różne oblicza dźwiękowego kosmosu Tarwatera: gęste dźwiękowe pejzaże, wytworzone przez subtelnie utkane ze sobą elektroniczne i analogowe dźwięki.
GREEN ZOO FESTIVAL
W przyszłym tygodniu rozpoczyna się w Krakowie druga edycja miejskiego festiwalu Green Zoo. Wystąpi plejada gwiazd m.in. Lower Dens, Molly Nilsson czy Ben Caplan, więc Waszej nieobecności nie będzie można usprawiedliwić
Materiały organizatora:
Green ZOO Festival jest inicjatywą całkowicie oddolną i nie
nastawioną na zysk, a udaje się dzięki ścisłej współpracy Fundacji Front Row Heroes, klubów i zespołów. Klimat, jaki panuje
na Festiwalu sprawia, że nie ma sztywnego podziału na zespoły, branżę,
organizatorów i publiczność. Dzięki temu Green ZOO zbliża nas do najlepszych
zachodnich standardów myślenia o miejskich festiwalach.
Green ZOO powstał spontanicznie w
2011 roku wokół krakowskiego koncertu kanadyjskiej song-writerki Basi Bulat,
organizowanego przez Front Row Heroes. Basia Bulat przyjechała do Polski między
innymi na zaproszenie Arcade Fire, aby zagrać support przed ich koncertem na
warszawskim Torwarze. Okazało się, że kilka krakowskich zespołów chciało z
kolei otwierać koncert Basi Bulat w Krakowie. To stworzyło organizatorom szansę
na zainicjowanie małego miejskiego festiwalu, na wzór zachodnich festiwali
showcase’owych, gdzie wiele zespołów gra jednocześnie w kilku różnych klubach.
Festiwal nazwany został Green ZOO – od tytułu przeboju Ludmiły Jakubczak „W zielonym ZOO”, który na stałe trafił
już do koncertowego repertuaru Basi Bulat.
Druga edycja Green ZOO odbędzie się w Krakowie w dniach 23 - 26
maja 2012 roku. Festiwal znacznie się rozrósł: koncerty będą odbywać się w
klubach: Betel, Re, Rozrywki Trzy, Kotkarola i Bomba, a wystąpi łącznie ponad 20
zespołów, w tym prawie połowa z zagranicy. Zagrają: Lower Dens (US), Moonface
(CA), Tarwater (DE), Socalled (CA), Molly Nilsson (DE), Swearing at Motorists
(US), Katie Moore (CA), Jason Urick (US), VUK (FI), Ben Caplan (CA), Yesterday
Shop (DE), Coldair, Vladimirska, PLUM, Fuka Lata, How How, Bubble Pie, The
Pleasure Is Mine, Teddy Jr., Die Flöte, Ch-Ch-Ching, Karl Culey, Hayden Berry,
Don’t Ask Smingus, Kaseciarz, Frank’s Hard Drive.
Partnerem Green ZOO po raz
pierwszy będzie jeden z najważniejszych miejskich festiwali na świecie –
kanadyjski POP Montreal (www.popmontreal.com), z którego
organizatorami Front Row Heroes dzielą te same przekonania i pragnienie, aby
tworzyć wartościowe święto muzyki, które angażuje całe miasto i jest widoczne
na każdym rogu ulicy. POP Montreal będzie kuratorem jednej ze scen festiwalu.
To dla Front Row Heroes i Green ZOO duże wyróżnienie.
Green ZOO ma w założeniu
organizatorów stać się platformą spotkań dla muzyków, agentów, menedżerów i
promotorów. Stąd bardzo ważnym punktem programu Festiwalu będą panele
dyskusyjne i spotkania z gośćmi z zagranicy, którzy z powodzeniem promują
alternatywną muzykę. W ramach tegorocznej edycji odbędzie się spotkanie dla song-writerów
z Gabą Kulką oraz panele dyskusyjne z artystami na temat strategii DIY (Do It
Yourself). Szczególne znaczenie mają panele dla booking agentów, podczas
których będzie można dowiedzieć się więcej o tym nieznanym szerzej w Polsce
zawodzie. Będą one możliwe
dzięki wsparciu Instytutu Adama
Mickiewicza (www.iam.pl), które umożliwiło
zaproszenie do Polski gości z zagranicy: Dan Seligman (który pracuje między
innymi z Owenem Pallettem, Braids, Socalled czy Chad Vangaalen'em) i Melanie
Turner (dyrektor ds. promocji festiwalu POP Montreal i doradca zespołów w
sprawach marketingu muzycznego).
Inicjatywy te będą
współorganizowane przez jednego z naszych patronów medialnych, radio Radiofonia
(www.radiofonia.fm). Panele,
transmitowane na żywo na antenie stacji, będą prowadzić jej młodzi
dziennikarze.
Zapisy
na spotkanie z Gabą Kulką i na panele Booking Agent’s Job (w języku angielskim)
trwają do 21 maja pod adresem: emi@frontrowheroes.com
Partnerem
Green ZOO w tym roku będzie także Miesiąc
Fotografii w Krakowie (www.photomonth.com).
We współpracy z Miesiącem Fotografii przygotowany będzie panel dyskusyjny na
temat fotografii koncertowej oraz estetyki zdjęć zespołów muzycznych, któremu
towarzyszyć będzie wystawa zdjęć.
·we wszystkich punktach sprzedaży sieci Ticketpro
w całej Polsce (m.in. w Empik, Media Markt.
Specjalne, kolekcjonerskie
karnety będą dostępne w klubach Betel oraz Rozrywki Trzy w Krakowie.
