Oh, John Maus! At least it's better than Screen Memories. Maus was once my personal mentor. God damn, that intro is so good. It's like a crusader got hold of a synthesizer.
John Maus - A Collection of Rarities and Previously Unreleased Material
Ribbon Music
2012
Jeżeli wybory prezydenckie odbyłyby się dzisiaj to 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki zostałby John Maus, kumpel wariata z LA, niejakiego Ariela Pinka, zafascynowanego muzyką klasyczną od Beethovena po Gustava Mahlera, zgłębiającego filozofię i muzycznego rzemieślnika (a może wizjonera?), trafiającego prosto w bull's eye, w subiektywnym tego słowa znaczeniu. John Maus. I wszystko jasne. Nic się tu zmienia. A Collection of Rarities and Previously Unreleased Material, czyli zbiór utworów nagranych na przestrzeni 11 lat - jego wersja Incesticide Nirvany, o czym wspomina w wywiadzie dla Pitchforka - w większości znanych od dawna (brakuje np. Night of the World, The River), pojawiających się na MausSpace, to Maus, którego uwielbiam. Nie ma takiego drugiego gościa jak on, który by w tak przejmujący i przebojowy sposób wyśpiewywał mroczne piosenki o miłości, swym głębokim, "grobowym" wokalem, dbając o naznaczenie latami 80. i nasiąknięcie modą na synth pop. Muzyka Amerykanina, z pozoru prosta i nieskomplikowana, tworzy wokół siebie tajemnicę, którą nie łatwo zrozumieć - odrzuty lepsze od studyjnej płyty? Tak, u Mausa to możliwe. U Mausa wszystko jest możliwe, ale jedna rzecz pewna - malowana colla sinistra muzyka wciąż mi się podoba.
Wiem, przepraszam za spóźnione życzenia urodzinowe (powinienem był to zrobić wczoraj), ale tak się zdenerwowałem na ZUS, że gdy wróciłem do domu, to zapomniałem o tym prawdziwym, wirtualnym świecie, w którym "prawdziwie" żyję. Musiałem jeszcze wyjść z psem na spacer (zapchlony kundel!), żona zmusiła mnie do czytania książki dziecku na dobranoc, które w nosie miało moją interpretację wiersza Juliana Tuwima "Słówka i słufka", a na domiar złego wieczorem, nasz ukochany sąsiad zaczął spuszczać szambo, przez co kolacja, sporządzona według sprawdzonego przepisu, smakowała zupełnie inaczej, czego dowodem była dezaprobata żołądka i innych organów, które jeszcze we mnie grają.
Całkowicie zapomniałem o tych piosenkach, które, tak przynajmniej się mówi, wypuściłeś celowo do sieci, domyślnie w Maus Space, czyli w miejscu, gdzie słuchacze Twoich muzycznych wykładów, zbierają się do kupy (fuj! sąsiad...) i analizują poszczególne tematy. Czekaj, kiedy to było... Tak, w połowie lipca, wtedy pojawił się mixtape Upset the Rhythm dla serwisu International Tapes, gdzie znajdowało się demo Castles In The Grave. Zaraz potem pojawiła się cała reszta utworów, które nie weszły na We Must Become Pitiless... lub też zostały nagrane z myślą o nowym albumie. Tak czy siak, krążą po sieci budząc ciekawość zwiedzających.
Nie miałem dotąd zwyczaju pisać o czyiś demówkach, ale w tym wypadku zrobię wyjątek. Bardzo podoba mi się Rock the Bone, zaskakuje The River a beztytułowy No Title (Molly), bierze udział we wspólnej akcji Domino Records i Ribbon Music na cześć wypadającego co rok Record Store Day (w tym roku, 21 kwietnia). Tak jak na poprzednich krążkach, pachnie mi tu dobrym synth popem a la Ultravox i wokalem epileptycznego Iana Curtisa. Fani Johna Mausa zachłysną się tymi dźwiękami od pierwszej nanosekundy. Także, Happy Birthday John!
P.S. A ta tańcząca pani w teledysku to Betty Rowland.
Wiosna najpiękniejsza jest nocą. Z takiego wyszliśmy założenia. Już po raz czwarty przygotowaliśmy dla Was kompilację utworów. Dziękujemy artystom za zgodę na umieszczenie ich utworów w naszym cyklicznym miksie. Zapraszamy do słuchania!
* All songs included on this compilation are included here for promotional purposes only. Please support your favourite artists by checking out their shows and, you know, buying stuff.
Kapitalna piosenka od Johna Mausa. Believer zamyka nadchodzący wielkimi krokami album We Must Become Pitiless Censors Of Ourselves, który ukaże się 27 czerwca nakładem wytwórni Upset The Rhythm. To trzecia płyta w dyskografii tego artysty. Czekamy z niecierpliwością!
Video Credits: Director: Jennifer Juniper Stratford Director of Photography: Nicolas Amato Video synthesizer programming by Seth Nemec Motion Control Camera by Bodo Holst
Efekt coctail party - zjawisko to umożliwia skupienie się na jednym sygnale wyodrębnionym w środowisku akustycznym, przy zachowaniu możliwości odbioru pozostałych dźwięków pochodzących z wielu źródeł o różnej lokalizacji
Karolina postanowiła wyjść na krótki spacer, pomimo późnej pory. Zegar z kukułką w środku, znajdujący się w głównym salonie pokazywał północ, ale to nie zniechęciło jej do opuszczenia domowego gniazda i udania się na nocną przechadzkę. Nie bała się o siebie. Już w podstawówce ćwiczyła karate i zapasy, więc nie przekonywały ją argumenty typu: jesteś tylko kobietą! Kopenhaga nocą jest znacznie bardziej pociągająca niż za dnia. Nieopodal stacji metra, na ogromnym deptaku, zauważyła małą grupkę młodych ludzi; być może byli nawet w jej wieku. Bardzo głośno o czymś rozmawiali, a argumenty jednych wyśmiewali drudzy. Zaciekawiona i zaintrygowana całą tą sytuacją Karolina podeszła bliżej i zapytała: Cześć. O czym tak namiętnie rozmawiacie? Najwyższy z nich, blondyn o niebieskich oczach, rzucił przyjacielski uśmiech, taki który od razu można sklasyfikować jako: Lubię cię! Popatrz! - rzekł i podał Karolinie śliski w dotyku papier, a pierwsza strona straszyła i krzyczała ogromnymi jak ludzki strach napisami: JUŻ JEST!!! LUTOWY COCTAIL PARTY!!! Karolina nie wiedziała co powiedzieć. Informacja ta całkowicie zburzyła jej dotychczasowy świat i zmusiła do przymusowego, kilku sekundowego nie wtłaczania powietrza przez nos i jamę ustną. I co ja teraz zrobię - pomyślała. Nie było innego wyjścia. Musiała przeczytać kolejne strony...