Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bazile. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bazile. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 maja 2011

Mumford & Sons



Przy zachowaniu równowagi pomiędzy rozwagą, a zdrową miarą optymizmu myślę, że można całkiem sympatycznie funkcjonować w społeczeństwie. Rozwaga, by podejmować właściwe decyzje, by ufać właściwym ludziom, a optymizm do tego by było ciekawiej. Na dzisiejszej rozkmince zajmiemy się bardzo interesującą cechą charakteru jaką jest OPTYMIZM. Czym to jest? Według mnie to jest oczywiście cecha wrodzona, popatrzcie na rodziców, przekonacie się. Czym to jest? To stan umysłu, gdy coś co wygląda naprawdę źle, a myślimy, że w zasadzie to może mi się  przydać. Czym to jest? Jest to styl życia, w zasadzie trochę niebezpieczny, ale na pewno obiecujący. Czym to jest? Na przykładzie.. Wiedzie ślepy kulawego. Optymistyczna historia, idealnie pasująca. Myślę, że tegoroczną nagrodę największych optymistów mogą otrzymać maturzyści. Bo pewności nie mogą mieć, ale z nadzieją muszą patrzeć ku końcowi czerwca. No co, stawiając pierwsze kroki w różnych dziedzinach życia starasz się nie wypaść z karuzeli. Zdając maturę właśnie to robisz, postąpujesz w wielkich butach sporą odległość życiową, stawiającą Twoją najbliższą przyszłość w różnych koszykach byś z nich mógł losować. Zawód-studia-studiozawód.. Trzy możliwości.

Maturzyści, mam nadzieję, że mocno spinaliście poślady, by egzamin dojrzałości był naprawdę dojrzały i jesienne jabłka jeść będziecie już na uczelniach.

Z innej beczki, po Krakowskiej Nocy Muzeów w Narodowym, wraz z moją dziewczyną wybraliśmy się na wizualizowanie historii i huculszczyzny. Chęci były wielkie, oczekiwania kosmiczne, doczekać się nie można było przez cały dzień kiedy nastąpi upragniony wieczór.. Nastąpił.. ... ... .. . Po zagłębieniu się w wizerunki rdzennych mieszkańców huculszczyzny i obejrzeniu pokaźnej kolekcji broni, nie było nic godnego uwagi! No i może jeszcze całkiem fajne plakaty i przenośny dystrybutor kawy, który wielu zwiedzającym oszczędził nocy w dusznej chlubie muzealnictwa. Może się nie znam (bardzo prawdopodobne), ale współczesna sztuka zbyt rozmowna ze mną nie jest, za dużo nie ma mi do powiedzenia. Chyba nie nadajemy na tej samej fali.. Nie widzę nic interesującego i niosącego przekaz w dziecku duszącym się pończochą.. Co to ma być w ogóle? Wyjaśni ktoś? To tyle, zdenerwowałem się. 

Mumford and Sons, gdyby chociaż jedną ich piosenkę wystawili jako eksponat audio, całe muzeum zyskało by o wiele więcej niż całe piętro przesiąknięte bezeceństwem. Ciekawe dlaczego Londyn obfituje w tak wiele perełek muzycznych.. Tam jest zagłębie małż bandowych. Chłopaki chyba swe rockowe brzmienie wrzucili do studni folku, inaczej być nie mogło. Zbyt miło dla ucha słucha się ich muzyki by mogło być odwrotnie. We wiejskich krajobrazach jest coś magicznego, nie musisz tu mieszkać zawsze, wystarczy, że raz na kilka lat wrócisz i przemierzysz polną drogę ściskając pod ramię kogoś, bez kogo ta wieś byłaby  tylko miejscem wypełnionym pustką. Sens miejscom nadają ludzie, z którymi w nich przebywasz. Wiem, że wiesz co mam na myśli.. Mumford i spółka nadają tym lokalizacjom oprawę muzyczną. Chłepcący z folku to, co najlepsze, nostalgię i prostotę, popijając całą gamą instrumentów tych bardziej nowoczesnych i tych nieco mniej. Ta nieskomplikowana układanka przybiera kształt płyty "Sigh No More" wydanej w 2009 roku, swoją drogą to ich debiut. Debiut opatrzony platyną. Mam nadzieję, że Marcus Mumford, Winston Marshall, Ben Lovett, Ted Dwane zachowają równowagę pomiędzy ich tęsknymi i smutnymi, a szarpiącymi i śmiejącymi się piosenkami.



Śmiałe i nietrzęsące się 7/10.

Pozdrawiam, Nataniel.

środa, 4 maja 2011

Nerwowe Wakacje - Polish Rock



Nerwowe Wakacje - Polish Rock
2011


By wykrzesać z siebie pokłady entuzjazmu należy czasami sięgnąć naprawdę głęboko w duszę. Przedrzeć się przez stosy wspomnień nierzadko przykrych, czasami gniewnych, ale w większości nieznaczących epizodów. Następnie napotykamy stertę kartek zapisanych gęsto wspomnieniami tak wesołymi, właśnie tak.. Wydarzeniami bezprecedensowo zachwycającymi nasze przysadki mózgowe. Po przekopaniu się przez te zaspy napotykamy starannie ułożoną biblioteczkę, w której jest kilka pustych półek czekających na uzupełnienie i schludnie ułożone obrazy. Ale to są wspomnienia najszczególniejsze, zasługujące na oglądanie w białych rękawiczkach. To są również marzenia, te najskrytsze. To jest też miłość, ta prawdziwa i szczera. Jest to miejsce, które wymaga pielęgnacji i uwagi; trafić w to miejsce mogą tylko perełki. U mnie te perełki dotyczą tylko jednej osoby..  


Gdy w nocy nasłuchuje odgłosów życia domu, stwierdzam iż jest on "nocnym markiem". Strasznie się wierci, drapie, próbuje wstać, wyjść na spacer. Szybko się nudzi, więc patrzy w niebo.. Zna jego każde oblicze, te wspaniałe, gwieździste, naćkane blaskiem księżyca i wytatuowane konstelacjami. Przyjaźni się również z zachmurzeniem, prowadzi długie rozmowy z nocnym deszczem, z błyskawicami nawet czasami romansuje. Bogate życie towarzyskie. Widział dom niejedno niebo, niejedno na niebie, ale nam nic nie powie, co najwyżej możemy się domyślać po stanie jego fasady, dachu.. Gdy wsłuchuję się w nocne życie domu, otoczenia, słyszę ujadające daleko psy, drącego się niemiłosiernie pawia z niedalekiego dworu i przekleństwo, na które sam się wpisałem.. Chomik z ADHD. Biega, skacze, gryzie, tak głośno jedzącego stworzenia chyba jeszcze Matka Natura nie nosiła na swej powierzchni. Takie małe zęby, a hałasują jak piła motorowa. Takie małe łapki, a stepują jak podkute buty. Taki mały móżdżek, a jaki złośliwy. Bestia bez krzty wstydu.

Mieliście kiedyś nerwowe wakacje? Na pewno. A słyszeliście kiedyś o nerwowych wakacjach? Na pewno nie. To posłuchajcie..



Bardziej melodyjniej chyba nie dało się zagrać. Jest to coś przemiłego, zupełnie jak jedno ze wspomnień wyciągniętych z półki wspomnieniowej biblioteczki. Włączasz "Pan samochodzik" i zatrzymujesz się nagle, spowalniasz procesy życiowe, odpoczywasz.. Po 4-minutowym SPA dla duszy zyskujesz łyk entuzjazmu, ciepły i łaskoczący, pogwizdujący wesoło w żyłach. Możliwe, że Jacek Szabrański i Michał Szturmowski stworzyli za pomocą lirycznych tekstów, akustycznych gitar i kojącego głosu muzyczny kamień filozoficzny, możliwe.. Premiera tego dzieła miała miejsce 21 marca tego roku pańskiego. 

Poprawia nastrój - to chyba najlepsza rekomendacja płyty "Polish rock" w dwóch słowach. Jeśli nazwa i twórczość ma jakiś związek ze stresem w wakacje jaki przeżyli, to życzę Wam Panowie jeszcze więcej zjedzonych nerwów!