Dostępne są karnety:
- 4-dniowe (obejmujące cały festiwal, czyli dni 23.05 -
26.05.2012);
- 3-dniowe (obejmujące dni 24.05 - 26.05.2012).
Ceny karnetów:
- karnety 4- dniowe:
90 zł od 24 kwietnia 2012 roku do 22 maja 2012 roku
100 zł w dniu 23 maja 2012 roku
- karnety 3-dniowe:
80 zł od 24 kwietnia 2012 roku do 23 maja 2012 roku
90 zł od 24 maja do 26 maja 2012 roku
Wymiana karnetów na opaski
festiwalowe będzie zapewniona każdego dnia festiwalu, od godz.15:00 do godz.
21:00 w Klubie Bomba przy Pl. Szczepańskim 2/1 w Krakowie.
Miejsca festiwalowe:
Betel (Pl. Szczepański 3) – POP
Montreal Stage
Bomba (Pl. Szczepański 2/1) – Green
ZOO Festival Club / Aktivist Stage
Rozrywki Trzy (ul. Mikołajska 3) – Radiofonia Stage
Post ten jest hołdem dla wszystkich kobiet, bo każda z Was - drogie panie - jest wyjątkowa. Każda ma coś, co odróżnia ją od innych kobiet. I ta różnorodność połączona z inteligencją i urodą daje taki efekt, że my - mężczyźni, nie potrafimy wyobrazić sobie bez Was życia. Oto krótka lista najpiękniejszych aktorek, które nawet beznadziejny film, dzięki swojemu kunsztowi aktorskiemu i urodzie, potrafią zamienić w dzieło, do którego z przyjemnością się wraca.
Monica Bellucci - włoska piękność to kobieta idealna. Moja prywatna opinia brzmi: Bóg stwarzając piękno myślał o Monice Bellucci. Zaczynała jako modelka, sławę zyskała jako aktorka. Grała u Tornatore, u Francisa Forda Copolli i współpracowała z braćmi Wachowskimi. Z całą pewnością godnie zajmie miejsce po Sophie Loren czy Claudii Cardinale, dwóch innych włoszkach, których pragnął świat.
Film z udziałem Monici Bellucci, który musisz obejrzeć: Malena (2000)
Anna Karina - ta francuska aktorka duńskiego pochodzenia, paraliżuje widza zniewalającym uśmiechem i spojrzeniem. Muza Godarda, Viscontiego i Cukora, zaczynała od małych ról w reklamie mydła i płynu do kąpieli. Od jakiegoś już czasu nie występuje w filmach, lecz prezentuje swe zdolności wokalne, koncertując w różnych miejscach świata. Dwa lata temu była w Polsce na festiwalu Off Plus Camera w Krakowie. Do tej pory nie mogę sobie wybaczyć, że mnie tam wtedy nie było...
Film z udziałem Anny Kariny, który musisz obejrzeć: Kobieta jest kobietą (1961)
Emmanuelle Beart - nie jest tajemnicą, że moja osoba ma wrodzoną słabość do pań znad Sekwany. Większość kinomanów kojarzy ją pewnie z filmu Mission: Impossible, gdzie grała u boku Toma Cruise'a. Zjawiskowa, o niebanalnej urodzie, pięknych, dużych oczach i ponętnych ustach. Taka właśnie jest Emmanuelle Beart.
Film z udziałem Emmanuel Beart, który musisz obejrzeć: Manon u źródeł (1986)
Lotte Verbeek - tę holenderską piękność odkryłem całkiem niedawno. Nakręcony w 2009 roku obraz Nic Osobistego Urszulii Antoniak to opowieść o samotności z wyboru, o miłości i potrzebie posiadania bliskiego rodzącej się z samotności. To współczesna opowieść o otaczającym nas świecie, gdzie pomimo tego, że człowiek kocha, to i tak czuje pustkę. Lotte to jedna z najlepiej obiecujących aktorek młodego pokolenia. I najpiękniejszych. Teraz jej talent i urodę możemy podziwiać w serialu Rodzina Borgiów. Dlatego musiałem zakupić pakiet z HBO.
Film z udziałem Lotte Verbeek, który musisz obejrzeć: Nic osobistego (2009)
Isabelle Adjani - w jej żyłach płynie niemiecka i algierska krew. Uznana za jedną z najwybitniejszych francuskich aktorek. Ze słabości do jej wdzięków spowiadało się wielu mężczyzn, m.in. Marcin Świetlicki. Mężczyźni mają zakodowane, że są niezbędni, a nie są. Kobiety takie jak Adjani - wręcz przeciwnie.
Film z udziałem Isabelle Adjani, który musisz obejrzeć: Camille Claudel (1988)
Penelope Cruz - muza Almodovara, hiszpański temperament, kusicielka. W każdym filmie zachwyca, nikt też nie pali papierosów tak w zmysłowy sposób jak ona. Zagra w najnowszym filmie Woody'ego Allena, którego szczegóły są na razie (jak zawsze) owiane tajemnicą.
Film z udziałem Penelope Cruz, który musisz obejrzeć: Volver (2006)
Golshifteh Farahani - jest córką irańskiego aktora i reżysera teatralnego Behzada Farahaniego. Od najmłodszych lat jej zainteresowania orbitowały wokół muzyki i filmu. Była członkiem grupy rockowej, gra na fortepianie, lecz prawdziwą sławę Farahani przyniosło kino. Występowała u Ghobadiego, Ridley'a Scotta i Asghara Farhadiego. Świetna aktorka i piękna kobieta. Zresztą, wszystkie irańskie kobiety są piękne. W ogóle kobiety są piękne...