Pozdrawiam, Nataniel.

poniedziałek, 2 maja 2011

Zgon - Malutki wjazd do lasku



Niepewność.. Niepewna pogoda. Niepewne jutro. Niepewna przyszłość. Niepewnie, niepewnie, niepewnie, niepewnie. Wedle starej sentencji w życiu pewne jest tylko, że umrzemy, że będziemy płacić podatki i to, że "Kevin sam w domu" na święta będzie w telewizji. Ależ czuję się teraz bezpiecznie z tą wiedzą. Niepewność, niepewność, niepewność.. Po zlikwidowaniu największego terrorysty na świecie, nie wiem czy poziom mojej pewności istnienia jest wyższy. I tak to niczego nie zmieni.. Czy ktoś decydujący o czyimś życiu czuje się dobrze z tym? Ma w rękach coś najcenniejszego na świecie. I co z tym robi? Eutanazja.. Niepewność, niepewność.. Nieskazitelnie skażeni, określenie idealnie pasujące do ogółu. Z zewnątrz dobrzy, uprzejmi, szczęśliwi. W środku zepsuci, skażeni zawiścią, ignorancją i zachłannością.. Tak daleko nie zajdziesz.. Żyjący z dnia na dzień, bez planów na przyszłość, szukający chwilowych uniesień, niczym zaspakajanie narkotycznych pragnień by potem zbudzić się z bólem wszystkiego. Balanga.. Niepewność..
Nie ma jej, odeszła.. Na zawsze, nigdy nie wróci! Zmarła.. Nie zapomnij, pamiętaj. Żyj.. Alicja.
Kościół, kiedyś miejsce tak szanowane, zaklęte wyłącznie dla modlitwy i wiary. Każdy równy. Dzisiaj, obłudnicy, obłuda, świętoszkowanie.. God is alone.


sobota, 23 kwietnia 2011

Patrzeć nie tylko oczami...




Tytuł: "Oczy Julii" Pl, "Los ojos de Julia" Hiszp.
Reżyser: Guillem Morales
Produkcja: Hiszpania
Gatunek: Mocny czarny thriller
Premiera: 25 marca 2011 (Polska) 11 września 2010 (Świat)

Gdy pewnego wiosennego wieczoru wygodnie się ułożyliśmy na podłogowym materacu, nie sądziliśmy, że spędzimy prawie 2 godziny wpatrzeni jak zahipnotyzowaniu w monitor. Odpadający wieszak od ściany rozszerzy oczy do rozmiarów postaci z mangi i wyostrzy słuch, a na ustach pojawi się pytanie "słyszałeś to?".. No cóż, spodziewać się tego nie mogliśmy, ale ostrzeżemy Was przed filmem "Oczy Julii". To niebywałe, że taki film lekko miesza w żołądku kolację swymi naprawdę, "delikatnymi" scenami. 


sobota, 26 marca 2011

DREKOTY - Trafostacja EP


Drekoty - Trafostacja EP
2011

Chcąc nie chcąc, ale bardziej chcąc, bo gdyby nie chcąc to raczej by nic się nie pisało. A jak się pisze to najlepiej z chęci, a nie z przymusu. No i co, no i dobra, zacznijmy :)


Drzeć koty można naprawdę z wielu powodów, z błahych i tych naprawdę poważnych. Drzeć koty można również w sposób artystyczny, ale trzeba spełnić dwa warunki:
 - po pierwsze primo - należy uczęszczać do szanowanej uczelni.
 - po drugie primo - należy mieć żyłkę artystyczną (jak bohaterka naszej recenzji)

Wiem, wiem ciężkie kryteria, ale cóż, tylko wybrańcy mogą się dostosować. Drą koty i to zazwyczaj same koty; kto kota miał wie, że to zajadłe bestie i rany goją się okropnie kiepsko. Taki symbol zajadłości waśniowej, darcie kotów... A gdyby tak stanęli na przeciwko siebie i artystycznie podarli maskotki kotów, na zgodę? - nasza najwyższa władza podarła by całego "smyka" kotów i uścisnęliby sobie dłonie, dochodząc do porozumienia ws. reformy emerytalnej. A gdyby symboliczne koty rozdarli pomiędzy siebie Mr. Kaddafi z całą koalicją przeciwko niemu... I ropa by była, i pokój by był, i złotem by się podzielili i wszystko byłoby naprawdę ok. Z kotem pod pachą można podejść do sąsiada i przyznać: Sąsiedzie, nie powinienem brać Ci tych orzechów laskowych co z Twojego drzewa gałęzie wisiały nad moim podwórkiem, podrzemy kota na zgodę?. Można obrócić tę mądrość ludową w zupełnie odwrotnym kierunku i wcielić w życie. Pierwszy krok ku temu zrobiła Ola Rzepka nazywając swój projekt muzyczny - DREKOTY.


Z swojej strony powiem niewiele, acz treściwie... Darcie kotów czy terkoty trykotów? Drekoty to swoiste laboratorium muzyczne zaklęte w jednym zdaniu. To jest niczym wynalazek, rewolucjonizuje zupełnie muzykę alternatywną, wybija ją na jeszcze wyższy poziom wtajemniczenia. Wsłuchajcie się.. Mocniej!.. Czujecie? Słyszycie? Perkusja gra tu pierwsze skrzypce... Jestem fanem perkusji, ogromny podziw dla Ciebie i liczę na wiele udanych transakcji utworowych. I mam nadzieję, że w końcu uda Ci się udomowić muzykę alternatywną, aby była bliżej człowieka. Nie używam masła do pieczywa, ale słuchawki Masłem obsmarowałem. I tak Ola Rzepka podarła koty. Podrzyj kota na zgodę z muzyką alternatywną i Ty. (Nataniel)

Ola Rzepka, fot. W.Olszenka
Są momenty w życiu kiedy każdy pragnie zrobić coś wyłącznie dla siebie. Z takiego założenia wyszła również Ola Rzepka, znana szerszej publice jako perkusistka udzielająca się w licznych projektach m.in. Pogodno, Sprawcy Rzepaku czy The Complainer. Teraz jednak rozpoczyna solową przygodę w projekcie Drekoty, w którym łączy ekspresyjną grę na perkusji i krześle (sic!) z elektronicznymi brzmieniami. I należy od razu zaznaczyć, że symbioza ta tchnie świeżością i kreatywnością rzadko spotykaną w polskim światku muzycznym. Drekoty to także próba zmierzenia się z wyzwaniem czy muzyka alternatywna może być jednocześnie przystępna. Darcie kotów czy terkoty trykotów? Czteroutworowa EP-ka Trafostacja została wyprodukowana przez Wojtka Kucharczyka (The Complainer), a swoją premierę miała 11 marca - być może istnieje pewien niepisany związek z trzęsieniem ziemi i tsunami w Japonii, ale tym niech zajmują się "spece" od teorii spiskowych. My zajmijmy się esencją Trafostacji - przebojami.

Każdy z czterech utworów zaskakuje. Singlowe Masłem to przewrotna pieśń zarówno pod względem tekstowym jak i muzycznym (klawiszowy mostek od 2:53 - normalnie spadam, w sensie wybitnie pozytywnym). Spadam masłem w dół/ niezdolna jak woda z kranu. Poddania zachwyca bogatymi kolorami klawiszy, połamanymi rytmami i niemal wykrzyczanymi zwrotkami. Puste zdaje się pełne. Utwór tytułowy Trafostacja, to instrumentalny dziw stworzony za pomocą wszelkiej maści instrumentarium: klawiszy, krzesła, bębna i glockenspiela. Ostatnia piosenka - Oścież, kapitalnie przebojowa kompozycja, którą mamy nadzieję usłyszeć na debiutanckim długograju Oli.

Wokalne wsparcie zapewnia Marysia Dąbrowska. Obecnie grupa Drekoty przygotowuje debiutancki, pełnoprawny album oraz przymierza się do trasy koncertowej, w czasie trwania której skład zespołu zasili Magda Turłaj (czyt. Karotka).

Miejcie oczy i uszy szeroko otwarte. Otwórzmy szeroko drzwi na oścież! Nie drzyjmy kotów, bo nie ma o co. Muzyka alternatywna rzadko kiedy jest tak przystępna. (Mariusz)

Ścieżki ku wtajemniczeniu:

http://www.drekoty.pl
http://drekoty.bandcamp.com/
http://www.facebook.com/drekoty


wtorek, 15 marca 2011

Strych strychem, ale inny.



Tytuł: Drapieżcy
Autor: Graham Masterton
Gatunek: Horror nad horrory
Rok wydania: 1992 , Pl-1993

Strych jest tajemniczym miejscem, pełnym kurzu, specyficznego zapachu starego suchego drewna, zagraconym przedmiotami, które nie znalazły już miejsca bądź przeznaczenia do zamieszkanej części domu aczkolwiek na tyle darzonej sentymentem lub "mogących się jeszcze nadać do użytku", że żal było wyrzucać. Otwierając drzwi na strych w nozdrza uderza Ci zapach, którego nie sposób pomylić. Stoisz chwilę i wczuwasz się w ten duszny powiew. Strome schody prowadzące na górę czyhają tylko na zły krok by uchylić swoje stopnie i zwalić Cię na dół, ale znam te schody od dawna, już raz z nich spadłem, nie dam się przechytrzyć. Gdy wzrokiem omieciesz już całe pomieszczenie, dla bezpieczeństwa odczekujesz chwilę nasłuchując w skupieniu; strzelająca od upału blacha, nieopodal przejeżdżający samochód, chyba wszystko OK. Za swoją głową pcham swe ciało. Zupełnie inny świat, dziesiątki przedmiotów śpiewających każdy inną historię. Zupełnie jak bałt znad Bałtyku. Szukam plecaka, turystyczny, pożyczany. Gdzie on może być, widzę, że pod choinką go nie ma, może w którymś pudełku.. Ach jest, dobra zmiatam stąd. Brązowy Jenkin lubi takie duszne, stare strychy.


Graham Masterton stworzył dzieło o niesamowitej sile rażenia grozą, czytając je nieświadomie, reagujesz wieloma minami, unoszeniami brew i dźwiękami typu "sssssssss". " Drapieżcy " to powieść maści horrorystycznej, nieznosząca ignorancji i obojętności. Chcesz zapomnieć. Nie możesz. Chcesz przerwać. Musisz dokończyć. Czytasz i czytasz,a noc ciemna i długa, wiec nie śpisz tylko nasłuchujesz...

Masterton umieścił akcję swej powieści na wyspie Wight w Wlk. Brytanii, na której pod koniec XIX w. został wzniesiony sierociniec w portowym miasteczku Bonchurch. Po ponad wieku David Williams przeprowadza się do niego wraz ze swym synem, Dannym w celu wykonania niezbędnych prac remontowych zleconych przez właścicieli domu. David upatruję w tym miejscu kres swych problemów finansowych i sanatorium na zszargane nerwy po rozwodzie. Grubo się mylił.. Już pierwsza noc niesie za sobą niewytłumaczalne rzeczy, które wywołują gęsią skórkę. Do bohaterów dołącza młoda Liz (z którą David przeżywa kilka upojnych nocy), która w miasteczku dostała pracę. Trójka życiowych rozbitków stawi czoła złu w czystej starożytnej postaci, którego nie będą w stanie zrozumieć ani pojąć. Mimo szczerych niechęci wplątują się w grę, w którą grać nie potrafią. Krwawe i brutalne zbrodnie, nihilizm, czarna patologia, mroczna magia, niewyobrażalne, mrożące krew w żyłach wydarzenia zostawiające twarz czytelnika w kilku sekundowym paraliżu.. Brązowy Jenkin, Kezia Mason, Pan Billings, chcesz ich poznać? Przeczytaj Drapieżców!

Powiem tak: są dobre filmy grozy, są również dobre książki tegoż oto gatunku, są opowieści jeżące włosy na karku, ale ta książka jest jak te wszystkie poprzednie rzeczy w jednym. Szczerze polecam fanom krystalicznie czystego fantastycznego strachu. Czy jesteście gotowi do włączenie się do tej starożytnej, imaginistycznej gry? Później już żaden strych nie jest już taki sam jak wcześniej...

Wedle mej skali ocen daje jej maksimum, 10/10.

Pozdrawiam, Nataniel.

Ps. bardzo ciężko jest dostać jakikolwiek egzemplarz tej książki, zapomnijcie o bibliotekach czy antykwariatach, pojedyncze aukcje zdarzają się na allegro. Ja mam szczęście, bo dostałem jeden :D

sobota, 12 marca 2011

Siddharta powraca!


Z racji dość pokaźnego i mimo wszystko zaskakującego zainteresowania zagadkowym postem nt. Siddharthy w różnej postaci, doczeka się on sfinalizowania piśmiennego. Każda rzecz ma swoje przeznaczenie, ten post musi zostać dokończony, tak więc się stanie.
Siddharto ze Słowenii, o Was będzie mowa.

A tu link do wspomnianego postu: http://sundown-syndrome.blogspot.com/2010/07/siddharta.html

niedziela, 20 lutego 2011

White Lies - Ritual


White Lies - Ritual
Fiction Recorda 2011

Ci mało przystojni "kłamcy" prawdopodobnie kierują się w życiu dziecinną zasadą: jeśli kłamać to do końca.

wtorek, 8 lutego 2011

Wiosenne szachrajstwo


Jeszcze tydzień temu witaliśmy ranek z przekleństwami na ustach, gdy nasze śpiące oczy spoglądały za okno i co zastawały? To samo, co dzień wcześniej, tydzień i miesiąc temu. Zima pełną gębą. Aż tu nagle, niespodziewanie, zupełnie jak w przygodach Jakuba Wędrowycza, witamy dzień uśmiechem, gdy widzimy z jakim powodzeniem Słońce walczy z Panem Lodem. Poziom rtęci zachęca do założenia letniego stroju, ale nie dajmy się zwieść - taka temperatura Pana Celsjusza jest tylko w promieniach słonecznych. I co z tego,  że całe ciało pragnie tego ciepła. Współczuję tym, którzy mają teraz ferie zimowe pośrodku wiosny i chcieliby skorzystać z dobrodziejstw kurortów sportów zimowych. Lepiej się spieszcie, ta Pani ma serce gorące jak lawa i jest bezwzględna dla śniegu, zwłaszcza na stokach. Jedna rada dla zimowników: nie zwlekajcie, koniec jest bliski. Dla letników: cieszcie się, już się zaczęło.

Ten post jest okolicznościowy, może być o niczym albo o wszystkim. Zobaczymy.

Wiecie, ostatnio dużo czytuję. Opowiem Wam o takim zacnym artykule jaki przeczytałem w równie szanowanej prasie hobbystycznej. Jak ziemia szeroka i długa, jak ludzkość różnorodna, jak iloraz inteligencji różny, tak inne są zainteresowania jednostek. Tak np. ja - kolekcjonuję komiksy Philippe'a Chappuis pt. "Titeuf"; mam na razie dwa (wow!). Titeuf to mały chłopiec, który poznaje świat w naprawdę szalony sposób. Jeden komiks dostałem :) A drugi to sam sobie kupiłem, lecz pożyczyłem go komuś i nie pamiętam komu..

Skorzystam z okazji! Jeśli potencjalny posiadaczu mojego komiksu czytasz tego posta, to mi go oddaj!!!!!!!!!!!!!

Wracając do meritum sprawy, treść artykułu, która mnie tak bardzo zaintrygowała w tej niezwykłej prasie hobbystycznej jest naprawdę trafioną dziesiątką przez kulę armatnią. Otóż większość ludzi hodowało, bądź chciało hodować rybki akwariowe. Ja nie miałem inaczej, ale mi pozdychały. Nieważne... Więc posłuchajcie, patrzycie na takie piękne akwarium i co? Wspaniałe, o jakie ładne rybki, zameczek i koniec... A takie akwariowe państwo to nie inaczej jak satelita ZSRR, niby żyje sobie swoim życiem, a tak naprawdę jest tylko pionkiem zależnym od gracza. Tutaj gupiki sobie żyją swoim życiem, ale wielki brat patrzy, karmi, pielęgnuje, przyjmuje porody... Totalna ingerencja w życie prywatne "obywateli". 

Akwarystyka to ciężkie hobby, wymaga wielu godzin pracy i uwagi, nie tylko nad samą estetyką rybiego otoczenia, ale również nad zdrowiem gupików. Ale i tak zawsze każdy będzie się zachwycał rybkami, zameczkami i takie tam.. A najbardziej niedocenionym zajęciem jest utrzymanie flory w tym zbiorniku. Może się wydawać, że wystarczy wsadzić w piasek i koniec. Buba. Dzień nieuwagi i zamiast akwarium mamy kompostownik. Tak, tak zaglonienie to inaczej mutanty rozmnażające się błyskawicznie i czyhające tylko na odrobinę zaniedbania. Gdyby nie leśnictwo akwariowe, byłaby tylko pustynia zalana wodą. Docenimy te parki, zagajniki, lasy dębowe i sosnowe, paprocie; bez nich to tylko pusty wodnisty teren. Według znawców tematu prasy hobbystycznej, którą miałem przyjemność przeczytać, jest to nieprzynoszący korzyści biznes, ale jak to pasjonaci mają - wolą dopłacić do przyjemności, która sprawia im nie lada frajdę.