Film z udziałem Golshifteh Farahani, który musisz obejrzeć: Co wiesz o Elly? (2009)
Marilyn Monroe - przygoda z tą aktorką rozpoczęła się rok temu i nic nie wskazuje na to, by szybko się zakończyła. Przeczytałem chyba wszystkie dostępne publikacje o jej osobie, obejrzałem prawie wszystkie jej filmy. Otacza ją aura schyłku wielkiego Hollywood, skandale obyczajowe, które zapoczątkowały przemiany społeczno-obyczajowe w latach 60. w USA. Piękna i utalentowana aktorka, nieszczęśliwa kobieta.
Film z udziałem Marilyn Monroe, który musisz obejrzeć: Pół żartem pół serio (1959)
Juliette Binoche - kolejna aktorka z Francji, której "prawdziwa" kariera rozpoczęła się od ról u Godarda i Kieślowskiego. Stopniowo ukazywała swój potencjał, co w 1996 roku przyniosło jej Oscara za rolę w filmie Angielski Pacjent i dziesiątki innych nagród. Kobieta piękna, której uroda wraz z upływającym czasem nadal zachwyca i onieśmiela. Nawet w reklamie francuskiego banku.
Film z udziałem Juliette Binoche, który musisz obejrzeć: Czekolada (2000)
Claudia Cardinale - niedawno gościła w naszym kraju, gromadząc wokół siebie tłumy ludzi. Nic dziwnego. Mimo upływu czasu Claudia wciąż zachwyca kinomanów i zwykłych ludzi. I zawsze można obejrzeć filmy z jej udziałem - bez niej ich magia nie byłaby czymś wyjątkowym - stałaby się powszechna. Nawet dziki zachód "zyskiwał piękno" i łagodność dzięki Claudii.
Film z udziałem Claudii Cardinale, który musisz obejrzeć: Osiem i pół (1963)
Barbara Brylska - polska aktorka, która zrobiła wielką karierę w Rosji (wtedy jeszcze w ZSRR). To, co podoba mi się u Pani Brylskiej najbardziej - oprócz oczywiście znakomitych ról - to te z lekka tajemnicze i intrygujące spojrzenie. Nawet egipski faraon nie mógł się mu oprzeć, a co dopiero nasz mały rycerz, Wołodyjowski.
Filmy z udziałem Barbary Brylskiej, które musisz obejrzeć: Anatomia miłości (1972) oraz Faraon (1966)
Mia Farrow - jej urokowi uległ Frank Sinatra (chociaż on w zasadzie dość często ulegał) i Woody Allen. Małżeństwo z tym ostatnim zakończyło się obyczajowym skandalem. Ja jednak Mię Farrow pamiętam jako kobietę o słodkim, dziecięcym głosie w Rosemary's Baby i Wielkim Gatsby. Kobiety obcięte "na zapałkę" też wyglądają uroczo.
Film z udziałem Mii Farrow, który musisz obejrzeć: Dziecko Rosemary (1968)
Anna Dymna - może to tylko moja osobista opinia, ale uważam, że prawie każda rola, w którą wciela się Pani Ania, nabiera jakiegoś dziwnego, trudno wytłumaczalnego blasku. I nie ma tu zasługi scenarzysty czy reżysera - to od niej bije jakaś naturalna jasność, doniosłość, wdzięk i naturalność. Nie dość, że bardzo utalentowana aktorka, to jeszcze człowiek o szlachetnym sercu. Że Janosik wybrał Marynę....
Filmy z udziałem Anny Dymnej, które musisz obejrzeć: Kochaj albo rzuć (1977) oraz Tylko Strach (1993)
Przygotowany na Halloween dla magazynu internetowego Fact, o numerze 295. Mix stworzony przez rewelacyjnych Amerykanów z The Soft Moon. Nie dość, że ich ubiegłoroczny album zatytułowany po prostu The Soft Moon zebrał świetne recenzje wśród krytykującej gawiedzi, to Panowie 31 października wydali EP-kę Total Decay. Jednak nas chwycili za wszystkie kończyny i organy tym, że w kompilacji numer 295 zamieścili utwór legendy polskiego punk-rocka - zespołu Siekiera. Czyja to zasługa? Pewnie internetu albo nowojorczycy mają kumpla zakochanego w polskim punku. Tak czy siak, posłuchać można a nawet zaleca się przy próbach zabicia wesołej atmosfery.
Taak, ale oprócz anielskiego wokalu usłyszysz także jej grę na przeróżnych instrumentach (zacznijmy może od skrzypiec...)
Czytałem w prasie, że zdobyłyście nagrodę Grammy
Nie, źle przeczytałeś. Drekoty wzięły udział w półfinale festiwalu Gramy w Szczecinie, i dostałyśmy nagrodę za najlepsze wykonanie piosenki w języku polskim (Poddania), a Ola otrzymała nagrodę dla najlepszego instrumentalisty.
Kiedy to było?
We wrześniu. W tym samym miesiącu zagraliśmy pierwszy oficjalny koncert w trzyosobowym składzie w gorzowskim klubie Magnat, a także supportowaliśmy Pustki w Poznaniu. Od września również ma miejsce mini-jesienna trasa koncertowa, która ciągle trwa i będzie trwać... Jej kulminacją będą dwa koncerty, które zagramy 29 i 30 listopada (odpowiednio w Krakowie - klub Re, oraz w Warszawie - w Powiększeniu) jako support przed Evangelistą.
Carla Bozulich?
Tak, ta sama.
Ona we wrześniu wydała nową płytę, chyba...
Album "In Animal Tongue" ukazał się 20 września.
Na mieście słychać, że szykuje się znana muzyczna kompilacja, gdzie będzie można usłyszeć Wasz utwór Masłem. Z doświadczenia wiem, że tego typu półsłówka to nie czcze gadanie.
Zgadza się. Piotr "Stelmi" Stelmach pożycza od nas wspomniany wyżej utwór i udostępnia go na czwartej części Offensywy, która niebawem pojawi się w Empikach. Dziś natomiast w internecie debiutuje EP-ka Trafostacja (II).
Masło czy margaryna?
Masło.
Old Time Radio na swojej ostatniej płycie (Stare radyjko gra dla dzieci) miało Piosenkę ze starej szafy. Wy natomiast zagraliście akustyczną sesję w magazynie meblowym, gdzie wasze dźwięki wędrowały do wysłużonych... tfu, zasłużonych krzeseł, stołów, taboretów i szaf.
Stare meble mają to, czego nie mają niektórzy ludzie - duszę. Szczególnie cenimy sobie meble w kolorze olchowym oraz koniak. Świetnie się z nimi współpracuje.
To powodzenia ze wszystkimi projektami i działaniami!
Słowa i sformułowania, które pomagają naszym czytelnikom i przypadkowym osobom odnaleźć właściwą drogę do Sundown Syndrome.
która oranżada jest najlepsza - nie jestem wielkim fanem tego trunku, ale moi znajomi zgodnie potwierdzają, że jednak ta otwocka.
recenzja gra o juliana - to brzmi jak nowy odcinek Mody na Biznes; kim jest Julian? Może to polski Brad Pitt? Jednak nie...
Francesco Catala-Roca - tak, to ten facet od fotografii kojarzonych z powieścią Zafona
pijackie erotyczne party - co do zaproszeń na kolejną edycję tej imprezy - wszystkie informacje znajdziecie tu i tu. :0
czym charakteryzują się perskie koty? - słuchają mocnej, rockowej muzyki i uciekają przed psami
czy meduzy gryzą? - kolega Nataniel widział jedną w Bałtyku i prawdopodobnie to on zna odpowiedź na to pytanie.
w objęciach Morfeusza kołysana jest dusza - czuję się senny...
bogowie bez twarzy po japońsku - Japończycy wierzą w istoty, które nie mają twarzy i nie są miłe.
dżihad czy krucjata - kulturowo bliżej mi do opcji numer 2, ale jeszcze się zastanawiam...
chore zęby zdjęcia - moje do najpiękniejszych nie należą, lecz nie wrzucałem do sieci ich zdjęć jako potwierdzenia i przestraszenia sporej grupy ludzi.
pasztetowy gryzoń - nowo odkryty gatunek, lubiący przebywać na terenie sklepów monopolowych, najczęściej widywany w weekendy; wpisany do polskiej Czerwonej Księgi Gatunków Zagrożonych; zwalczany z powodu swoich upodobań (sex, alkohol i kanapka z pasztetem).
abrakadabra kody czemu odzucz oświaczyny - czy ja coś przegapiłem?
cemetery of frozen ships tabulatura - zawsze możemy to zagrać po swojemu, co nie?
pokemony - póki co, one są potężniejsze od nas...
sandałn - my też nie lubimy się uczyć.
koreański film o kobiecie z alzheimerem - zaraz, jaki to był film? Koreański czy chiński? Przypomnij mi, bo nie pamiętam.
Iwan z oczu julii - ta Julia to chyba czarne oczy miała...
urodziny - obchodziliśmy, całkiem niedawno, pierwsze i czekamy na kolejne.
da bu di da - zbliża się kolejne wesele.
góra kretówka - polecam, wspaniałe widoki!
Post oparty na faktach. Nie było naszej manipulacji.
Kradnąc pomysł Pitchforkowi na jeden z jego feature postanowiłem przeprowadzić wywiad z samym sobą, by pokazać, czego słuchałem na przestrzeni mojego życia. Ciekawe...
5 lat
Starałem sobie przypomnieć, sięgnąć do najgłębszych wspomnień z mojego dzieciństwa i wydobyć z nich utwór, który niesłychanie mocno odcisnął się na mojej, dziecięcej wówczas psychice. Wbrew pozorom nie jest to piosenka z popularnych wtedy kreskówek (Muminki, Gumisie czy Smerfy). Zbiegiem okoliczności jest fakt, że gdy przychodziłem na ten świat, ów numer miał swoją premierę. Przeznaczenie? Przypadek? Nieważne. Another Day in Paradise Phila Collinsa, bo o nim mowa, zawsze kojarzy mi się z moimi młodymi latami życia, ale też z smutnym czasem jaki wtedy przeżywałem (choroba matki). Czułem podskórnie rodzaj pewnego smutku pomieszanego z radością i nadzieją, gdy słuchałem hitu perkusisty Genesis. Takie były moje początki obcowania z muzyką.
10
Tutaj mamy wielki hit wiejskich dyskotek, europejskich list przebojów i... mój. Tak, mając dziesięć lat, a nawet i więcej, nie słuchałem niczego innego jak tylko Blue. Skakałem w górę, śpiewałem z wokalistą (czy z komputerem?) obciachowe da bu di. Skąd pociąg do tego typu muzyki? I teraz cały się czerwienię, choć może nie powinienem. Disco polo. Słowo klucz. Pomiędzy okresem 5-10 w każdy niedzielny poranek, mały Mariusz zasiadał przed telewizorem, włączał nowo powstałą stację komercyjną, by równo o 10-tej słuchać najnowszych przebojów prezentowanych przez redaktora i znawcę gatunku, Tomka Samborskiego. Nie będę wtajemniczał Was w szczegóły, nie powiem również jakie piosenki zrobiły na mnie największe wrażenie, bo nie mam na to ochoty. Wracając do zespołu Eiffel 65 - jest on idealnym przykładem załogi, która pozostała grupą z jednym przebojem. Przebój ten przyniósł sukces i śmierć (aczkolwiek Wikipedia mówi co innego: 16 czerwca 2010 Massimo Gabutti – szef włoskiej wytwórni BlissCorporation, która wypromowała Eiffel 65 – oficjalnie ogłosił reaktywację zespołu w jego oryginalnym składzie). Mały, niebieski kosmito - NIE CHCEMY CIĘ TU! Wracaj na Pandorę!