Podsumowując, oglądając kiedykolwiek jakieś akwarium, zainteresujcie się również florą, wynagrodzi to trud właścicielom włożonym w estetyczny wygląd ich "satelity".

Tak na marginesie, Król I Burger to nie jest odpowiednie miejsce na obiad..

Wartało by dodać tutaj jakieś pieśni, Grechuty? Zabili mi żółwia? SDM? Nieee ee...

Dodamy coś innego.. Na wiosenny przebłysk w sam raz.








Pozdrawiam, Bazile.

czwartek, 6 stycznia 2011

Podsumowanie roku 2010: Filmy


10 najlepszych filmów 2010 roku.

P.S. Część filmów miała premierę w roku 2009, ale w Polsce odbyła się ona dopiero rok później, więc nie dziwić się.



Miód, reż. Semih Kaplanoglu, Turcja 2010

Piękniejszego zamknięcia filmowej trylogii tureckiego reżysera, chyba nie można było sobie wyobrazić. Miód to mistyczna opowieść o odwiecznych związkach miedzy ludźmi i naturą, o harmonii pomiędzy nimi, która prowadzi świat odpowiednimi torami. Podobnie jak miało to miejsce w dwóch poprzednich filmach: Jajko (2007) i Mleko (2008), także i tu, to cisza wyraża więcej niż słowa. Cisza jest naszym przewodnikiem po świecie, wymagającym od nas głębszego "zapatrzenia się". Nie dziwi więc fakt, że w całej trójce nie ma żadnej muzyki, oprócz dźwięków i odgłosów natury. Wspaniała jest intensywność tego filmu na ludzką świadomość. Z delikatnością i niespotykanym pietyzmem tworzy świat, w którym jedna chwila zmienia życie człowieka na zawsze. Gdy kończy się twoje życie, spadasz. Miód to czysta poezja zrodzona z niemożności znalezienia odpowiednich słów. Po prostu słodycz życia. Całkowicie zasłużony Złoty Niedźwiedź na ubiegłorocznym Berlinare, i jeden z najpiękniejszych filmów ostatnich lat, potwierdzający złoty okres kina tureckiego.


Poezja, reż. Chang-dong Lee, Korea Południowa, 2010

Aby tworzyć poezję, musicie dostrzec piękno. Najważniejszą rzeczą w życiu jest obserwacja. Tegoroczny film koreańskiego reżysera, twórcy znakomitego Sekretnego światła, to opowieść o starszej kobiecie, która odkrywając fakt, że cierpi na chorobę Alzheimera, postanawia pociągnąć życie mocniej za lejce. Kurs poezji, na który się zapisze zmieni jej stosunek do świata - świata pełnego śmierci, przemocy i nieszczęścia, wydawałoby się pozbawionego czystego piękna... Film o poezji, stający się poezją. Biała kartka papieru zapełniła się słowami.


Chrzest, reż. Marcin Wrona, Polska 2010

Młodzi-zdolni ciągle w natarciu. W końcu zaczyna się coś dziać na polskiej scenie filmowej. Po udanych debiutach, przychodzą filmy jeszcze lepsze. Przykładem takiego stanu rzeczy jest reżyser Marcin Wrona. Jego Moja Krew była obrazem dobrym, mającym spory potencjał. Ten potencjał został w pełni wykorzystany w drugim filmie - Chrzest. Męskie i mocne kino tylko dla osób z silnymi nerwami. Aluzje i nawiązania do Długu Krauzego według mnie trochę przestrzelone.


Wujek Boonme, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia, reż. Apichatpong Weerasethakul, Tajlandia, 2010

Nie jestem w stanie wypowiedzieć dobrze imienia i nazwiska tajskiego reżysera, ale to jeden z moich ulubionych twórców. Wujek Boonme, który... to film pełen tajemnic i magii, duchów wędrujących po świecie, a w końcu opowieść o nas - ludziach, potrzebujących bliskiej jedności z otaczającym nas światem: realnym i metafizycznym. Szósty film w karierze Weerasethakula to także dzieło przybliżające i tłumaczące buddyjską filozofię. A wszystko to zatopione w wierzeniach i spirytualizmie mieszkańców północno-wschodniej Tajlandii.  Inspiracją do stworzenia filmu stała się książka buddyjskiego mnicha, Phry Sripariyattiweti Człowiek, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia.
Kilka lat temu przeor klasztoru buddyjskiego znajdującego się niedaleko mojego domu opowiedział mi historię człowieka, który przychodził do świątyni, żeby nauczyć się medytacji. Po jakimś czasie powiedział, że podczas snu zaczęły do niego wracać obrazy poprzednich wcieleń, gdy był bawołem, krową, a nawet pozbawionym ciała duchem. Dawne życia przelatywały przed jego zamkniętymi oczami jak filmy na ekranie. Tak narodził się pomysł filmu o wujku Boonmee - Apichatpong Weerasethakul
Naprawdę piękne kino, wreszcie docenione na świecie (Złota Palma w Cannes). Niebo jest przereklamowane. Nic tam nie ma. Duchy nie są przywiązane do miejsc lecz do ludzi. Ludzie zobaczcie ten film, bo urzeka ciało i ducha.


Wszystko co kocham, reż. Jacek Borcuch, 15 stycznia 2010 (Polska), 18 września 2009 (Świat)


Nie wiem czy będę w stanie napisać o nim coś więcej niż już zostało napisane. Nie wiem czy zaskoczę kogoś swoją interpretacją. Nie wiem w sumie co napisać, od czego zacząć.. Ale wiem jedno, to najlepszy film jaki widziałem w 2010 roku! Czasy PRL-u już dawno minęły, ten mroczny okres w historii naszego kraju mamy już za sobą, jednak pozostawił on wiele głębokich ran i tajemnic, wiele emocji,wspomnień oraz wyrzutów. W filmie Jacka Borcucha zostało zamieszczone to wszystko i jeszcze więcej.

Zasiadamy wygodnie, ciemno, dobrze nastawiona głośność i widzimy pierwszy obraz... Zagubione tory, zagubiony tabor, wydmy... Słyszymy punk-rocka, jakby dobiegał z oddali, krążymy wokół wagonów, wchodzimy do jednego z nich i naszym oczom ukazuje się mała grupka chłopaków, którzy są źródłem tej muzyki. I ruszyła maszyna, już nikt jej nie zatrzyma! Wpadliśmy w ten sam socjalistyczny kompostownik, co nasi bohaterowie. Mamy nieuczesane włosy, trampki, przykrótkie koszulki i całą głowę sprzeciwu.

Nie chcę opowiadać fabuły - toby była zbrodnia z mojej strony. Nie potrafiłbym jej dobrze przedstawić... Mogę napisać jedynie co te piaski, ta muzyka, ta ich miłość i chęć wyjścia ponad podziały w moich oczach zostawiły. Wszyscy rozwodzili się nad rolą Mateusza Kościukiewicza, chwalili go i rokują mu wielką przyszłość. Oby się nie pomylili. Mnie osobiście urzekł on, jego taka miła, przyjazna i chłopięca twarz, zmrużone oczy, z których starasz się coś wyczytać. Ja osobiście widziałem w nich głównie coś beztroskiego, tak jakby dopiero nabierały takiego dorosłego, męskiego wizerunku. Jednak podczas jednej sceny, koncertu w szkole, zaciśnięte oczy Janka (Kościukiewicz) wylewają na twarz, na całe ciało wrzątek gniewu, sprzeciwu, cholernej nienawiści, która gdzieś tam była, ale po incydencie przed koncertem wzięła górę.. Widać to doskonale. Widzisz jak go to parzy, jak zaciska mięśnie, jak ten kocioł ogarnia cały bal. Mateusz wczuł się, poddał się emocjom, zupełnie jakby to on był całą tą szkołą, jedyną osobą, która ma głos by mówić. Na konsekwencje tego "zamachu na socjalizm" nie trzeba było długo czekać, dzięki pewnemu komisarzowi wzięli się za ojca Janka - co za tym poszło? Przeprowadzka. To, co wtedy ten młody chłopak zrobił jest dla mnie święte, kurcze jedno z najlepszych ujęć filmu. Rozpierdzielenie temu donosicielowi samochodu kijem hokejowym powinno być książkowym przykładem zemsty. Genialne!