15
Okres dojrzewania, okres trudnych wyborów, czas podejmowania ważnych decyzji, pierwsze zauroczenia i miłość. Myślę, że to najważniejszy moment, by człowiek zdecydował się obrać drogę, którą będzie kroczył w późniejszym życiu. Kształtowanie duchowego kręgosłupa, świadome wybory. Z całą powagą oświadczam, że to właśnie mając jakieś 15 lat, zaufałem muzyce. Nie zawiodłem się. Dzięki niej poznałem ludzi, z którymi do dziś utrzymuje bliskie, przyjacielskie kontakty.
Osobę Jeffa Buckleya poznałem całkiem przypadkowo, gdy jeden z jego przebojów podesłała mi znajoma. Byłem tak zafascynowany tym artystą, że nieco później pobiegłem do sklepu kupić Grace i nieukończony, drugi album Sketches for my... Uważam go za najpiękniejszy męski głos jaki miałem okazję do tej pory słyszeć. I bardzo pragnę by to się nigdy nie zmieniło. Utwór Forget Her - i wszystko jasne.
20
Dobrnęliśmy do końca. Czego to ja słuchałem w wieku dwudziestu lat? Po przekroczeniu granicy. Skończyło się liceum, rozpoczęły studia, które powoli zbliżają się do końca. Muzycznie, moje JA było już całkowicie wyzwolone i świadome. Grizzly Bear - Veckatimest. Chyba w Trójce, w audycji Grzegorza Hoffmana usłyszałem po raz pierwszy Two Weeks i About Face. Zakochałem się natychmiast! Tak bardzo żałowałem, że nie mogłem zobaczyć ich na żywo na Ars Cameralis. Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości powrócą i nie będzie to koncert na jednym z letnich festiwali, ale przedstawienie dla ograniczonej liczby ludzi, w obojętnie jakim teatrze czy klubie. Obym tylko był tam ja. Który utwór "rządzi"? Cheerleader.
Tak, to prawda. Jeszcze nie ochłonąłem po poniedziałkowej informacji z obozu OFF Festivalu, a tu kolejna news-bomba. Na swoim Facebooku Junior Boys podało lakoniczną informację:
big news in the next few days. STAY TUNED!
Chyba nie muszę mówic co to oznacza... Cieszmy się i radujmy. Ostatni album grupy Begone Dull Care został wydany w 2009 roku.
I tak jak przypuszczaliśmy - nowy album Junior Boys It's All True zostanie wydany 13 czerwca przez wytwórnię Domino i zawierał będzie 9 nowych kompozycji. Już teraz możecie posłuchac nowego utworu - ep. Zachęcamy!
01. Itchy Fingers 02. Playtime 03. You’ll Improve Me 04. A Truly Happy Ending 05. The Reservoir 06. Second Chance 07. Kick The Can 08. ep 09. Banana Ripple
Jeszcze tydzień temu witaliśmy ranek z przekleństwami na ustach, gdy nasze śpiące oczy spoglądały za okno i co zastawały? To samo, co dzień wcześniej, tydzień i miesiąc temu. Zima pełną gębą. Aż tu nagle, niespodziewanie, zupełnie jak w przygodach Jakuba Wędrowycza, witamy dzień uśmiechem, gdy widzimy z jakim powodzeniem Słońce walczy z Panem Lodem. Poziom rtęci zachęca do założenia letniego stroju, ale nie dajmy się zwieść - taka temperatura Pana Celsjusza jest tylko w promieniach słonecznych. I co z tego, że całe ciało pragnie tego ciepła. Współczuję tym, którzy mają teraz ferie zimowe pośrodku wiosny i chcieliby skorzystać z dobrodziejstw kurortów sportów zimowych. Lepiej się spieszcie, ta Pani ma serce gorące jak lawa i jest bezwzględna dla śniegu, zwłaszcza na stokach. Jedna rada dla zimowników: nie zwlekajcie, koniec jest bliski. Dla letników: cieszcie się, już się zaczęło.
Ten post jest okolicznościowy, może być o niczym albo o wszystkim. Zobaczymy.
Wiecie, ostatnio dużo czytuję. Opowiem Wam o takim zacnym artykule jaki przeczytałem w równie szanowanej prasie hobbystycznej. Jak ziemia szeroka i długa, jak ludzkość różnorodna, jak iloraz inteligencji różny, tak inne są zainteresowania jednostek. Tak np. ja - kolekcjonuję komiksy Philippe'a Chappuis pt. "Titeuf"; mam na razie dwa (wow!). Titeuf to mały chłopiec, który poznaje świat w naprawdę szalony sposób. Jeden komiks dostałem :) A drugi to sam sobie kupiłem, lecz pożyczyłem go komuś i nie pamiętam komu..
Skorzystam z okazji! Jeśli potencjalny posiadaczu mojego komiksu czytasz tego posta, to mi go oddaj!!!!!!!!!!!!!