Miłość i przyjaźń jest tutaj bardzo ważna, kto wie czy nie najważniejsza... Rodzące się uczucie, nieśmiałe i młode, niedojrzałe, a na tyle mocne by wymknąć się poza konflikt statusu społecznego rodziny. Przyjaźń wiążąca, kształtująca,popychająca, ryzykowna, jedyna.

Oprawa muzyczna wykonana przez Daniela Blooma współgra z nastrojem, zupełnie jakby była ręką tego ciała jakim jest film Wszystko co kocham. To ona nadaje ton i odpowiedni charakter poszczególnym scenom, po prostu uszlachetnia to złoto. Obrazy, ujęcia, sceny. To wszystko jest prawdziwe, realistyczne, rzeczywiste, a mimo to sprawia wrażenie magicznego... Spośród kilkudziesięciu takich magicznych ujęć podobało mi najbardziej kilka, np. spacer Janka i Baśki (Olga Frycz) pomiędzy wysokimi trawami.

Jesteś już dobrze po trzydziestce, jesteś młody masz lat 18... Dla tych pierwszych ten film to wspomnienie, dla tych drugich to elementarz.


Incepcja, reż. Christopher Nolan, USA 2010

Po obejrzeniu tego filmu można stworzyć własną definicję terminu incepcja, jednak według słowników różnej kategorii nie występuje taki termin... I co teraz? Wolna ręka.

Sny... Co noc śnimy, lecz nie zawsze to pamiętamy; jesteśmy wtedy aktorami, wcielamy się w role jakie nasz umysł sobie wymyślił. Czasami jesteśmy tak zadowoleni z tych snów, że obudzenie się z niego jest największą karą i staramy się do niego wrócić, co zazwyczaj jest niemożliwe. Śnimy również mrocznie i tragicznie, dlatego otwarcie oczu przyjmujemy z ulgą. Można też wyczytywać ze snów przyszłe zdarzenia, przepowiednie - dzięki sennikom. W tym filmie sen przybiera zupełnie nowe znaczenie, które trudno zaakceptować...

Incepcja to światowej sławy obsada, to również mega efekty specjalne. To pomysł jakiego próżno z powodzeniem naśladować, to zagadka, to rebus rozwiązywany przez widza na bieżąco, by i tak na koniec pozostać w konsternacji. Ciężko jest się połapać w tej intrydze, jaką zgotowała nam brygada Cobba (DiCaprio). Sam osobiście, po ukazaniu się napisów, nie wiedziałem, czy ta końcowa scena jest jednym ze snów. Takie skutki uboczne - to pochwała dla reżysera Christophera Nolana.

Jednym słowem, obejrzeć warto, gdyż nie na darmo jest to produkcją , o której się mówi - jedna z najlepszych "tamtego" roku. Zachęcam!


Hej, skarbie, reż. Lee Daniels, USA, 5 listopada 2010 (Polska), 16 stycznia 2009 (Świat) 

To najbardziej wstrząsający film jaki widziałem w 2010 roku. Lee Daniels bierze sobie za cel zawstydzić znieczulice i upokorzyć patologie. Udaje mu się to. Ten film to zbiór najbardziej chorych patologii rodzinnych - ojciec gwałciciel, matka zawistna sadystka, terroryzująca i obwiniająca swoją córkę o swoje życie. Na porządku dziennym są podobne sytuacje, które tylko są nagłaśniane przy okazji jakichś wielkich zbrodni jak tej w Austrii kilka lat temu. Może dzięki temu filmowi kogoś się uratuje od zła, które może stworzyć "rodzina"...

Obowiązkowo należy obejrzeć.

Co wiesz o Elly?, reż. Ashgar Farhadi, Iran, 2009 (premiera w Polsce 22 stycznia 2010)

Irańska kinematografia musi ciągle walczyć z przeciwnościami, które nieodłącznie jej towarzyszą. Nieustająca cenzura, inwigilacja - przeplata się z okresami łagodniejszymi przynoszącymi międzynarodowe sukcesy. Sukcesy te pozwalają spojrzeć na Iran, na jego kulturę i mieszkańców z zupełnie innej strony. Jak wiemy nasze postrzeganie sąsiednich czy dalekich krajów oparte jest na stereotypach. Co wiesz o Elly? próbuje te stereotypy obalić. W Iranie toczy się w miarę normalne życie, młodzi ludzie słuchają zachodniej muzyki, wszyscy mają podobne marzenia do naszych, tylko słowo "wolność" jest na cenzurowanym. I trzeba to zmienić.


Pozwól mi wejść, reż. Matt Reeves, USA/GB, 2010

Groza w tych czasach przybiera trochę inną formę. Terroryzm, hakerzy, wirusy, nawet zwykłe przejście z bloku do bloku nocą jest grozą... Tak więc szanować trzeba takie filmy jak Pozwól mi wejść, ze względu na krystalicznie czyste krople zimnego potu wypływające na czoło. Wampiry ostatnimi czasy przeżywają renesans swego istnienia, po kilkunastu latach zakurzenia w szufladzie, ponownie wychodzą sobie na światło dzienne i przybierają posągowe pozy z miną "podziwiajcie mnie". Podziwiamy. Może dlatego ten horror jest taki dobry, gdyż główne role grają w nim dzieci, niewinne z twarzy, mordercze z natury.. Może dlatego, że to coś innego, inaczej akcja się toczy.. Nie ma tutaj wielkiej miłości, wielkich aktorów ale jest posępny klimat, dziwna przyjaźń i ten przerażający charkot Abby oraz głodne oczy.


Kto nie widział, polecam! Najlepszy horror 2010.

Przeczytaj naszą recenzję: Pozwól mi wejść


Parnassus - człowiek, który oszukał diabła, reż. Terry Gilliam, Francja/Kanada/GB, 8 stycznia 2010 (Polska), 22 maja 2009 (Świat)


Ileż to jest legend o paktach zawartych z tym którego imienia nie wolno wypowiadać, ileż historii, filmów, seriali.. Np. amerykański hit szklanego ekranu Supernatural - tam umowa goni umowę. Znam też taką fajną książkę, tam jest świetne opowiadanie o takim przedsięwzięciu, a nosi ona tytuł Diabeł na wieży. To wszystko raczej przyprawia o dreszcze i gęsią skórkę. Jednak jest jeden element, który ładnie się wybija z tej szufladki.. Tak, tak to Parnassus, gdzie zamiast zamykania oczu przed masakrycznymi scenami po prostu siedzisz sobie z herbatą i oglądasz to z przymrużeniem oka. Pomimo, iż tytuł przywołuje już lekko ciemniejące chmury, tak w przeciągu filmu one jakoś nie mają w sobie deszczu. Tytułowy Parnassus to człowiek, który w zamian za nieśmiertelność założył się z Diabłem, iż odda swoje dziecko w wieku 16 lat. Co za dureń! Sądził, że nie będzie miał nigdy dzieci? Cały film właściwie kręci się wokół tego, iż ten starzec chce jeszcze raz wykiwać diabła, by uchronić swoją córkę (w tej roli Lily Cole).

Jest to dość mroczna opowieść, w której budzi się ludzkie demony, pragnienia i wyjawia największe sekrety. Zwierciadło dr. Parnassusa ma taką właśnie właściwość, w sposób przesadzony i groteskowy przedstawia to, co pragniemy, a mimo wszystko staramy się to ukryć. Trochę dziwne to, prawda? Ale tak jest, oglądasz ten film i śmiejesz się z karzełka co ma zawsze racje. Ze starego pijaka co przegrał wszystko. Nad wiek wyrośniętej nastolatki. Nieśmiałego, zakochanego niezdarnego chłopaka. Wreszcie z przybłędy z amnezją, który tak się naraził komuś, że go powiesili pod mostem. Czarny humor. Kontrast goni kontrast, wszystko jest na opak. Tak naprawdę wszyscy są nieszczęśliwi, zagubieni i tylko uwolnienie się od tej trupy da im naprawdę wolność. Nie sposób nie wspomnieć o znakomitej obsadzie jednej roli - Heath Ledger, Johnny Deep, Jude Law, Colin Farrel - to oni wcielili się w rolę Tony'ego.

Ze względu na spiralność fabuły, warto obejrzeć.

piątek, 3 grudnia 2010

COCTAIL PARTY - LISTOPAD


Efekt coctail party - zjawisko to umożliwia skupienie się na jednym sygnale wyodrębnionym w środowisku akustycznym, przy zachowaniu możliwości odbioru pozostałych dźwięków pochodzących z wielu źródeł o różnej lokalizacji.

- Hej Bazile!
- Cześć.
- Bawiłeś się w śniegu? Lepiłeś bałwana?
- Nie bawiłem się, weź przestań jak można się bawić na takim mrozie. Ale bałwana tak, może nie lepiłem ale mam z nim styczność.
- Myślałem, że zmądrzałeś coś.. Ale jednak nie, w sumie nie jest to dla mnie jakimś wielkim zawodem, miałem to na uwadze. Co planujecie w związku z blogiem na najbliższy czas?
- ohohohoh! Będzie się działo, posłuchaj. Mamy tyle kandydatur na nowego członka naszego zespołu, że zmuszeni jesteśmy robić naprawdę ostrą selekcję w której decydują drobne szczegóły, jak nie szczególiki takie jak np. zdolność wymyślania imion dla zwierząt. Serio, konkurencja jest jak w TzG.. A tak, poza tym to za jakiś czas wyskoczy Mix jesienny, a pod koniec miesiąca to dopiero będzie szaleństwo. Powiem tylko tyle, że zaraz po barszczu z uszkami na wigilii pędźcie na bloga!
- Brzmi świetnie. Wręcz przypieczone idealnie chrupko..
- Nie małpuj mnie!
- Spadaj.. Zapytam o coś jeszcze, bo w sumie nie chce mi się gadać, a 3 pytania muszą być. Czy jesteście zdrowi na umyśle?
- Tak, tak, oczywiście. Nasze zdrowie psychiczne jak i fizyczne jest jak najbardziej znakomite, żadnych natręctw, nerwic, ani nic podobnego. Zdrowi jak konie pociągowe, albo wieloryby. Trochę szczupli, ale silni. A co?
- A bo się Wam tak lapta..
- Fuck you men! Idź stąd. Jestem gwiazdą, wywalam Cię! Nie będziesz mnie o nic pytał już nigdy. Rozumiesz?
A tak, na marginesie to ankietę zrobiliśmy aby w niej uczestniczyć i głosować.. Nie tylko, żeby oglądać.. Weźcie zagłosujcie, ludzie..

wtorek, 23 listopada 2010

I zdarza się raz na milion.




Wiosna kojarzy mi się z wieloma bardzo przyjemnymi rzeczami i zdarzeniami, które mniej lub bardziej wpłynęły na mnie i moje życie; jest jednak jedno takie zdarzenie, co zmieniło mnie całkowicie i wydarzyło się to właśnie w tę świetną porę roku. Jakie? Ktoś na pewno się domyśli.

Lecz wracając do wątku, otóż wiosna kojarzy mi się z liceum, gdy właśnie ona wchodziła nieśmiało dookoła i skłaniała szare twarze ku słońcu zupełnie jak kwiaty słoneczników, by je połaskotać promieniami słońca, a ja wraz z moim ławkowym kolegą vel Pawian przemierzaliśmy bezbarwne korytarze II LO i śpiewaliśmy "Wiosne" śp. Grechuty. Z tym mi się kojarzy pora roku zaraz po zimie. W ogóle nie wpłynęło znacząco to na mnie;p Wertując stronice swej pamięci natrafiam również na pewną rzeczą kojarzącą się z tą "Damą"; oczywiście każdy szanujący się młody człowiek wspomina egzamin maturalny, który niewątpliwie dzieje się w maju, a z nim kojarzy się mój sen, który sobie kiedyś tam wyśniłem, że spóźnię się, na egzamin. I tak oto się spóźniłem. Wspomnę jeszcze o tym, że wiosenną porą postanowiłem z bratem spać w namiocie (co za głupota, ale dzieciakami byliśmy), gdzie oprócz towarzystwa dzikich dźwięków zza wątłej ścianki "Campusa" towarzyszył nam jeszcze mróz.. Budząc się przed świtem od szczęku zębów, jakże się zaskoczyłem, gdy poduszka przymarzła mi do namiotu.. To są bardzo nieznaczące epizody. Najbardziej ważne wiosenne wydarzenie, odegrało się na nowosądeckich plantach, na ławce niedaleko fontanny w kwietniu. Dziękuje nieprzewidywalny losie.


Wiosna utożsamia się jeszcze z pewnym zespołem ska, gdy kilka lat temu, nawet nie pamiętam w jakich okolicznościach, trafił on w me muzycznie zachłanne ręce. Kawałek "Jaracz" - ileż się śmiałem z głosu wokalisty, co nóż i widelec stwierdzałem, że on śpiewać nie umie.. Jednak mimo tego, ten zespół zaciekawił mnie tak bardzo, że słucham go do dziś. Gdy słyszysz te wesołe dźwięki, czujesz jak Twoja krew zwiększa mimowolnie temperaturę o 2 stopnie, zalewając ciało miłym i energetycznym ciepłem. Nie możesz usiedzieć w miejscu, starasz się pohamować najpierw drżenie nóg, by po chwili walczyć zaciekle z ich podskokami. To jest walka bezsensowna, zupełnie jak obijanie mieczem czołga.. Należy poddać się temu uczuciu, wyzbyć się wrażenia, że to wygląda idiotycznie; nic z tych rzeczy. SKAKAĆ, TAŃCZYĆ, ŚPIEWAĆ RÓWNIE NIEŁADNIE JAK WOKALISTA, ale to chyba jest urok tych obrońców żółwi kieszonkowych, bo najważniejsza jest pasja i serce, które się wkłada w to, co się robi. Zespół Zabili mi żółwia zdecydowanie kocha to, co robi, więc ten wokal tak nie przeszkadza i nawet zaczyna się podobać; muzyka sama w sobie sprawia, że czujesz się o wiele lepiej, a tekst jakby wycięty z twego życia. ZABILI MI ŻÓŁWIA.

Na Pogórzu Śląskim niedaleko stolicy Dolnego Śląska w małej miejscowości Mazańcowice, w tutejszej podstawowej szkole, powstaje zespół o wdzięcznej nazwie Zabili mi żółwia (czemu akurat taka, nie wiem) A był to rok 1996. Rok później już oficjalnie pod tym zacnym szyldem chłopaki dają swój pierwszy koncert i od tego się wszystko zaczyna. Pierwsze demo pt. Mordercy żółwia. W roku milenijnym, drugie demo: Akt I. Czasami zdarza im się pokoncertować, ale największym osiągnięciem tego okresu jest uczestnictwo w festiwalu Winter Reggae 2002 (działo się to w latach 2001-2003). Od teraz zaczyna się ostre koncertowanie, zespół zaczyna być zauważany i zapraszany na festiwale i trasy koncertowe, chociażby w WOŚP i Reggaefest w 2004 r. W 2006r. zostaje wydana debiutancka płyta pt. Uczucia w promocji, skąd pochodzą wcześniej wspomniane utwory, "Jaracz" i "Wiosna". Siedem lat po domniemanym końcu Ziemi , zespół uczestniczy w trasie koncertowej z Leniwcem, oprócz tego są jeszcze: PunkReggaeLive, juwenalia. Idzie im całkiem nieźle - 74 koncerty w ciągu roku.. W następnym roku trasa koncertowa z ich kolegami z zespołu Koniec Świata i wydanie drugiej płyty pt. Twarzą w twarz. Obecnie dalej koncertują i bawią się z Końcem Świata i Leniwcem, czego świadkiem byłem choćby niedawno. Pracują w pocie czoła nad nową płytą, która ma zaszczycić empikowskie półki już na wiosnę przyszłego roku.

Skład obrońców i żałobników po zamordowanym żółwiu w aktualnym czasie.

Michał Wojnar - gł. wokal
Dominik Barnaś - bas
Karol Wieczorek - perkusja
Wojciech Homa - akordeon i klawisze
Jakub Wieczorek - gitara, 2 wokal



Właśnie, warto czasami samemu zrobić sobie wiosnę.

Za swą żywiołowość, wesołość głosu i radość gitar. 8/10.

Pozdrawiam, Bazile z ugrupowania zabili mi chomika.

niedziela, 31 października 2010

Najpierw psikus, później pytajcie o cukierki.