Wracając do meritum sprawy, treść artykułu, która mnie tak bardzo zaintrygowała w tej niezwykłej prasie hobbystycznej jest naprawdę trafioną dziesiątką przez kulę armatnią. Otóż większość ludzi hodowało, bądź chciało hodować rybki akwariowe. Ja nie miałem inaczej, ale mi pozdychały. Nieważne... Więc posłuchajcie, patrzycie na takie piękne akwarium i co? Wspaniałe, o jakie ładne rybki, zameczek i koniec... A takie akwariowe państwo to nie inaczej jak satelita ZSRR, niby żyje sobie swoim życiem, a tak naprawdę jest tylko pionkiem zależnym od gracza. Tutaj gupiki sobie żyją swoim życiem, ale wielki brat patrzy, karmi, pielęgnuje, przyjmuje porody... Totalna ingerencja w życie prywatne "obywateli".
Akwarystyka to ciężkie hobby, wymaga wielu godzin pracy i uwagi, nie tylko nad samą estetyką rybiego otoczenia, ale również nad zdrowiem gupików. Ale i tak zawsze każdy będzie się zachwycał rybkami, zameczkami i takie tam.. A najbardziej niedocenionym zajęciem jest utrzymanie flory w tym zbiorniku. Może się wydawać, że wystarczy wsadzić w piasek i koniec. Buba. Dzień nieuwagi i zamiast akwarium mamy kompostownik. Tak, tak zaglonienie to inaczej mutanty rozmnażające się błyskawicznie i czyhające tylko na odrobinę zaniedbania. Gdyby nie leśnictwo akwariowe, byłaby tylko pustynia zalana wodą. Docenimy te parki, zagajniki, lasy dębowe i sosnowe, paprocie; bez nich to tylko pusty wodnisty teren. Według znawców tematu prasy hobbystycznej, którą miałem przyjemność przeczytać, jest to nieprzynoszący korzyści biznes, ale jak to pasjonaci mają - wolą dopłacić do przyjemności, która sprawia im nie lada frajdę.
Podsumowując, oglądając kiedykolwiek jakieś akwarium, zainteresujcie się również florą, wynagrodzi to trud właścicielom włożonym w estetyczny wygląd ich "satelity".
Tak na marginesie, Król I Burger to nie jest odpowiednie miejsce na obiad..
Wartało by dodać tutaj jakieś pieśni, Grechuty? Zabili mi żółwia? SDM? Nieee ee...
Dodamy coś innego.. Na wiosenny przebłysk w sam raz.
Nudzi się tym Brytyjczykom, więc postanowili sprawdzić jakie piosenki, wywołują u mężczyzn łzy. Brytyjskie stowarzyszenie artystów PRS for Music sporządziło ranking 10 utworów, przy których nawet nasz Kowalski czy Nowak zapłacze jak bóbr. "Mężczyzn" za kanałem La Manche najbardziej wzrusza utwór amerykańskiej grupy R.E.M Everybody hurts. Oto pełna dziesiątka:
R.E.M. - Everybody hurts
Eric Clapton - Tears in heaven
Leonard Cohen - Hallelujah
Sinead O'Connor - Nothing compares 2 U
U2 - With or without you
The Verve - The drugs don't work
Elton John - Candle in the wind
Bruce Springsteen - Streets of Philadelphia
Todd Duncan - Unchained melody
Robbie Williams - Angel
My pozostajemy twardzi jak kamień, nie złamie nas tego typu sondaż, a już na pewno te piosenki. Ale przy takim teledysku do utworu Sigur Ros - Svefn-G-Englar, coś w człowieku jednak się zmienia. Dobranoc.
Dość tych dźwięków niemiłosiernych, wydobywających się z mojego gardła, a raczej z mojego umysłu, bo pisząc to, słuchając AC/DC-Rock N Roll Train, mój mózg krzyczał! Ba, śpiewał przepięknie! Tak, przynajmniej brzmiało to w duchu.. W rzeczywistości jak by to naprawdę brzmiało? Bałbym się słuchać. A teraz zmieniło się tło muzyczne na Come-System. Nie wiem dlaczego, ale ta piosenka skłania mnie do dziwnych czynów, skakania, dziwnych ruchów głową, śpiewania.. Przedziwne. "To nie masz prawa pijany starcze policzyć tego grzechu!" 5 dni temu, w niedzielę odbywały się uroczystości Powstania Warszawskiego, 66 rocznica. Waleczność, Heroizm, Odwaga, Wiara, Siła, Serce, Patriotyzm.. Tych obywateli w podeszłym teraz wieku należy podziwiać i należycie traktować. Niestety teraz już Naród Polski nie ma takiej siły, bo jak inaczej można stwierdzić, gdy banda bałwanów robi z siebie idiotów przy, jak miało być na początku, monumencie upamiętniającym katastrofę elity politycznej, a teraz zrobiło się z tego "Maraton kompromitacji" (oby tego świat nie zobaczył..)
Naszło mnie takie rozmyślanie, gdyż słucham Sabatona-Uprising. Żeby obcokrajowcy musieli doceniać to wydarzenie bardziej od Nas to przesada... Ale chciałbym teraz wrócić na bardziej wesoły kierunek przeprawy; wszyscy mają sznurówki? lampki? skarpetki? bieliznę? bukłaki? wino? i co najważniejsze głowę wolną od problemów? Mniemam, że wszyscy. Tak więc, chciałbym się pochwalić, iż dnia jutrzejszego tj. sobota, wyruszam by sprawdzić jak zimne jest Polskie morze, jak bardzo twarde są plaże nad nim, jak drogo jest tam się stołować, pić i bawić, czy można bardziej wypocząć czy zmęczyć się, czy meduzy gryzą bądź parzą? rekiny są? sprawdzę! Pozbieram muszelek co niemiara, dam mamie jedną. Ostatnio nabyłem chomiki, są to wielce pocieszne stworzenia, głodomory co niemiara, a w połączeniu z moim obłąkanym kotem jest to wielce nieobliczalna mieszanka. Lecz wróćmy do 800 kilometrowej morskiej przygody, tutaj właśnie w mych uszach i głośnikach rozbrzmiewa pieśń kojarząca się wielce z tą przygodą, nieaktualną, lecz już przeszłą, aczkolwiek nadal to samo mrowienie po plecach wywołuje. Lech Janerka-Jezu jak się ciesze.. Ależ Wam zrobię świetną składankę sinicową, o to następny utwór. Ten akurat tyczy się do.. a tam, nie ważne. Może się domyślicie. Mr. Zoob- Mój jest ten kawałek podłogi. Choć tej podłogi jeszcze nie posiadam..