Amerykańskie święto straszenia wszystkich strachliwych wzięło się stąd iż dawno, dawno temu, gdy Ameryka była tylko workiem bogactwa dla Europejczyków i miejscem wolności dla wyjętych spod prawa. Otóż w nocy z 31 października na 1 listopada młodzieniec z plemienia NiemaTuToJestTam, niejaki Był i znikł, zakradł się do wioski zbudowanej kilka tygodni wcześniej przez kolonistów; chłopak ciekawy był świata, nowych ludzi, więc nie ma się co dziwić. I tak się skradał i kukał do okien, gdzie ciepły blask świec wyglądał zza okiennic zachęcająco. Jednak pech chciał, że w jednym z okien wyglądał również pewien Holender, z utęsknieniem patrząc w kierunku oceanu. Na początku Był i znikł go nie zauważył i gdy tak wysunął lekko głowę ze swym piórkiem liliputa spod parapetu, to tak wystraszył Holendra, że ten spadł, narobił rumoru co niemiara. Wystraszony, spanikowany i przekonany, że ta bestia z piórkiem chce go zabić, począł błagać by go nie zabijał i nie zjadał; jestem żylasty i niedobry - zarzekał się. Lecz Był i znikł nie był świadom za bardzo o co mu chodzi, więc tylko patrzył z zainteresowaniem. Holender, z racji iż kosztowności mu nie brakowało, pomyślał, że przekupi napastnika. Kusił go złotem i srebrem, lecz nic to nie dało, plemię NieMaTuToJestTam z nieprzekupności znane. Zrezygnowany Holender ostatnią deską ratunku pokazał tubylcowi czekoladki, które o dziwo uratowały go. Był i znikł wziął czekoladki i zadowolony uciekł, dzięki czemu Holender mógł odetchnąć.

Tak właśnie to wszystko się zaczęło, choć przez lata ewoluowało do formy znanej nam dzisiaj. Przedstawię Wam kilka utworów kojarzących się z czymś strasznym, bądź będących strasznymi.











Dzisiaj bójmy się dla zabawy, dla radochy. Jeśli macie kogoś to go przestraszcie. Enjoy!!

sobota, 16 października 2010

Pochodzić razem nocą po mieście..



Koniec świata obwieszczany jest przez wielu z datą końca kalendarza Majów, tj. 2012. XII. 21, gdy Ziemia zleje się z morzem, niebo z piekłem, a ludność w tym wszystkim się zatraci.. Pesymistycznie? Dla mnie bardzo, przeto ja taki młody jestem.. Jest wiele definicji tego końca, dla każdego to coś innego. Dla pani gospodyni - przypalona zupa, dla kucharki może to być zakalec, dla kibica przegrana, dla studenta - 2.0, dla żony żołnierza śmierć.. Są końce świata małe, osobiste i wielkie, globalne. Ale każdy i tak jest czarny, masakryczny i druzgoczący. Jednak spośród tego wszystkiego znajduje się coś, co w ogóle nie pasuje do tej terminologii, jest kontrastem na tle świata; jest trampkami Converse na lumpeksie za 8 zł. Jednym słowem Koniec Świata.


Po zapoznaniu się z ich historią, historią kurcze pokręconą i powaloną (ile tam było odejść, kłótni, zwad, itp. masakra), skrócę to cholernie. Początki sięgają katowickich zakamarków; tam w 2000 roku założyli zespół, poskładali się do kupy i wydali kasetę. Nadszedł czas kłótni, wydali drugą płytę, rozpad. Odrodzenie, całkiem nowy skład, nowe twarze, nowa perspektywa, szansa. Straszne zawiłości..

Wydali jak do tej pory 5 płyt:

KONIEC ŚWIATA - KORZENIE
KONIEC ŚWIATA - SYMFONIA NA SPRZEDAŻ
KONIEC ŚWIATA - KINO MOCKBA
KONIEC ŚWIATA - BURGERBAR
KONIEC ŚWIATA - ORANŻADA(new)

Wskakujesz do wody głębokiej i rwącej (Dunajec się kryje), aczkolwiek pięknej. Głębia tekstów, rwący nurt muzyki, dobrze, że masz kapok w postaci myszki, trzyma Cię na powierzchni. O tej grupie powinni uczyć w szkołach, najlepiej w podstawówce, by od małego zaciekawić młodego czymś istotniejszym niż jarzębina.. Są tak fajni jak śnieżynki pod mikroskopem. Są tak oryginalni jak ołówek wśród długopisów. Są jak ciastka na śniadanie, przesmaczne. Grają jak mogą najlepiej, lepszych nie słyszałem.

To jest właśnie ten Converse; to jest to - gdy ich słuchasz, czujesz się szczęśliwy, tylko dlatego, że pokłady szczęścia ukryte gdzieś wewnątrz, Oni pobudzają; doceniasz jeszcze bardziej to czym żyjesz, po co, z kim i dla kogo. Nie wiele rzeczy może coś takiego wywołać, kilka piosenek, zwrotek, dźwięków, a chcesz, pragniesz, nie możesz żyć bez Niej.. To jest Koniec Świata, który się nie kończy, a zaczyna.



Utwór promujący ich płytę "Oranżada".


Pozdrawiam, Bazile

poniedziałek, 13 września 2010

COCTAIL PARTY - SIERPIEŃ


Efekt coctail party - zjawisko to umożliwia skupienie się na jednym sygnale wyodrębnionym w środowisku akustycznym, przy zachowaniu możliwości odbioru pozostałych dźwięków pochodzących z wielu źródeł o różnej lokalizacji.


-Dzień dobry Bazile.
-Witam.
-Z racji tego, iż trochę opierdzielacie się z wstawieniem Coctail Party, muszę zapytać w imieniu rzeszy wyczekujących, dlaczego?
-Mam świetną wymówkę, a raczej usprawiedliwienie dla tej sprawy. Otóż chciałbym uspokoić wszystkich, którzy od 1 września dniami i nocami siedzieli na stronie i czekali na cokolwiek. Chodzi o to, że były pewne problemy natury technologicznej, których mimo najszczerszych chęci przeskoczyć nie zdołał administartor ani nawet ja.
-Można Wam wierzyć?
-Oczywiście. Nam tak.
-Uspokoiłeś trochę wszystkich. Przeczytano w Twoim opisie osoby, że masz kota szalonookiego. Czy jest on równie szalony jak Moody z HP?
-O tak, kot mój sierści koloru mrocznej, demonicznej czerni ma oczy równie szalone jak ten autor. Gdybyście je widzieli; zajmują 2/3 jego niewielkiej główki. Zielone i nieprzeniknione, aż czasami się boję w nie patrzeć, bo wydaje mi się, że chce mnie zjeść..
-Co lubisz?
- hmm.. wiele rzeczy, lubię ogórki, paprykę i takie tam, ale najbardziej lubię kogoś, myślę, że z łatwością ten ktoś domyśli się, co insynuuje.
-To będzie ten Coctail Party czy nie?
-Oczywiście! Przepraszamy za opóźnienie.

sobota, 11 września 2010

Ściany..


Hej! hej! he! hej!

Brakuje mi tego.. Brakuje mi jej.. Jestem uzależniony.. Nie tylko ja, pewnie 5 mld ludzi jest w równie wielkim nałogu co ja.. Chyba, że na Arktyce.. Wiecie o czym mówię?

O słońcu i witaminie D, przez ostatni tydzień nie widziałem jego ani jej. Schowali się? Zniknęli? Czy może ktoś ich ukradł? Nieważne... Ale to nie zmienia faktu, że go potrzeba. I dlatego wysuwam tutaj prośbę, żądanie?! By pewnego weekendu to słońce wynagrodziło te swe lenistwo i naprawdę sprawiło przyjemność. Obiecujesz? No, trzymam za słowo.

I tak wyrzuciłem to z siebie, jest mi lżej, naprawdę.

Siedzi i patrzy. Siedzi w przedpokoju i patrzy. Siedzi w przedpokoju i patrzy na ścianę. Siedzi w przedpokoju i patrzy na ścianę obitą ciemnym bordowym materiałem. Siedzi w przedpokoju i patrzy na ścianę obitą ciemnym, bordowym materiałem i coś mu się nie podoba. Siedzi w przedpokoju i patrzy na ścianę obitą ciemnym bordowym materiałem i coś mu się nie podoba, więc warczy. Siedzi w przedpokoju na swych czterech łapach i patrzy na ścianę obitą ciemnym, bordowym materiałem i coś mu się nie podoba, więc warczy.

Kto taki? Ma coś z Chucka Norrisa, nawet wiele ich łączy, np. tylko on przeżył holocaust. Tylko Chuck przesuwa ściany siłą woli. Tylko Chuck jest najodważniejszy z odważnych. Tylko Chuck ma to, czego nie mają inni. Ten spryt, finezję, urok osobisty, nienaganne uzębienie, gust w dobieraniu zapachu ciała, tutaj rządzą akcenty pochodzące prosto z natury. Intuicje w wyczuwaniu niebezpieczeństwa. Potrafi ponieść za sobą tłumy. Oddany przyjaciel. Przystojny, pociągający, niejednej zawrócił w głowie, niejedną porzucił, niejedną kochał. Twardy charakter. Wąsy dodają mu powagi, czarne włosy atrakcyjności, silne nogi czynią z niego świetnego biegacza, sylwetka atlety, szybki, gibki, wytrzymały. Spryt ma po matce, urok po ojcu, reszta to cechy nabyte. Przedstawiając Wam pokrótce tą arcyciekawą postać, z pewnością go polubiliście. Ja od razu. 

Mowa tutaj nie o kim innym jak o Chucku. Jest to pies rasy kundel, a jak powszechnie wiadomo to najmądrzejsza rasa psów. Ta początkowa historia jest autentyczna, Chuck wpatruje się w ścianę i warczy cicho. Swoją drogą ciekawe to jest, czy on coś tam widzi? Czy po prostu coś mu się ubzdurało i poprzestawiało w głowie od naturalnych zapachów, od zaznaczania mojego samochodu czy wylegiwania się na kanapie. Poznałem tego zwierzaka dwa lata temu, od razu się polubiliśmy.. To nic, że przede mną uciekał, gdy chciałem go pogłaskać, przy tym szczekając na mnie niemiłosiernie, jakbym chciał co najmniej okraść dom, bądź co według niego mogło być najprawdopodobniejsze, że krzywdę mu zrobię. Z nieufności do mnie i mojego samochodu, została tylko ta do samochodu. Wszystkie koła i tak są mokre. Tutaj mi się coś przypomniało i nie mogę się powstrzymać od śmiechu.. 

Dzięki Chuckowi chciałem Was naprowadzić na Toruńską formację zwaną fonicznie podobnie do imienia tego psa i mistrza kopniaka z półobrotu; zespół ten nosi nazwę Czaqu. Ich początki sięgają 2001 roku, gdy po przypadkowym spotkaniu w klubie Skipczaka i Walczaka postanowili założyć kapelę. Brali udział w wielu festiwalach, konkursach, przeglądach, gdzie zostawali laureatami. 2003 rok okazał się szczęśliwy, wtedy został wydany ich pierwszy album "Inność". Pierwszego maja 2009 roku ukazała się druga płyta, "Pachnie Powietrzem".

Gdy pierwszy raz został mi puszczony utwór należący do Czaqu, byłem pod wrażeniem tak wielkim jak tort weselny. Ostre rockowe brzmienie, nietuzinkowy głos wokalisty, melodyjność przeplatająca się poprzez zgrzyt strun i brzęk, brzdęk perkusji. Ciekawą również stroną są teksty, naprawdę takie z przesłaniem, ktoś tam chyba wkłada w to trochę więcej serca i zaangażowania. Ja zacząłem od dwóch piosenek, "Inność" i "Gdy Cię zobaczę". Wszystkie naprawdę zdezelowały mnie, wywaliły każdą kiepską rzecz jaka zaprzątała mi głowę, zrobiły takie powodziowe oczyszczenie koryta rzeki mego umysłu muzycznego. Romantyczna i zmysłowa, "Gdy Cię zobaczę". Ostra i nieprzewidywalna, "Inność".

Określę to tak, chciałbym iść na ich koncert. Chciałbym poczuć ich energię na żywo.

Utwór jaki Wam pokażę całkowicie pasuje do sytuacji związanej z drugim głównym bohaterem, Chuck i jego Inność..


Ocena według mej skali: 6 2/3 / 10

Pozdrawiam pastwiąc się przy okazji nad talerzem rozmaitości. Bazile.

środa, 1 września 2010

Bad things.

Siema!

Zastanawialiście się kiedyś, jaka jest granica pomiędzy człowiekiem dobrym, a złym? Jak wiele trzeba zrobić rzeczy, które są sprzeczne z ogólnie przyjętymi normami społecznymi? Kiedy tak naprawdę zostaje się tym złym? Czy to kwestia nabyta czy wrodzona? Albo jakie rzeczy należy zrobić, aby zasłużyć na miano "ZŁEGO"?

Ciekawym przykładem jest Hannibal Leckter, postać kojarząca mi się z rzeczami niedobrymi, brzydkimi i masakrycznymi. No bo któż zjada sobie oprawców swojej siostrzyczki? Można to inaczej rozwiązać. Rozumiem, zemsta w najstraszliwszym znaczeniu tego słowa. Z pewnością wielu pałało kiedyś chęcią zemsty w mniejszym bądź większym znaczeniu. Ale on to chyba osiągnął szczyt, wzniósł się na wyżyny mrocznej fantazji. I tutaj pojawia się pytanie: czy tak musiało być? Czy musiał powyrzynać tych skurczybyków? W okolicznościach wojny, człowieczeństwo i moralność są tylko zaletą nielicznych. Tak jak w książkach, wspomnieniach z czasów II wojny światowej Borowskiego, Edelmana wszystko jest idealnie przedstawione.. przetrwa silniejszy.

Zwróćmy uwagę, że Hannibal był dzieciątkiem, albo już mężczyzną, gdyż odpowiedzialnie opiekował się swoją młodszą siostrą i gdyby nie powstańcy i ich zaćmienie głodem mogłoby się to potoczyć  zupełnie inaczej.. Ale nie potoczyło, siostra stała się daniem głównym dla tych wygłodniałych żołnierzyków; co młody Leckter robił nie będę wspominał. I tak sobie myślę, że gdyby nie to wydarzenie, to on mógłby być "dobry"? Zdecydowanie ten tragiczny incydent wpłynął na niego tak, a nie inaczej. Stwarzając bestię pragnącą zemsty i śmierci tych oprawców. No, ale nieważne..

Jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałbym Wam opowiedzieć, nie wiem czy to jest dzieło "złe" same z siebie czy też przez to, że tworzyli ją "źli" ludzie. Przecież ten wokalista wcale nie jest zły, powiedziałbym nawet, że jego growling jest przedni, ale to, co wyczynia w tym zespole to porażka. Chester Bennington ze swoim nowym/drugim zespołem Dead by Sunrise.. Powiem tyle, ZŁO WCIELONE!

Posłuchajcie.



Oby jego nowy projekt z Linkin Park był lepszy, bo po Minutes to Midnight poprzeczka wisi bardzo nisko. 

Pozdrawiam w płaszczu przeciwdeszczowym, Bazile.

sobota, 28 sierpnia 2010

Funktator spełnienia marzeń.


Hej, Hej!



Począwszy od pospolitego głupka poprzez starzejącego się dziada, przemykając przez upadłego alkoholika, wznosząc się na wyższą sferę, normalnego człowieka, nastolatka, samotną matkę, biznesmena, księdza, prezydenta i wuefistę, każdy posiada taką sferę myśli, wyobrażeń, którymi dzieli się tylko z niektórymi; głupek z trochę mniej pospolitym głupkiem, dziad z dziadówką, alkoholik z kieliszkiem, normalny człowiek ze swą normalną żoną, nastolatka z przyjaciółką, samotna matka z córką, biznesmen z banknotami, ksiądz z ministrantami, prezydent z Konstytucją, wuefista z polonistką. Te skryte myśli to marzenia. Marzenia jest to sfera życia, która charakteryzuję się tym, że myśli się o nich w samotności, leżąc w łóżku, patrząc w sufit i przenosząc się do swego wymarzonego zespołu rockowego i trzaskać riffa za riffem, by następnie zamieść podłogę włosami, po czym solówką zdjąć kobietom majtki, a chłopakom powyrywać trzustki. Jak wiele ludzi, tak wiele tych wyobrażeń, mam pewną opowieść..

niedziela, 22 sierpnia 2010

Czy Coś mieszka pod łóżkiem?


Reżyseria: Peter Jackson
Gatunek: horror, gore, komedia
Produkcja: Nowa Zelandia
Premiera: 17 września 1992 (Świat)


Boicie się czegoś? Macie jakieś fobie? W nocy nie zaglądacie w lustro? Albo nie wyglądacie przez okno w obawie, że zobaczycie tam postać w czarnym prochowcu z kapeluszem na głowie? Bądź może nadal wierzycie, że na strychu Waszego domu żyje Szczur, który obdziera ludzi ze skóry?