No co, powiem Wam tylko tyle, widzimy się za tydzień!! Życzcie mi udanego pobytu i oby wszystko wypaliło tak jak powinno albo lepiej.
Zaprezentuję Wam może tutaj jakiś utwór promujący ten pobyt.
"Love, Peace and happiness".. Każdy wie, że to hasło odnosi się do tak zacnej subkultury jaką są hipisi, zwłaszcza amerykańscy, polscy niewiele mogli, a co za tym idzie niewiele robili. Chyba, że wyemigrowali do USA to wtedy dopiero szaleli! Festiwal w Woodstock, prohibicja, niewielkie ilości miękkich dragów, sex, sex, sex z byle kim, byle gdzie, protesty, manifestacje, wojna, kwiatki, wianki, korale, spodnie w nogawkach osiągających rozmiary przeogromne (im większe tym lepsze) tj. "dzwony", Dylan, Joplin, szkolne żółte autobusy, ha ha, Volkswagen T1 (piękna rzecz). Czy mam wymieniać dalej? Nie będę, gdyż można by bardzo długo, a tu czas nagli. Z pewnością wielu ludzi chciało kiedykolwiek przenieść się do właśnie tego okresu, gdy królowała muzyka rockowa, a długie włosy były wszędzie spotykane na wsi, w mieście, prowincji, w szkołach, chatach, gmachach i burdelu. Pomyślcie sobie jakie to były czasy wspaniałe.. rozmarzyć się można. Więc się rozmarzę trochę, pozwolę sobie na to.
Zapraszam Was/Cię (i nie myślę tutaj o współtwórcy SundownSyndrome) w podróż do czasów "dzieci kwiatów".
Wow! Ale czad, jesteśmy na festiwalu w Woodstock!!!!!!!!! ha ha popatrz! to T1! cholera, wyobrażałem go sobie o wiele fajniejszego i ładnego.. a ten wygląda jak by go przedszkolaki pomalowały z okazji Dnia Dziecka (muszę wymyślić sobie towarzysza mej eskapady.. dobrze by było, gdyby to była kobieta.. rozpuściła swoje ciemne kręcone włosy, założyła wianek na głowę, zwiewna kwietna sukienka i zielony herbaciany zapach jej szyi, jej dłonie przyozdobione bransoletkami, eleganckim, dużym, srebrnym pierścieniem i naszyjnik orientalny.. muszę ją prędko przywołać do siebie). Kurcze, trochę nie pasuje mój ubiór do epoki, więc muszę szybko przyodziać spodnie i wystawić swój nagi tors na światło stanu NY. Buty? Po co mi buty? Tu jest piękna trawa, zupełnie jak na łące, miękki zielony dywan. A może to opary wszędobylskiego haszyszu spowodowały, że uważam go za świetny turecki wyrób tkalniczy?. Mniejsza z tym, idę dalej.. Mijam grupę młodych ludzi, obok nich biega jakiś mały nagi dzieciak, chyba zaczyna przygodę z festiwalem, inni też nie do końca zakrywają swoje ciało.. To chyba jakiś syndrom roznegliżowania. Rozglądam się, sporo ludzi, co gorsza, duża liczba facetów lata z gołymi dupami! odwróć wzrok Bazile, bo będziesz miał koszmary; dziwnym trafem me oczy zmieniły azymut na całkiem kształtne piersi kobiece! Popatrzeć nie zaszkodzi. Oczy me się znudziły, chyba nogi mi zesztywniały, muszę ruszyć się! Pasowało by się dokooptować do jakichś ludzi, co to będzie za podróż jeśli nie poznam tego od środka? Wypatruję potencjalnego celu, tyle ludzi.. 500 tys. i jak tu znaleźć moją towarzyszkę?. Spróbuję tutaj, 15 osób, spora część to kobiety. Wyprostowałem się jak struna, zmierzwiłem włosy ręką i dziarskim krokiem Bohdana Smolenia ruszam ku nim. Zajęci są jakąś dyskusją na temat macierzyństwa jakiejś Lizawiety ( w ogóle mnie nie zauważają). Poobserwuję trochę. Mam do czynienia z 12 kobietami, większość to blondynki, jedna ruda! A gdzie ma Towarzyszka?! I kilku facetów.. Zacznę od pewnej blondynki, która zwróciła moją uwagę swymi ogromnymi oczami i jeszcze większym nosem; pewnie pojemność jej płuc dorównuje sprinterowi. Na prawej zewnętrznej stronie dłoni ma wytatuowaną pacyfkę, a cóż by innego.. Dużo mówi, więc chyba wie o co chodzi z tą Lizawietą. Kurcze, ale ten nos to jest przeogromny. Boże, tam jej pewnie się mieści cały kilogram kokainy. Dosłyszałem, że na rudą mawiają Bobby (dziwne, przecież widzę, że to kobieta); wygląda pięknie, tona piegów na twarzy i dekolcie, marchewkowe włosy przyciągają wzrok, zupełnie jak pole magnetyczne. Wygląda na najporządniejszą, ładnie ubrana, ale język to ma kąśliwy jak żmija, przeklina i wali wino z gwinta.. ha ha, i jeszcze usta wyciera ręką! No no, chyba dziewczę się wyrwało spod nadopiekuńczego skrzydła swej mamy. Oby nie zginęła marnie. Podoba mi się ta grupa, a ta Lizawieta to raczej nieszczęśliwa kobieta, mąż, że niby ćpun (a ciekawe jak siebie nazywają?) i zdradziecki pies. Lecz przecież miłość w tych czasach była wolna i każdy robił to z kim chciał i gdzie chciał, nikogo to nie obchodziło. Ale tutaj na jakiś ewenement natrafiłem, czemu mnie nie zauważają? Spróbuję zwrócić na siebie uwagę. Zawołam, że mam płytę "The Beatles"... pewnie każdy ma, zły pomysł. Może krzyknę, "mam zawał, ratunku!". Kiepsko. Mam! Me struny głosowe napnę i wydobędę z nich dźwięk mocny niczym dzwon Zygmunta, "Mam Wódkę!" ha ha ha jestem zajebisty. Krzyczę. Jakoś się złożyło, że jak zamknąłem oczy to zapomniałem swego krzyku zwrócić ponad nich i tak oto wydarłem się do ucha blondyny w czerwonej skórzanej kamizelce.. Jakież było ich zaskoczenie, a co dopiero tej blondynki. Chyba bębenki jej popękały. Pani z wielgachnym nosem pierwsza wypaliła, "Ktoś Ty?", lekko zdezorientowany głupio patrzyłem, a oni na mnie.. Lecz wydukałem, "Jestem Bazile". Przyznam, że spodziewałem się ciepłego przyjęcia i że od razu będziemy śpiewać, trzymając się za ręce (ja oczywiście złapałbym rudą Bobby) i popijać alkohol zapakowany w papierową torbę.. Myliłem się. Stek wyzwisk, ruda małpa wiodła prym, a Lady Gaga jak kot, tylko prychała złowieszczo. Odszedłem, jak inaczej miałem postąpić? Nie łamiąc się, dalej dziarskim krokiem przemierzam równinę syfu, kiły i mogiły. Idę na koncert. Gdzie ta trawka do cholery!? Gdzie moja towarzyszka? Może ją zawołam. . . . . . . . . . . .. . . .
Ze starych i ledwo dyszących głośników dobywa się dźwięk przypominający trochę kombajn ze śpiewającym kombajnistą. Lecz ludzie w głowach mają muzykę, w duszy też; gra im na całego. Ja też tak chcę! Wskakuję, skaczę, jakiś facet łapię mnie za kark.. To chyba Aącki! Ziemia ucieka mi spod stóp, wiruję, szybciej, szybciej.. odlatuję w górę.. Widzę wszystkich z lotu ptaka! Wspaniałe uczucie! Woooooooooooooooooooooooooooooohoooooooooo! Aącki pikuje.. Mam sokoli wzrok, zoom x200, a optyczny x400.. Automatycznie mój wzrok w tempie satelitarnym przybliża zgromadzenie, widzę coraz dokładniej, grupy, samochody, ludzi, osoby.. i bach!!!!!!!!!!!!! Nie wierzę własnym oczom! To ona, moja towarzyszka, rozwiane ciemne włosy, zwiewna kwietna sukienka, naszyjnik ten, który tak dobrze znam, i nawet czuję tutaj jej zapach.. zielona herbata.. Ląduj, ląduj Bazile, ląduj! Prędzej!
hmm, w sumie to sam siebie zabrałem w tę podróż ,ale warto było! Sami posiadacie wyobraźnie to spróbujcie wskoczyć w dzwony.
Wszystko sprowadza się do pewnej rzeczy, którą chciałem Wam dzisiaj przedstawić. Otóż chodzi o pewien film, "Across the Universe". Musical przedstawiający właśnie tytułowe różowe lata 60., z odrobiną politycznej goryczy wojny, z półmiskiem miłości, zakąską konfliktów międzyludzkich, rożnem pogoni za materializmem, a to wszystko z gęstymi i fantastycznie zaaranżowanymi utworami Beatlesów! Kurde, mówię Wam jakie to jest pyszne! Film w reżyserii sławnej reżyserki Julie Taymor (pod jej okiem powstawała np. "Frida" z Salmą Hayek); to dzięki niej obraz jaki widzimy na ekranie przypomina fantastyczne podróże w głąb umysłów psychicznie chorych geniuszy malarstwa, muzyki, artystów różnych dziedzin. Fascynujące, naprawdę, fascynujące. Lecz najlepsza tutaj to i tak jest muzyka, te covery są genialne! Pokaże Wam ich kilka.
Oto pierwszy, Jim Sturgess-I've just seen a face. (odtwórca głównej roli, Jim.)
A to, najlepsza według mnie. Porwał mnie ten głos, ta burza włosów.. Ach..
Dana Fuchs-Helter skelter (w filmie nosi imię Sadie)
No co, ten film dzięki doskonałej muzyce, niebanalnej wizji reżyserki zaprasza widza do założenia "dzwonów", kwietnych sukienek i pojawienia się na festiwalu w czasach. kiedy ideały pokoju i miłości były naprawdę mocnymi argumentami i dawały masom ludzi sens życia; w porównaniu do dzisiejszych czasów materializmu i chlewu społecznego jest to naprawdę przyjemna odskocznia odstresowawcza. Film o świetnym nadzieniu, świetnie wypieczony i w świetnej polewie. Warto!